Mówię rzeczy nieprzyjemne

Z Waldemarem Krzystkiem, reżyserem filmu „Fotograf”, o filmie, pracy na planie i Legnicy rozmawia
 Edward Kabiesz

Część zdjęć kręcił Pan w Moskwie. Czy spotkały Pana jakieś utrudnienia?


Do zdjęć w Moskwie miałem wynajętą stamtąd ekipę. Oni przygotowali wszystkie możliwe pozwolenia. Podobnie jest u nas, tyle że u nich jest tego trzy razy więcej. Więcej biurokracji, no i podejrzliwość wobec kamery i mikrofonów. Nasz dźwiękowiec miał nagrywać tzw. tło, czyli rozmowy na ulicach, w sklepach, na przystankach, ale jak tylko ludzie widzieli mikrofon, natychmiast milkli i odwracali się. Pozostał w nich strach. A do tego obcokrajowiec z mikrofonem. Co on z tym zrobi, jak on to wykorzysta... Ale nie było żadnych incydentów. Trzeba jednak pamiętać, że zdjęcia w Moskwie kręciliśmy w 2013 r. 


Czy Rosjanie współfinansowali „Fotografa”?


Nie, to film zrobiony za polskie pieniądze. 


Grają w nim aktorzy rosyjscy i ukraińscy. Jak układała się współpraca z nimi na planie? 


Mam z nimi relacje bardzo dobre, nawet serdeczne. To zawodowcy. Docenili scenariusz, rozumieli to, co robimy. Rozumieli, dlaczego robimy dubel, dlaczego mi się nie podoba to, co do tej pory nakręciliśmy, nigdy nie było gwiazdorzenia na planie. Bałujew, który gra w filmie Lebiadkina, to gwiazda, która nie narzeka na brak pracy, grał m.in. w trzech filmach w Hollywood. Na planie czasem dochodziło do spięć, ale nie było w tym żadnych kontekstów politycznych czy narodowych. 


W „Fotografie” szczególne znaczenie ma postać 7-letniego Koli. To niezwykle trudna rola. Kim jest chłopiec, który w niej wystąpił?


To Ukrainiec. Kola w filmie nie mówi swoim głosem, więc mógłby go zagrać Polak. Na zdjęcia próbne w Polsce zaprosiliśmy chyba czterystu kandydatów, ale nie spełniali naszych oczekiwań. Rozpoczęliśmy poszukiwania w Moskwie i Kijowie, gdzie znalazłem wcześniej odtwórczynię roli młodej Anny German, dziewczynkę niezwykle utalentowaną. II reżyserka pojechała na zdjęcia do Kijowa, gdzie poprosiliśmy również dzieci z Moskwy. Udało się znaleźć chłopca, który nie tylko ma talent, ale jest również niezwykle zdyscyplinowany i wie, że gra w filmie to nie zabawa, ale praca. 


Czy miał już jakieś doświadczenia aktorskie?


Wcześniej grał jedną małą rzecz. Chodzi do szkoły podstawowej z profilem teatralnym, co bardzo nam ułatwiało pracę na planie. Rodzice wyrazili zgodę, by grał taką postać, co nie było łatwą decyzją. Chciałem go zaprosić do Polski na pokaz, ale pani psycholog poradziła mi, by filmu mu jeszcze nie pokazywać, bo są w nim sceny drastyczne. Aktorzy rosyjscy też filmu nie zobaczyli, bo nie znalazł w Rosji jeszcze dystrybutora. 


Sądzi Pan, że kiedyś rosyjscy widzowie go zobaczą?


Wierzę, że tak. A ponieważ jest to film, który mówi też o kondycji ludzi, oczywiście w określonym czasie, o ich nieszczęściu i biedzie, upływ czasu mu nie zaszkodzi. 


Właściwie tylko w Pana filmach zaistniała sprawa obecności radzieckich garnizonów w Polsce. Dlaczego? 


Ilu jest reżyserów, którzy mieszkali w takich miastach i którzy to widzieli. Kiedy, podobnie jak Tomek Kot, który chodził do tego samego liceum w Legnicy, opowiadałem w innych częściach kraju, jak życie w Legnicy wyglądało, spotykałem się z niedowierzaniem. Ludzie nie chcieli wierzyć, że po ulicach jeżdżą transportery opancerzone. Anna Dymna jako dziecko widziała, że wszyscy dorośli płakali, kiedy z koszar wyjeżdżały ciężarówki z wojskiem, czołgi, moździerze, haubice do Czechosłowacji w 1968 r. Jeżeli ktoś to zobaczył i zobaczył również strach rodziców, że będzie wojna, to takie rzeczy się pamięta.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama