Pierwsza modlitwa w życiu

W tym momencie naprawdę czułem mocną obecność Boga w swoim życiu i miłość, niesamowite ciepło w sercu.

Poszła więc plota, że przy kościele zagra amerykański zespół zakazany przez władze. Nie ma oczywiście lepszej reklamy dla czegokolwiek niż tego zakazać. Wszyscy przyszli na ten  występ, między innymi ja i Guma. Po raz pierwszy widziałem No Longer Music i bardzo mnie to poruszyło. Goście mieli niesamowity wygląd, totalnie westowy: irokezy, skóry – to robiło wrażenie. Grali prostego punka, a David Pierce przez tłumaczkę mówił różne rzeczy, które z początku mi się nie podobały. Myślałem sobie: kurde, po co gada jakieś bzdury, zamiast grać. A on mówił o Bogu. […]

Podczas tego koncertu w Jarocinie w pewnym momencie poczułem, że to, co mówił David, to nie są tylko słowa; coś dotknęło nie mojego umysłu, lecz mojego serca. Biła z tego wielka moc. Czułem, że ponad tym, co David mówi, jest coś więcej – jakaś Obecność. Pierwszy raz w życiu poczułem, że to, o czym mówił, może być prawdą. Kiedy na końcu David zaprosił ludzi do oddania życia Jezusowi, trwała we mnie walka. Wiedziałem, że nie wierzę w Boga, ale równocześnie myślałem: jeżeli to jest prawda, to zaryzykuję. Tego dnia po raz pierwszy w życiu się modliłem. To była taka modlitwa człowieka niewierzącego. Nie pamiętam dokładnie, ale mówiłem mniej więcej tak: „Panie Boże, ja w Ciebie nie wierzę, ale jeżeli jesteś, daj mi jakiś znak, dowód na to, że istniejesz. Jeżeli możesz zmienić moje życie, objawić się – daj znak”. I oddałem życie Jezusowi. Wszedłem na scenę, a David mówi do mnie: „Ty jesteś Darek”. W tym momencie naprawdę czułem mocną obecność Boga w swoim życiu i miłość, niesamowite ciepło w sercu. Trwało jakiś czas, ale potem bardzo szybko o tym zapomniałem. […]

Dwa lata później zmarł tragicznie mój najlepszy przyjaciel Bartek System. Przeżywałem potworny ból serca, czułem dosłownie, jakby ktoś wyrwał część mnie. Wtedy przyszedł do mnie kumpel Krzysio Rybka i zaproponował mi wzięcie kwasa. Mówił, że ma najczystsze LSD na świecie, totalnie mocne kwasy ze Szwajcarii, takie, które nie były produkowane na prywatny użytek, tylko na potrzeby jakichś eksperymentów. […] Zjadłem końską dawkę i wkrótce zaczęły się dziać dziwne rzeczy. […] Poszedłem do łazienki, spojrzałem w lustro i normalnie zobaczyłem w nim demona. Totalnie się przeraziłem. Poczułem nagle, że chwyta mnie paraliż, lodowaty szpon ściska mi serce, że kompletnie odpływam, umieram. I właśnie wtedy sobie przypomniałem, że parę lat wcześniej w Jarocinie oddałem życie Jezusowi. Nie mogłem już mówić, ale pojawił się we mnie wewnętrzny krzyk: Jezu, ratuj! Desperacko krzyczałem gdzieś w środku, z wnętrzności. Wówczas ten szpon zaczął puszczać, powoli to straszne uczucie odchodziło. Więc już normalnie, głośno wołałem do Jezusa. Zdałem sobie sprawę, że jestem uratowany, jakbym dostał nowe życie.

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki " Urodzony, by się nie bać". Autorzy : Dariusz Malejonek i Magdalena Nierebińska. Wydawnictwo Znak, 2016 r.

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.