Opowiedzieć narodowy dramat

W Bronowicach przeszłość łączy się z teraźniejszością. W wielu wymiarach, jak w czasach Wyspiańskiego, to jest właśnie Polska w pigułce.

Bywają na świecie muzea związane z jednym twórcą czy nawet jednym dziełem. Ale dworek Rydlówka to coś więcej niż miejsce, gdzie rozegrała się akcja „Wesela” Wyspiańskiego. A pani Maria Rydlowa to ktoś więcej niż kustosz. Gdy w 1996 r. zamieszkała na poddaszu bronowickiego dworu, muzeum ożyło. Już nie zwiedza się go ot tak, po prostu, w kapciach, ale z panią Marią, która otwiera przed gośćmi niezwykły świat. – To jest przede wszystkim miejsce narodowego dramatu. Młodzi świetnie potrafią się wczuć w jego klimat, trzeba tylko umieć im to opowiedzieć. Odtworzyć atmosferę, z której zrodziło się „Wesele” – mówi wdowa po Jacku Rydlu, wnuku Pana Młodego. I oparta o framugę w miejscu, gdzie stał Wyspiański podczas tamtego słynnego wesela, zaczyna swoją opowieść.

A tu Polska właśnie!

Bronowice nigdy nie były zwyczajną wsią. Ich dokument lokacyjny wydał w 1294 r. proboszcz kościoła Mariackiego, przesądzając tym samym na wieki związek z Krakowem. – Skoro parafia jest w najsłynniejszym krakowskim kościele, to tam trzeba było brać ślub. A jak ślub, to wiadomo, cały barwny orszak w pięknych strojach przejeżdżający przez miasto.

Z kapelą i śpiewem. To było kolorowe widowisko, które kilka razy w roku zachwycało Kraków – mówi gospodyni Rydlówki. Na przełomie XIX i XX w., gdy w tutejszym świecie artystycznym rodziła się Młoda Polska, to widowisko stało się jej inspiracją, jego uczestnicy bohaterami najpiękniejszych portretów, a same Bronowice Małe jedynym w swoim rodzaju plenerem. Wieś idealnie się do tego nadawała: teren pagórkowaty, pola, malownicze chaty, dworki, dwa stawy... Idealny polski krajobraz. Bronowice Wielkie, zaczynające się po drugiej stronie szlaku wiodącego na Śląsk, to już był inny świat. Wieś pobudowana na prawie niemieckim, klasyczna ulicówka. A tu… Polska właśnie! Wypisz wymaluj. Artyści podnajmowali więc w chłopskich chatach izdebki. W dzień malowali, wieczorem szli do karczmy Singera. – Ja ją jeszcze bardzo dobrze pamiętam – mówi Maria Rydlowa. – Za karczmą był ogród moich dziadków ze strony matki, stąd tak to miejsce znałam – dodaje. Po wojnie karczma została rozebrana, a staw uwieczniony na obrazach Wyspiańskiego – zasypany. Ale wieczorem, jak się dobrze wsłuchać, między otaczającymi Rydlówkę drzewami jeszcze biegnie echo bronowickich muzykantów. Choć są i tacy, którzy mówią, żeby uważać, bo to podstępna gra chochoła.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.