Grać czy nie grać


Gdy konflikt zawisł w powietrzu, zespół teatralny przestał być monolitem. Pojawiło się pytanie, czy wychodzić na scenę. I argumenty, 
które pokazały studium różnych charakterów.

  Andrzej Karolak /Foto Gość Czy aktorzy dadzą się „sprzedać dla paru groszy”?

Okazuje się, że komedia może zawierać istotne przesłanie. Może wówczas nabierać charakteru publicystyki, co publiczności nie tylko nie musi przeszkadzać, ale wręcz może ją wciągać do poważnej dyskusji. Tak jest w przypadku wystawionej w OCH-Teatrze sztuki francuskiego autora Frederica Sabrou „Uwaga... publiczność”.


Kilku entuzjastów, jak to i u nas bywa, powołuje do życia teatr, mając nadzieję, że ciekawy repertuar i artystyczny zamysł przyciągną publiczność. Niestety, ze sponsorami jest gorzej. Grają więc najczęściej do pustej sali, czekając na lepsze czasy.

Nieoczekiwanie któregoś wieczoru sala wypełnia się szczelnie widzami. Nikt nie wie, o co chodzi. Radość szybko zamienia się w szok. Okazuje się, że zgromadzeni w teatrze widzowie to członkowie partii politycznej o skrajnych poglądach. Nieważne, jakie partia ma barwy. Aktorów oburza fakt, że bez uzgodnienia z zespołem politycy zawłaszczyli sobie tytuł i wymowę sztuki. Zaczynają się nerwy i dylemat: grać czy nie grać.

Odwołanie przedstawienia wiąże się z kosztami. Aktorzy klepią biedę, ale odzywa się w nich poczucie godności i świadomość misji.

„Nie możemy się sprzedać dla paru groszy, zwłaszcza gdy te grosze nie są takie marne” – argumentują jedni. Inni uważają, że powinnością aktora jest grać, niezależnie od okoliczności.
Jak wybrnąć z sytuacji?

Niezależnie od zacietrzewienia, w jakie popadają na co dzień przyjaźniący się ze sobą aktorzy, pojawiają się dylematy moralne. Problem wolności sztuki, solidarności zespołowej, pojęcie zapomnianego toposu artysty. To bardzo bliskie temu, co się na co dzień dzieje w środowisku artystycznym. Śmiejemy się więc, ale i czekamy w napięciu, jak zakończy się ta sytuacja.


Odbiór spektaklu i jego wydźwięk ułatwiają dobrze dobrani aktorzy. Na wysokości zadania stanęli świadoma poczucia misji Marta Kurzak i Szymon Kuśmider jako reżyser zespołu. Do tego świetni w komediowej konwencji Otar Saralidze i Andrzej Pieczyński oraz Maria Seweryn, zaangażowana emocjonalnie w konflikt zespołu, pewnie tak, jakby się angażowała w podobne sytuacje we własnym teatrze.

Reżyser Edward Wojtaszek doskonale balansował między żartem a powagą, udanie przenosząc ducha francuskiej sztuki w realia polskie.

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.