Dom na dwa fortepiany

W pierwszą rocznicę śmierci Henryka Mikołaja Góreckiego z jego żoną Jadwigą Górecką o III Symfonii, zasuszonych kwiatkach i pisaniu na umywalce rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Barbara Gruszka-Zych: Poznaliście się na studiach?

Jadwiga Górecka: – Mąż miał serdecznego przyjaciela Bernarda, a ja przyjaciółkę Zosię. Razem studiowaliśmy w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach, bywaliśmy na koncertach. Przez pewien czas nie bardzo było wiadomo, do kogo skierowane są uśmiechy studenta kompozycji, ale wkrótce sprawa się wyklarowała i tak już pozostało.

Co się Pani spodobało w przyszłym mężu?

– Był wtedy małomówny, spokojny, nieśmiały. Ale przy tym miał w każdej sprawie swoje zdecydowane zdanie i nie było łatwo z nim dyskutować.

Nie myślała Pani, że jako małżeństwo muzyków będziecie ze sobą konkurować?

– Przypuszczenie o jakiejkolwiek „konkurencji” muzycznej jest tutaj zupełnie absurdalne. Mąż już na studiach wyróżniał się wybitnym talentem kompozytorskim i w krótkim czasie osiągnął wysoką pozycję wśród polskich twórców. Ja zostałam nauczycielką gry na fortepianie. Czułam się szczęśliwa, że pracuję w szkole muzycznej i uczę dzieci. Tak było całe życie. I tak było bardzo dobrze.

Mąż zasięgał Pani rady?

– Rady…? Nie wiem, czy można to tak nazwać. Czasem mu pomagałam na drugim fortepianie przy jakichś ogromnaśnych współbrzmieniach, akordach, których sam nie mógł objąć. Czasem prosił, aby wybrać lepszy motyw czy akord. Ale to się zdarzało bardzo, bardzo rzadko. Oczywiście opowiadam o tym z przymrużeniem oka, bo absolutnie o wszystkim decydował sam i byłoby niepoważne jakiekolwiek „doradzanie” mu nie tylko w sprawach twórczych, ale i menedżerskich. Raz poprosił mnie o napisanie listu w jakiejś nieistotnej sprawie, ale i tak to nie było to, czego chciał. Bo on miał charakterystyczny styl. Już z samego zapisu liter, z czasem coraz większych, z wykrzyknikami, emanowała jego ekspresja.

Znała Pani utwory męża przed premierami?

– Tylko jako fragmenty grane na fortepianie. To kompozytor słyszy utwór w swej wyobraźni muzycznej, nawet już wtedy, gdy nie postawił jeszcze ani jednej nuty. Są tacy kompozytorzy, którzy piszą, obywając się bez instrumentu. Mąż na studiach miał taki maleńki pokoik, w którym stały łóżko, szafa i jeszcze tylko mieściła się umywalka. Nie było nawet stolika, nie mówiąc o instrumencie. Kładł więc cienką deseczkę na umywalkę i pisał. Na tej umywalce powstała m.in. I Symfonia.

Po ślubie najważniejszym sprzętem w domu było pianino?

– Przez 10 lat w domu było tylko moje panieńskie pianino „Calisia”. W następnych latach przybywało instrumentów – pojawiły się fortepiany, a z czasem wróciło do męża pianino „Fibiger” jego mamy Otylii.

Potrzebował ciszy?

– Dopóki dzieci były malutkie, często trzeba było je uciszać, gdy tata komponował. Później, gdy stały się uczniami szkół muzycznych, a szczególnie w starszych klasach liceum, czy gdy zaczęły studiować w akademii muzycznej, trzeba było znaleźć osobne lokum, aby mógł swobodnie pisać. Dlatego w 1984 r. kupiliśmy w tym celu domek w Katowicach-Brynowie.

Tam skomponował III Symfonię?

– Nie, III Symfonia powstała w roku 1976 tutaj, w mieszkaniu w Katowicach-Koszutce. Nie przeczuwaliśmy wtedy jeszcze, że będzie miała takie powodzenie w świecie. Ten sukces przyszedł po 16 latach od prawykonania.

Jak mąż przeżywał to ogromne zainteresowanie?

– Pierwsze wiadomości przyjął z pewnym zdziwieniem i niedowierzaniem. Oczywiście był bardzo szczęśliwy, gdy sukces symfonii stał się oczywisty.

Ale nie żyła Pani ze sławą, tylko z normalnym człowiekiem.

– Z najzupełniej normalnym, skromnym, zwykłym – jak zawsze. Mąż lubił zajmować się domowymi sprawami. Dzięki jego różnym takim zamiłowaniom dom, który kupiliśmy w górach, w Zębie koło Gubałówki, został pod jego okiem pięknie wyremontowany, a właściwie jakby zbudowany i urządzony praktycznie na nowo. Kochał góry i górali i lubił przyglądać się ich pracy, ale też całe godziny spędzał z nimi na rozmowach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.