Artyście wolno więcej?

Twórcy powinni szukać ciągle nowych ścieżek, przekraczać kolejne granice, ale w dziedzinie sztuki, a nie moralności. W tej sferze obowiązują ich takie same prawa jak wszystkich innych ludzi.

Popularna artystka chwali się publicznie dokonaniem aborcji, motywując to sytuacją bynajmniej nie dramatyczną, a raczej własną wygodą. Okazuje się, że sprawa porusza i bulwersuje Polaków. I bardzo dobrze. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy gdyby informacja nie dotyczyła gwiazdy muzyki rozrywkowej, dotknęłaby nas z taką samą mocą? Czy przypadkiem nie traktujemy głosu artystów, wypowiadających się dziś niemal na każdy temat, za ważniejszy od głosu zwykłego Kowalskiego? Dlaczego wydarzenia polityczne komentuje w mediach muzyk rockowy Maciej Maleńczuk, pisarka Hanna Bakuła pytana jest o kwestie bioetyczne, z kolei aktor Jerzy Stuhr okazuje się nagle ekspertem od systemów sprawowania władzy? Czy bycie artystą upoważnia do pełnienia roli autorytetu również w innych dziedzinach życia?

Wulgarny mały człowiek

W znanej scenie z filmu „Amadeusz” Milo a Formana kompozytor Salieri pyta z wyrzutem Boga, dlaczego obdarzył tak wielkim talentem „wulgarnego małego człowieka o sprośnym chichocie”. Oczywiście dzieło Formana nie jest wierną biografią Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wybitny kompozytor jest tu raczej pewną figurą, mającą ukazać szersze zjawisko: zderzenie artystycznego geniuszu z trywialnym stylem życia. Pretensje Salieriego też nie są czymś odosobnionym – wynikają ze sposobu myślenia, któremu często ulegamy. Wyobrażamy sobie bowiem, że jeśli ktoś jest geniuszem w jednej dziedzinie, to musi się to przekładać na całe jego człowieczeństwo. Tymczasem te rzeczy nie zawsze idą w parze, a czasem wręcz diametralnie się rozmijają.

Przykładów na to rozejście można znaleźć wiele, i to bynajmniej nie tylko we współczesnym, lubującym się w skandalu show-businessie. Tak dzieje się, odkąd istnieje sztuka. Caravaggio, który stworzył wiele obrazów o tematyce religijnej, prowadził awanturniczy tryb życia. Sądowe akta na jego temat liczą wiele stron i dotyczą nie tylko wszczynania bójek, ale nawet zabójstwa (prawdopodobnie jednak nieumyślnego) podczas jednej z walk. Wybitny rzeźbiarz Benvenuto Cellini wielokrotnie dopuścił się zabójstw, a następnie chwalił się tym w swojej autobiografii. Ze względu na wielki talent nie poniósł jednak odpowiedzialności karnej. Poeta François Villon był zawodowym przestępcą, członkiem organizacji złodziei, oszustów i fałszerzy pieniędzy, malarz Paul Gauguin uzewnętrzniał podczas pobytu na Tahiti swoje pedofilskie skłonności, a popularny powieściopisarz Karol May kilkakrotnie trafiał do więzienia za drobne kradzieże. A przecież każdy z nich był w swoim rzemiośle mistrzem.

Idol, czyli bożek

Zdziwienie tym rozdźwiękiem między sztuką a życiem bierze się zapewne stąd, że artysta jawi nam się zwykle jako człowiek wrażliwy – na słowo, piękno natury, współbrzmienia dźwięków. Wiele wskazuje więc na to, że będzie za tym szła także wrażliwość na drugiego człowieka. I choć sztuka faktycznie powinna być szkołą człowieczeństwa, także dla samego twórcy, nie zawsze tak się dzieje. Z prostego powodu: wszyscy jesteśmy grzesznikami. Tymczasem w artystach chcielibyśmy najczęściej widzieć świętych. Znamienne, że pochodzące z języka greckiego słowo „idol”, tak chętnie dziś używane dla określenia gwiazd estrady, w swoim najbardziej pierwotnym, rdzennym sensie oznacza bożka.

Przyczyny tego mylenia kunsztu ze świętością celnie wskazała wokalistka Natalia Niemen podczas naszej rozmowy, z której powstała książka „Niebo będzie później”: – My, ludzie, mamy to do siebie, że szukamy jakiegoś boga, kogoś, na kim możemy się oprzeć, w kogo możemy się wpatrywać, polegać na nim, identyfikować się i – co niestety najważniejsze – komu możemy bić pokłony. Ty i ja wiemy, że pragnienie uwielbienia jest wpisane w człowieka po to, żebyśmy okazywali uwielbienie prawdziwemu Bogu. Natomiast diabeł robi wszystko, żeby ludzie zamiast żywego Boga uwielbiali bożki. I między innymi „wielcy tego świata”, na przykład cały przemysł rozrywkowy, próbują wypełnić to miejsce należne samemu Stwórcy. Ba, nie tylko próbują, lecz mają na swoim koncie już zapewne miliony dusz. Nie dość, że diabeł zagarnął dla siebie i swych niecnych celów świat sztuki, a w szczególności rewir muzyki, to aż do teraz okłamuje i zachęca ludzi, żeby tych bogów znajdowali właśnie w zwykłych grzesznikach. W grzesznikach, którzy nie są autorami własnych talentów, ale ich nosicielami.

Cień misterium stworzenia

Tego „ubóstwiania” artystów Natalia doświadczyła na własnej skórze, ponieważ pewna część fanów jej ojca Czesława Niemena faktycznie uważa go za świętego. Tyle że jako argument mający przemawiać za tą świętością podają oni zwykle własne doświadczenia związane z odbiorem jego sztuki. Tymczasem często dzieje się tak, że sztuka przerasta jej twórcę. A przerasta dlatego, że zawiera w sobie pierwiastek boski. Jan Paweł II pisze w „Liście do artystów”, że w dziełach sztuki można zobaczyć „jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział”. To Bóg wybiera ludzi, którym owego talentu użycza. Kieruje się przy tym własną logiką – nie potrzebuje do tego doskonałych przekaźników. Jak powiedział Roman Brandstaetter, „pisze prosto na liniach krzywych”.

– Czasami się zdarza, że kogoś poruszy to, co robię – mówi Natalia Niemen – i słyszę wtedy: „Pani Natalio, pani jest wspaniałym człowiekiem”. Odpowiadam: „Nie, nie jestem wspaniałym człowiekiem. Pan Bóg dał mi jakiś dar, mogę wzruszyć muzyką albo czymś innym – w porządku. Natomiast ja naprawdę jestem wielkim grzesznikiem. Jakby pani kamerę wywiesiła u mnie w domu i poobserwowała mnie w codziennych sytuacjach, to zobaczyłaby pani, że jedno i drugie w ogóle ze sobą nie licuje”.

Rozróżnienie między byciem dobrym artystą a byciem dobrym człowiekiem jest bardzo ważne. O tym również mówi papież w „Liście do artystów”: „Czym innym jest sprawność, dzięki której każdy człowiek staje się sprawcą swoich czynów, odpowiedzialnym za ich wartość moralną, czym innym zaś jest sprawność, dzięki której człowiek jest artystą – to znaczy umie działać odpowiednio do wymogów sztuki, stosując się wiernie do jej specyficznych reguł. Dlatego artysta umie wytwarzać przedmioty, ale to samo z siebie nic nam jeszcze nie mówi o jego charakterze moralnym. Nie tworzy tu bowiem siebie samego, nie kształtuje własnej osobowości, a jedynie wykorzystuje umiejętności twórcze, nadając formy estetyczne ideom poczętym w umyśle”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    10.11.2016 09:50
    Najbardziej demoralizują pieniądze dawane za darmo. Wystarczy odjąć publiczną kasę tym łajdaczącym się nierobom i po sprawie. Niech sobie robią co chcą, oczywiście w granicach prawa.
  • M.R.
    15.11.2016 00:51
    Ja bym jednak wrzucił także kamyczek do katolickiego ogródka. Bo jeśli chcemy wymagać, to i przykład powinniśmy dawać. Jakim przykładem "artystycznym" architektury sakralnej jest tzw. świątynia Opatrzności Bożej? Kiedy patrzę na to szkaradziejstwo, rożnie zwane, ale ostatnio najczęściej wyciskarką do cytryny, to się zastanawiam ile trzeba dynamitu, by się pozbyć tego chwastu architektonicznego straszącego w przestrzeni publicznej? Jakie świadectwo pozostawia o nas ten obiekt dla przyszłych pokoleń? Przecież to jest całkowity brak szacunku dla Pana Boga, którego powinien wychwalać! Do jakiej tradycji architektury naszych przodków nawiązuje sześcienna betonowa kostka, z wyciskarką na grzbiecie? Architektom wszystko wolno? A księżom z komisji kościelnej, którzy ten projekt przepchnęli? Tak długo powtarzano konkurs, aż wreszcie wygrało to co wygrać miało. Koszty przekroczono wielokrotnie. Budowa będzie trwała co najmniej 20 lat. Jeśli świątynię w Łagiewnikach zbudowano w 3 lata (a jest podobno mniejsza o połowę), to ta powinna stanąć w 6 lat, chyba, ze liczyć nie umiem? Patrząc na to brzydactwo widzę (niestety!) tylko grillowanie kasy przez zainteresowanych, a nie chęć oddania chwały Bogu. Prościej było zrobić zbiórkę i rozdzielić kasę pomiędzy zainteresowanych bez wystawiania takiego antykatolickiego świadectwa. A potem się dziwimy, że tzw. "artyści" także chcą zbić kasę na religii. Cóż przykład idzie z Kościoła, a może się mylę? Z tych wszystkich projektów, które powstały przez 200 lat wybrano najgorszy, najbrzydszy i najdroższy. Czemu? Cóż... Nie chodzi o to, by zbudować, jak w Łagiewnikach, czy Licheniu, a by budować, budować, budować... A może o to jak budować świątynię, warto by zapytać, tych co ŚWIĄTYNIE zbudowali? Kogo na przykład? A nie trzeba daleko szukać, ostatnio zrobili to o. redemptoryści w Toruniu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości