Był genialnym naturszczykiem, mistrzem ról epizodycznych, ale naprawdę doceniono go dopiero po śmierci. Dwadzieścia pięć lat temu zmarł Jan Himilsbach.
Większość z nas pamięta go jako Sidorowskiego, bohatera „Rejsu”, który miał „aparat zorkę pięć i zrobił kilka zdjęć”. Ale w filmografii Jana Himilsbacha znajduje się kilkadziesiąt pozycji. Spotykamy go m.in. w „Przeprowadzce”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Nie ma róży bez ognia”, „Czterdziestolatku”, „Brunecie wieczorową porą”, „Polskich drogach”, „Przepraszam, czy tu biją?”, „Rodzinie Leśniewskich”, „Janie Serce”, „Ostatnim dzwonku”, a nawet w „Panu Kleksie w kosmosie”. Zwykle są to role epizodyczne – ze względu na swój chrapliwy głos grywał ludzi z marginesu, pijaczków, a także dozorców, stróżów, portierów czy tragarzy. Był absolutnym naturszczykiem – z zawodu kamieniarzem, jednak zanim zagrał swoją pierwszą rolę, dał się poznać jako literat.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...