Cry Macho

Eastwood wciąż w formie. Może już nie fizycznej, ale filmowej – jak najbardziej.

Bo też nakręcić i zagrać w tego rodzaju filmie, współczesnym westernie (i to po dziewięćdziesiątce!), to wyczyn nie lada. A jednak Clint Eastwood podołał temu wyzwaniu. Któż, jak nie on! Brudny Harry wiecznie żywy – chciałoby się napisać.

Eastwood – istna ikona kina. Detektyw, rewolwerowiec, kosmiczny kowboj, w końcu oscarowy reżyser, który od dekad, regularnie serwuje widzom produkcje powstające w założonej przez niego wytwórni Malpaso. Nie inaczej jest w przypadku nakręconego w 2021 roku „Cry Macho”, w  którym aktor wcielił się w rolę emerytowanego mistrza rodeo, jadącego do Meksyku po syna swego przełożonego.

Oczywiście to misja pełna niebezpieczeństw, ale taki stary wyjadacz jak Clint (który tu nazywa się Mike), da sobie przecież radę z każdą przeciwnością, a przy okazji spełni się też jako mentor, ucząc życia zaniedbywanego przez rodziców chłopca imieniem Rafo (w tej Eduardo Minett).

Rafo czasem się buntuje, czasem chojrakuje (powoli wchodzi w okres dojrzewania), najczęściej jednak widzimy w nim zagubionego, miotającego się dzieciaka, którym wciąż przecież jest. Choć raz po raz próbuje udawać macho.

Niczego nie udaje za to Mike. Mówi młodemu jak jest. Jakich zasad powinien się trzymać. Czego unikać. I jak to niegdyś bywało na Dzikim Zachodzie.

Kowbojski ethos wiekowego twardziela? Można tak powiedzieć. Wszak, jak pisał Patrick McGilligan w książce „Clint. Życie i legenda”, „Cry Macho” stanowi trzecią część nieformalnej trylogii „o wiekowym twardzielu”, w której skład wchodzą też „Gran Torino” oraz „Przemytnik”. Do każdego z tych filmów scenariusz napisał Nick Schenk. I w każdym z nich, w roli głównej, wystąpił oczywiście Clint Eastwood.

Czy z czasem będziemy postrzegać ją, porównywać do kultowej „dolarowej trylogii”, w skład której wchodziły trzy genialne spaghetti westerny, czyli „Za garść dolarów” z 1964, „Za kilka dolarów więcej” z 1965, a także „Dobry, zły i brzydki” z roku 1966? Kto wie... W każdym razie warto sprawdzić, jak ma się eastwoodowy „Cry Macho” (z zasadami!), do tamtych filmów, reżyserowanych przez Sergio Leone, w których żadne zasady przecież nie obowiązywały, a trup ścielił się gęsto.

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: Cry Macho

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama