Filmy wszech czasów: Olga

Film sportowy? Jak najbardziej. A jednak jakże inny od wielu produkcji powstających w ramach tego gatunku.

Gatunku niezwykle „pojemnego”. Czasem „tylko” - ale za to jak! – efekciarskiego (wszystkie te, niezliczone filmie o boksie, czy wyścigach samochodowych). Ale i czasem osiągającego głębię niemalże przypowieści, jak w fantastycznym, klasycznym już dziś „Sportowym życiu” Lindseya Andersona z 1963 roku, gdzie oglądaliśmy na ekranie karierę rugbysty, a jednocześnie opowieść o tym, jak kruchym stworzeniem jest człowiek. I jak łatwo ze szczytu (sławy i bogactwa), spaść i popaść w stan beznadziei, otępienia i depresji.

Nakręconej w 2021 roku przez Eliego Grappe „Oldze” bliżej do tego drugiego typu filmów, choć i sportowych wrażeń będzie tu co niemiara. Głównie za sprawą wcielającej się w tytułową rolę Nastii Budiaszkinie – ukraińskiej sportsmence, gimnastyczce, która na ekranie dokonuje akrobacji, jakich wiarygodnie nie zdołaliby ukazać żadni spece od efektów specjalnych.

To się ogląda! Z zapartym tchem. A jednocześnie, w tle, toczy się przecież zupełnie inna gra. I to niejedna.

Matka dziewczyny jest dziennikarką, piszącą wprost o nadużyciach i machlojkach Janukowycza i jego ekipy. Tym samym, zarówno jej, jak i córce, grozi na Ukrainie spore  niebezpieczeństwo. A że ojciec dziewczyny był Szwajcarem, istnieje szansa na to, iż otrzyma ona szwajcarskie obywatelstwo. Zwłaszcza, że jest dobrze zapowiadającą się gimnastyczką, regularnie występującą w reprezentacji swego kraju.

Ktoś taki przydałby się w kadrze Szwajcarii. Wiedzą o tym władze tamtejszego związku, wiedzą trenerzy. Gorzej z zawodniczkami, bo jeśli Olga do nich dołączy, to wskoczy na czyjeś miejsce i któraś z koleżanek nie pojedzie na mistrzostwa świata, Europy, Olimpiadę. Przez jakąś „ruską”.

Jacyś „ruscy” wywołują też zamieszki. Rewolucja? Do niej prawo mają przecież wyłącznie Francuzi – o czym słyszymy w trakcie rozmowy (rzecz jasna po francusku), jaka toczy się przy stole w czasie wykwintnej kolacji.

- Walczycie o wolność? Bez przesady. To tylko jakieś tam wasze wschodnie spory i walki o władzę w Kijowie...

I takich rzeczy nasłucha się Olga na, rzekomo „stojącym wyżej” i bardziej cywilizowanym Zachodzie.

Co zrobi ta młoda dziewczyna? Zwłaszcza po nieoczekiwanym spotkaniu na jednym z turniejów. Ona w dresie Szwajcarii, jej dobra koleżanka w barwach Ukrainy, a były trener teraz opiekujący się kadrą Rosji.

Ukraińskie losy, wybory, kwestie tożsamościowe…

Warto zobaczyć ten film. Znowu dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego o jakże nam dziś bliskich Ukraińcach. A to naprawdę kawał kina. Z kapitalnie ukazanymi na ekranie nowymi mediami. Bo też Olga wciąż jest on-line, w kontakcie z Ukrainą i…

Ale więcej już nie zdradzę. Dam tylko znać, że w streamingu film jest dostępny na platformie Canal+.

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: Olga

«« | « | 1 | » | »»