Święty jak malowany

Mistrz Willmann, nie bez powodu zwany śląskim Rembrandtem, rozpoczął swą malarską przygodę jako protestant, a zakończył jako katolik. „Śliczne, schöne, výborné!” – słychać dziś pod barwnymi freskami w potężnym opactwie w Krzeszowie. Czyta się je jak książkę, a o życiu Józefa opowiadają nawet wpadające do świątyni promienie słońca. Zapraszam na mały spacer. Z Józefem po Sudetach. Ruszamy…

Tyle smutków, ile radości

Promienie słońca tańczą po ścianach i ukazują stany emocjonalne świętego. Rano siedem radości, wieczorem tyle samo smutków. Przodkowie opiekuna Jezusa namalowani są na sklepieniu, a na ścianach bocznych całe jego CV: artystyczna notka biograficzna. A do tego zapis stanów emocjonalnych Józefa. – Mistrz Willmann lubił zaglądać do kielicha i sporo czasu spędzał w gospodzie – opowiadają przewodnicy po opactwie. – Gdy więc opat stracił cierpliwość i zagroził, że zamknie malarza w kościele, aż dokończy pracę, Willmann rzucił: „Dobrze, ale ja i tak będę w gospodzie!”. I rzeczywiście tak się stało. Namalował swój autoportret. Na fresku jest… oberżystą, który stanowczym gestem wygania Świętą Rodzinę. A może – dodają krytycy sztuki – w tym geście artysta przedstawił siebie jako protestanta, który nie uznając kultu świętych, odmawia rodzinie z Nazaretu noclegu? Na fresku „Obrzezanie”, jedynym przedstawieniu tego aktu w polskich świątyniach, Willmann stoi zapatrzony w postać maleńkiego Mesjasza, a w scenie znalezienia Jezusa w świątyni przysłuchuje się naukom dwunastolatka… będąc już gorliwym katolikiem.

– Sceny biblijne rozgrywają się w śląskiej scenerii. Wierni (ludzie zazwyczaj niepiśmienni) potrafili rozpoznać nie tylko swe miejscowości, ale i szczyty Gór Stołowych czy zielone lasy – opowiada przewodnik Mieczysław Gadzina. – Myślę, że Willmann godzinami rozmyślał nad tym, jak oddać w sposób mistyczny naturę Józefa.

Na koniec mała podpowiedź: jeśli chcecie dłużej przyglądać się tym freskom, wybierzcie się do Krzeszowa cieplejszą porą roku. Potężny kościół nie jest ogrzewany. Nie, nie ze względów ekonomicznych. Nawet najmniejsze wahania temperatury mają zgubny wpływ na dzieła sztuki i może im zaszkodzić nawet włączenie małej farelki. Próba ogrzania świątyni skończyła się przed laty małą katastrofą: specjaliści odkryli aż 18 różnych bakterii, które zadomowiły się na freskach, wybierając sobie poszczególne barwniki. Gospodarze świątyni musieli długo szukać drogiego skutecznego leku, który trzeba było zaaplikować wiekowym malowidłom. Na szczęście szczepionka zadziałała. Ponieważ grube mury świątyni działają jak obudowa gigantycznej lodówki, latem, gdy na zewnątrz z nieba leje się żar, tu naprawdę można znaleźć chłód i cień. I razem ze zmęczonym drogą do Egiptu Józefem na chwilę odsapnąć. Komu w drogę…•

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Więcej nowości

Reklama