Osiecka – cóż po niej zostało…

Jaka była Agnieszka Osiecka, której życie stało się tematem telewizyjnego serialu? I co z tego wynika.

Z pewnością była to osoba ciekawa, inna, zagadkowa, twórcza. Bo tylko o takich ludziach mówi się wiele lat po śmierci. I wiele lat po śmierci... potrafią wzbudzać kontrowersje. Ba, wzbudzają ich być może więcej niż za życia. Agnieszka Osiecka, poetka, dziennikarka, dramatopisarka, nie żyje od 1997 roku. Jej poezje, piosenki – mimo że nadal przecież znane, emitowane, śpiewane – coraz rzadziej są jednak kojarzone z jej postacią. Wyśpiewane i wybrzmiałe dawno temu, weszły w zbiorową pamięć i zbiorowe nucenie. Każdy niby je zna. Coraz mniej jednak już kojarzy, czyje to słowa. Kto napisał „Mój pierwszy bal” czy „Na całych jeziorach ty”, nie mówiąc już o prozie. Młode pokolenie nie zna już zbytnio ani Osieckiej, ani jej twórczości. Starsze zapomina. Nowy serial o życiu poetki, emitowany w telewizji publicznej, niewątpliwie przyczynia się do rozbudzenia ciekawości, bo publikacje na jej temat pojawiają się w internecie, a z księgarń znikają teksty jej i o niej. Wiele osób, zaciekawionych serialem, sięga po biografie poetki i jej twórczość.

Może to jest właściwy czas, by po raz pierwszy popatrzeć na Osiecką całościowo, z perspektywy lat, z dystansu. Tymczasem, jak to w Polsce, zaczynamy sobie skakać do oczu: czy aby Osiecka wielką poetką była i jakim była człowiekiem? W końcu: czy serial jest potrzebny i czy dobrze zrobiony? Taki ferment nikomu jeszcze krzywdy nie zrobił. A bywa ozdrowieńczy.

Serial to... serial

Skoczyli sobie do oczu ci z prawej i ci z lewej. Miłośnicy twórczości Osieckiej i wyśmiewający jej „pisaninę”. Osoby, które znały poetkę osobiście, przyjaźniły się z nią, i zupełnie anonimowi czytelnicy i odbiorcy. Jednym słowem, emisja serialu... osiągnęła swój cel. Bo serial, z definicji, nie ma być wielkim kinem moralnego niepokoju, nie musi być obrazem pretendującym do najwyższych filmowych nagród. Ma bawić, interesować, być może pobudzać do poszerzania wiedzy, pokazywać społeczne zmiany i realia życia w konkretnych czasach i miejscach. I pokazywać oczywiście – chociaż w sposób nieco uproszczony – człowieka. Serial „Osiecka” z tych zadań wywiązuje się sprawnie. Zabawnie brzmią pokrzykiwania, że „lepiej było za publiczne pieniądze zrobić film o Pileckim”. Jakby w ogóle można było porównać postaci Osieckiej i Pileckiego. I jakby fakt zrobienia serialu o poetce zaangażowanej politycznie, niewątpliwie pupilki włodarzy PRL, uchybiał pamięci o rotmistrzu. Otóż nie uwłacza. Bo to zupełnie inny kaliber, inne proporcje. Zresztą – jedno drugiego nie powinno blokować.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama