Z kamerą w metafizyce

- Mnie interesuje, co jest w ludziach w środku - mówił Krzysztof Kieślowski. - Chcę wejść z kamerą do ich serca, a raczej brzucha, bo najważniejsze jest w brzuchu.

Brzuch, o którym wspomina, można rozumieć jako biblijne trzewia, będące mieszkaniem duszy. A dusza stale go zajmowała. Nie ulegając modom, stworzył własne kino metafizyczne, choć nie wymieniał w nim imienia Boga. Przywoływał Go jednak, jak choćby przez „Dekalog” – serię filmów pod tym tytułem czy przez „Hymn o miłości” z Pierwszego Listu do Koryntian, śpiewany przez chóry w „Trzech kolorach. Niebieski”. Nikt lepiej niż on nie umiał pokazać, jak czas teraźniejszy i wieczny zaglądają sobie w oczy. Dlatego jego filmowe obrazy, a szczególnie „Podwójne życie Weroniki”, niepokoją, uświadamiając, że wszystko, co robimy, zanurzone jest w tajemnicy. Jego przyjaciel Krzysztof Zanussi w mojej książce „Życie rodzinne Zanussich” wspomina, że kiedyś zapytał go, jak w filmie „Bez końca” rozumie fizyczną obecność pojawiającego się na ekranie zmarłego męża bohaterki. – Krzysztof przyznał, że to nie zmyślenie, ale rzeczywistość. Że sam, kiedy tylko podejmuje jakąś ważną życiową decyzję, zastanawia się, co by mu poradzili nieżyjący już rodzice, i czuje wtedy intensywnie ich prawie żywą obecność – mówi Zanussi. Czy żywa obecność Kieślowskiego w jego filmach sprawi, że dzisiaj dostaniemy od niego jakieś rady?

35 procent

Obsypano go nagrodami. Był nominowany do Oscara za „Trzy kolory. Czerwony”. Dostał Złotego Lwa w Wenecji za „Trzy kolory. Niebieski”, Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie za „Trzy kolory. Biały”, Grand Prix w Mannheim za „Personel”, Złoty Medal w Moskwie za „Amatora”. Uhonorowano go Felixem – nagrodą Europejskiej Akademii Filmowej i Europejską Nagrodą Mediów. Od 1995 r. był członkiem Amerykańskiej Akademii Filmowej. – Na przełomie lat 80. i 90. XX w. stał się gwiazdą największych festiwali, ulubieńcem międzynarodowej prasy, gromadził wokół siebie rzesze młodych, którzy słusznie widzieli w nim swego guru – opowiada Zanussi. To tylko część jego sukcesów, które starczyłyby za cały ten artykuł. W „Autobiografii”, spisanej przez Danutę Stok, zdradza cenę, jaką za to płacił: „Kino to nie publiczność, festiwale, recenzje, wywiady. To wstawanie codziennie o szóstej rano, to zimno, deszcz, błoto i ciężkie lampy, to nerwowe zajęcie, któremu w pewnym momencie wszystko musi zostać podporządkowane. Także rodzina, uczucia, prywatne życie”. Wprawdzie na pierwszym miejscu były jego żona Maria i córka Marta, ale jednak więcej czasu spędzał w pracy niż w domu. Już robiąc „Amatora”, dobrze wiedział, co grozi oddającym się pasji. Jednak poświęcając filmowi życie, miał świadomość znikomości własnej pracy, wynikającej z wiedzy, jak niewielki jest wpływ jego dzieł na rzeczywistość. „My, filmowcy, przy minach, które robimy, przy pieniądzach, które wydajemy na filmy i które zarabiamy, przy pozorach wielkiego świata, mamy poczucie absurdalności swojej pracy” – twierdził. On, uznany mistrz, przyznawał, że nigdy nie był zadowolony z żadnej swojej realizacji: „Myślę, że udaje mi się uzyskać 35 proc. tego, co chcę. Zbliżam się do celu na miarę moich umiejętności”. Wielokrotnie podkreślał, że celem jest zgłębienie tajemnicy przedstawianego bohatera: „Istotne jest to, o czym nie mówimy, do czego się nie przyznajemy, nawet przed samym sobą, czego się wstydzimy, co nas boli. Jedyne bogactwo kryje się w naszym własnym, indywidualnym losie. Przez to, że jest podobny do innych, mamy szansę skomunikować się z odbiorcą. A dlatego, że jest oryginalny, stać nas na powiedzenie tego, co inni wstydzą się wyjawić”.

Wydaje się, że jak romantyk skrywał wiarę w siłę wielkiej miłości, co wyjawił choćby w VI odcinku „Dekalogu”. A przecież na co dzień nie przyznawał się do delikatności uczuć. Że ma nerwy pod skórą, zdradzały tony wypalanych przez niego papierosów. – Był człowiekiem wyjątkowym, wymykającym się stereotypom – opowiada Zanussi. – Pamiętam jego sarkazm, ucho wyczulone na wszelki fałsz, napuszenie, puste konwencje i uroczyste grymasy. Sposobem bycia wyrażał równie wiele jak słowem. Ale to odeszło razem z nim i nie da się w żaden sposób go naśladować. A kiedy o nim mówię, mam wrażenie, że zaraz by to obśmiał – dodaje.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama