Przedstawiciele młodszego pokolenia pewnie nie za bardzo wiedzą o co chodzi. Starsi już dawno z MTV wyrośli. Więc? W czym problem?
A jednak czegoś mi żal. Zwłaszcza, gdy skacząc po kanałach wciąż jeszcze natrafiam na tę czarną dziurę, czarną planszę z informacją, że nadawca zdecydował o zaprzestaniu nadawaniu kanału w naszym kraju.
I nie jest to jedna dziura, bo w kablówce nie ma już MTV Hits, MTV Live, Club MTV, MTV 00s, MTV 90s, MTV 80s… Zostało tylko to dziwne MTV Polska, które przecież nie jest kanałem muzycznym, a młodzieżowym. Nadającym jedynie koszmarne reality shows.
Zmiany, zmiany, zmiany. Świat się zmienia nieustannie. Komu dziś potrzebna jakaś telewizja satelitarna, skoro mamy streamingi? A tu się ukazuje, że sentyment pozostał. Bo dobrze pamięta się te czasy, gdy załapywało się na teledyski jeszcze w latach ’80, podczas jakiejś imprezy rodzinnej, u tego, czy innego ujka, który właśnie sprawił sobie talerz i nagle zachodni świat stawał przed nami otworem. Oczywiście wciąż jeszcze za szybą (ekranu), ale jednak pozaglądać i popodglądać było nam dane.
Potem, na przełomie dekad, na klipy trafiało się albo na pirackich kasetach video, dogrywanych po dwóch filmach, które mieściły się na takim przyniesionym z giełdy VHS-ie, albo w czasie oglądania lokalnych (czasem też pirackich) stacji telewizyjnych, które na sobie tylko znanych zasadach retransmitowały m.in. MTV.
Za to od połowy lat ’90 mieliśmy już w pełni legalny dostęp do nadającego 24 godziny na dobę MTV, co dla jednych oznaczało ni mniej, ni więcej a Sodomę i Gomorę. Dla innych zaś niekoniecznie. Bo przecie nie taki diabeł straszny jak go malują. Pisałem już zresztą o tym kiedyś w felietonie „Duchowość i MTV”.
Wtedy, w 2020 roku, witałem kanał MTV 90s. Dziś przychodzi go pożegnać (bo to właśnie tę stację oglądałem najczęściej). Ale może nie ma tego złego?
Z braku laku a to włączę jakąś ESKĘ, a to Music Box, a to inny, „dedykowany”, polsatowski kanał muzyczny. I, nie ukrywam, ogląda się! Słucha się. Nie jest źle. No i w końcu człowiek zaczyna znowu być nieco bardziej na czasie.
Niby zna się tych współczesnych wykonawców z radia, ale jednak tak długo, jak miało się „na pilocie” tamto kultowe MTV, nadające wyłącznie teledyski z lat ’90, wybierało się właśnie je. Cóż, skoro właśnie leciało Oasis, Bryan Adams, Sheryl Corw, czy Guns’n’Roses (czyli nasi), to nie dziwota, że zostawało się właśnie przy tych (swoich) wykonawcach, odpuszczając sobie Zalię, Vito Bambino, Sombra czy Sabrinę Carpenter.
Niesłusznie, jak się właśnie okazuje.