Nie wolno uciekać

W filmie Morettiego „Habemus Papam” kardynałowie modlą się, by ich nie wybrano na następcę św. Piotra.

Po śmierci papieża na Placu św. Piotra tłumy wiernych wyczekują, by nad Kaplicą Sykstyńską pojawił się biały dym. Od wieków w czasie konklawe kardynałowie zostają całkowicie odcięci od świata. Obradują „pod kluczem”. Tak jest i tym razem. Jednak głosowania przedłużają się. Kardynałowie w myślach błagają, by wygrana, czyli wybór na tron papieski, ich ominęła. Ostatecznie faworyci przegrywają, a kolejnym papieżem zostaje kard. Melville z Francji. Nie był faworytem, a Bóg nie wysłuchał jego modlitwy. Zgodnie z zasadami, kardynał głośno wyraża swoją zgodę na decyzję konklawe. Teraz, po przebraniu w szaty pontyfikalne, ma przemówić z balkonu do zgromadzonego tłumu. I tu następuje rzecz niesłychana. Papież, sparaliżowany strachem, oświadcza, że nie jest w stanie tego zrobić. Wraz z zaskoczonymi kardynałami wraca do papieskich apartamentów, a rzecznik prasowy Watykanu (w tej roli Jerzy Stuhr), robi wszystko co może, by jakoś wytłumaczyć mediom zaistniałą sytuację, nie dopuszczając do sensacji.

Nanni Moretti, autor głośnego „Pokoju syna” czy „Kajmana”, ostrej satyry na Berlusconiego, w którym przedstawił go jako prostaka i głupca, ma wyraziste poglądy lewicowe, chociaż w swoich filmach potrafi przyłożyć i lewicy. Jest ateistą, ale w „Habemus Papam” nie poszedł w ślady wielu przedstawicieli środowisk artystycznych, którzy bezpardonowo rozprawiają się z Kościołem. Reżyser nie atakuje Kościoła frontalnie. A taką metodę wybrało wielu prominentnych przedstawicieli środowisk artystycznych, czego przykładem chociażby ostatnie wypowiedzi Susan Sarandon o papieżu-naziście. W jego filmie nie znajdziemy śladu skandali, które w ostatnim okresie wstrząsnęły Kościołem, a które stały się głównym atutem w rękach jego wrogów. Moretti raczej podszczypuje niż atakuje, co z kolei nie spotkało się z pozytywnym przyjęciem przez recenzentów zarzucających mu, że w „Habemus Papam”, w obawie przed reakcją katolików, poszedł na kompromis.

Pytanie, czy papież może mieć depresję, nie narusza żadnego tabu. Zachorować może przecież każdy. Ciężar odpowiedzialności, jaki musi wziąć na siebie głowa Kościoła, jest ogromny. Niejeden z papieży z pewnością odczuwał lęk przed tym, czy podoła temu zadaniu. Wystarczy przypomnieć sobie, co krótko po wyborze mówił papież Benedykt XVI podczas spotkania ze swymi rodakami, których przyjmował w Auli Pawła VI. „Prosiłem Pana, by wybrał kogoś mocniejszego ode mnie, ale najwidoczniej nie wysłuchał On mojej modlitwy” – mówił Ojciec Święty. – „Kiedy powoli wyniki głosowania pokazały, że gilotyna zbliżała się i ja byłem jej celem, poprosiłem Boga, aby oszczędził mi tego losu. Myślałem, że dzieło mego życia jest już zakończone i czekają mnie dni spokoju”. Benedykt XVI, przyjmując wybór, zaufał Bogu i modlitwie. W jednym z wywiadów powiedział też, że nie wolno uciekać w ciężkich czasach. W filmie hierarchowie, i to jest właśnie prowokacją, sprowadzają psychoanalityka. Czyli zwracają się w kierunku wprost przeciwnym, niemożliwym do pogodzenia z wiarą.

Problemem jest też drwiący i nasycony pozornie niezjadliwą ironią ton, w jakim film obrazuje instytucję Kościoła, a właściwie jego najwyższych przedstawicieli. W filmie kardynałowie przedstawieni zostali jako sympatyczne i dobroduszne duże dzieci, całkowicie oderwane od codziennego życia i otaczającego ich świata. Kiedy uginający się pod brzemieniem odpowiedzialności kard. Melville mówi, że należy do tych, którzy nie potrafią przewodzić, ale muszą mieć przewodnika, dotyczy to ich wszystkich.

Habemus Papam, reż. Nanni Moretti, wyk.: Michel Piccoli, Jerzy Stuhr, Nanni Moretti, Renato Scarpa, Włochy 2011

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg