Geniusz epizodu

Był genialnym naturszczykiem, mistrzem ról epizodycznych, ale naprawdę doceniono go dopiero po śmierci. Dwadzieścia pięć lat temu zmarł Jan Himilsbach.

Większość z nas pamięta go jako Sidorowskiego, bohatera „Rejsu”, który miał „aparat zorkę pięć i zrobił kilka zdjęć”. Ale w filmografii Jana Himilsbacha znajduje się kilkadziesiąt pozycji. Spotykamy go m.in. w „Przeprowadzce”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Nie ma róży bez ognia”, „Czterdziestolatku”, „Brunecie wieczorową porą”, „Polskich drogach”, „Przepraszam, czy tu biją?”, „Rodzinie Leśniewskich”, „Janie Serce”, „Ostatnim dzwonku”, a nawet w „Panu Kleksie w kosmosie”. Zwykle są to role epizodyczne – ze względu na swój chrapliwy głos grywał ludzi z marginesu, pijaczków, a także dozorców, stróżów, portierów czy tragarzy. Był absolutnym naturszczykiem – z zawodu kamieniarzem, jednak zanim zagrał swoją pierwszą rolę, dał się poznać jako literat.

Urodzony 31 listopada

To właśnie z opowiadań Himilsbacha można wyłowić najwięcej prawdopodobnych faktów z jego życia. Bo cała biografia aktora samouka jest totalnie zagmatwana. Problem stwarza nawet ustalenie daty jego przyjścia na świat. Akt chrztu z 1943 r., odnalazł w Mińsku Mazowieckim Stanisław Manturzewski, autor filmu dokumentalnego o Himilsbachu „Prawdy, bujdy, czarne dziury”.

Czytamy w nim, że Marianna Berkman „okazała dziecię płci męskiej, oświadczając, iż takowe urodziło się w Mińsku, dnia trzydziestego pierwszego listopada, roku tysiąc dziewięćset trzydziestego pierwszego, o godzinie szesnastej z Marianny Himilsbach, lat trzydzieści pięć wówczas mającej, niezamężnej, robotnicy nieżyjącej”. Podobno nikt ze świadków tego zdarzenia nie zauważył pomyłki, bo wszyscy byli pijani. Sam aktor kwitował tę absurdalną datę słowami: „Jeden dzień w tą, jeden dzień w tamtą, co za różnica”. Jakby tego było mało, żona Barbara twierdzi, że urodziny Janka świętowali zawsze 1 maja.

Inne wydarzenia też trudno potwierdzić ze stuprocentową pewnością, bo Himilsbach celowo wprowadzał zamieszanie do swojego życiorysu. Udzielił około siedmiuset wywiadów, a w każdym z nich wprowadzał nowe autobiograficzne wątki. Nieraz bywały one ze sobą sprzeczne. „No bo ile razy można pieprzyć wciąż jedno i to samo” – mawiał. Raz więc opowiadał, że jego prawdziwymi rodzicami byli Rosjanka i Tatar, innym razem – że jako żydowskie dziecko przeżył, ukrywając się na cmentarzu. Ta druga wersja była znana m.in. środowisku skupionemu wokół sióstr zakonnych z Lasek, dokąd Himilsbach często przyjeżdżał. Żona jednak dementuje pogłoski o żydowskim pochodzeniu aktora. Jak wolny ptak

Jak pisze Anna Poppek, autorka książki „Rejs na krzywy ryj..., czyli Jan Himilsbach i jego czasy”, po śmierci matki Janek został zupełnie sam. Opiekowała się nim wspomniana w akcie chrztu Marianna Berkman, sąsiadka i znajoma matki, prostytutka. Nazywano ją „Mańka Pędzel”, bo stale chodziła z papierosem w ustach. Taki w każdym razie obraz tej postaci zostawił Himilsbach w swoich opowiadaniach, całkiem zresztą udanych, wyróżniających się świeżym językiem na tle ówczesnych literackich produkcji.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości