W cieniu pomarańczu

Proboszcz w pomarańczowym krawacie, nieużywane konfesjonały, kościół bez tabernakulum – w Brukseli unosi się woń umierającego chrześcijaństwa. Dwie tutejsze katedry, choć piękne, nie przyciągają już nikogo. Na ulicach gąszcz muzułmańskich chust.

Życie jest kolorowe, nie czarno-białe – śmieje się ks. Claude Castiau, proboszcz katedry św. Michała i św. Guduli w Brukseli, kiedy pytam o pomarańczowy krawat i różowo-fioletową koszulę w kratę, które założył na nasze spotkanie. Chwilkę później idziemy do zakrystii. Ksiądz chce przygotować się do sesji zdjęciowej w katedrze. Zakłada więc… marynarkę w fioletowe pasy.

Na naszych twarzach musi malować się niekontrolowana konsternacja, bo pyta: – Coś nie tak? Nasz fotograf, Józef Wolny, dyskretnie: – Czy nie włożyłby ksiądz proboszcz… sutanny, tak dla naszych czytelników? Nieco zdziwiony tym pytaniem ks. Castiau: – Tylko że ja nie mam sutanny. Może być alba? Scena ta może i komizmem trąci. My czujemy się jak wrzuceni do innej bajki. Widok kapłana w liturgicznym stroju wzbudza sensację w katedrze.

Grupa Amerykanów z Alaski – nie są chrześcijanami, wpadli do katedry pozwiedzać – nawet próbuje dotknąć proboszcza. Niczym eksponatu... Ks. Castiau ustawia się przy jednym z 30 konfesjonałów. – Prawdziwe dzieła sztuki – mówi – mają setki lat, a wyglądają jak nowe. Bo nikt ich nie używa. – A jak ktoś chce się wyspowiadać? – pytam.

– Pół kilometra stąd jest kościółek z konfesjonałem. Trzeba się umówić – wyjaśnia ks. Castiau. – Ale u nas już raczej ludzie spowiadają się sam na sam z Panem Bogiem. Belgijski kapłan o wszystkim mówi tak, jakby to było oczywiste, a dla niego swojskie, naturalne. Jak ten pomarańczowy krawat.

Surowy Bóg i dyskoteka

Gotycka budowla, z daleka do złudzenia przypominająca paryską Notre Dame, wznosi się na wzgórzu Treurenberg w obecnym kształcie od XV wieku. Katedra jak niemy posąg wydaje się biernym świadkiem życia miasta. Wieczorem mogłaby służyć za dekorację do „Makbeta” Szekspira. W ciągu dnia światło słoneczne tańczy tu do woli. Wyostrza piękno najokazalszych chyba w Europie witraży. Sceny biblijne, jak wygnanie Adama i Ewy z raju, mieszają się z uwiecznionymi tu kartami historii królestwa Belgii – jest tu m.in. scena koronacji Ludwika II i Marii Węgierskiej. Nasz przewodnik w albie zatrzymuje się na wprost monumentalnej sceny ukrzyżowania. Chrystusa umęczonego na krzyżu podtrzymuje potężny Bóg Ojciec. Ma groźne rysy twarzy.

– To jest Bóg Belgów – tłumaczy proboszcz. – Surowy, skazuje Syna na męczarnie. Artyści mieli na tyle „odwagi”, by wbrew zakazom pokazać twarz Boga. I do takiego wizerunku Belgowie się przywiązali – kończy kapłan. W kaplicy Najświętszego Sakramentu w nawie bocznej gromadzą się ludzie. Zbliża się południe. Michel krząta się wokół ołtarza. Zakrystian, 26 lat, gęste blond włosy, nieśmiały, stawia naczynia liturgiczne, lekcjonarz, na grubej szklanej płaszczyźnie podtrzymywanej przez dwa gigantyczne złote pelikany. Ks. Castiau: – Ten stół wykonał Żyd, Levis Simon. Z własnej woli. Postawiliśmy go jako ołtarz główny w katedrze. Ale księciu Filipowi się nie podobało i na swój ślub kazał zamienić ołtarze. Od 20 lat stoi więc w nawie bocznej…. W kaplicy jest już 6 osób.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg