Czyli godni następcy Kajka i Kokosza.
Gdy w 2013 roku wydawnictwo Egmont ogłaszało laureatów I konkursu na komiks dla dzieci im. Janusza Christy, nie bardzo chciało mi się wierzyć, że ktokolwiek, kiedykolwiek zdoła dorównać zmarłemu w 2008 roku mistrzowi. Teraz trzymam w rękach trzeci tom z przygodami Lila i Puta, i wyznaję: byłem człowiekiem małej, komiksowej wiary.
Lil i Put to dwójka małoludów, stworzonych przez scenarzystę Macieja Kura i rysownika Piotra Bednarczyka. Spośród nagrodzonych w 2013 roku komiksów to właśnie ci bohaterowie wydali mi się najbardziej sympatyczni, stąd też kolejne notki na moim blogu (o pierwszym albumie tutaj i o drugim tutaj). Dopiero jednak przy „Czarującej pannie młodej” - trzecim, wydanym niedawno tomie z ich przygodami - uświadomiłem sobie, że oto mamy do czynienia z projektem pełnym, kompletnym, bardzo dobrze przemyślanym.
Po tomie pierwszym pozostał niedosyt i niepewność (bo trzy mieszczące się w nim komiksy świetne, ale przecież chciałoby się więcej, a nie wiadomo, czy będzie ciąg dalszy). Kiedy wreszcie pojawił się tom drugi, okazał się on być zbiorem kilku krótszych historyjek – bardzo zabawnych i sympatycznych, ale jednak osobnych (każda „z innej parafii”). Tymczasem w „trójce” Kur i Bedyk (tak autorzy podpisują się na okładce) udowodnili, że są w stanie stworzyć solidną, klasyczną, mieszczącą się na 48 stronach, zwartą historię, która śmiało może konkurować z przygodami wspomnianych już Kajko i Kokosza, czy Asteriksa i Obeliksa.
Przede wszystkim twórcom udało wykreować się osobny świat. Oczywiście, wszystkie odwiedzane przez Lila i Puta miejsca i krainy dobrze znane są miłośnikom gatunku fantasy, ale dzięki specyficznemu poczuciu humoru jest tu jednak trochę inaczej niż u Thorgala, Wiedźmina, czy we „Władcy pierścieni”. Już w debiutanckim albumie „Jak przelać kota do kieliszka” mieliśmy do czynienia z iście odjechanym postmodernizmem (centaury grały w piłkę kopytną, fauny wcielały się w piłkarskich komentatorów, a to nie wszystkie niespodzianki, jakie czekały na czytelników w tym niby-antycznym świecie, który ni stąd, ni zowąd łączył się nagle z rzeczywistością… westernu).
Nie inaczej jest w „Czarującej pannie młodej”. Gospoda do której trafiają bohaterowie zwie się co prawda „Matczyna kukułka”, ale bardziej niż oberżę przypomina pamiętny ośrodek z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. A to nie koniec zaskoczeń. Jeden z jego pacjentów (ponoć obłąkany), świadomy jest swojej komiksowości – ramek, dymków i gwiazdek, które rysuje się nad głowami postaci z komiksów, gdy dostają łupnia. Postmodernistyczny cymesik! :)
Świetne są także postacie drugoplanowe. Z niektórymi już udało nam się oswoić (czarodziejka Miksja Iskier), inne po raz pierwszy „kradną show” – np. ponury Gerwin Stworołówca, będący swoistym skrzyżowaniem wiedźmina, kostuchy i mnicha-ascety. Jak zawsze bawią też nawiązania do literatury (w najnowszym tomie wyłapać można np. cytaty z „Wesela” Wyspiańskiego i „Krzyżaków” Sienkiewicza).
Komiksy o Lilu i Pucie cenię też z jeszcze jednego powodu: z faktu, że można je nazwać współczesnymi bestiariuszami. Na ich kartach roi się bowiem od rysunków i opisów fantastycznych stworów, z którymi raz po raz przychodzi się zmagać naszym bohaterom. Gobliny, bazyliszki, utopce, minotaury, księżycowe nimfy, mumie, chochliki, elfy, trolle… - czegóż tu nie ma!
Czytanie tych komiksów to wielka, wielka frajda i dowód na to, że komiksy w duchu Janusza Christy z powodzeniem tworzyć można także i dziś.
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.
Ma przynieść ludziom pocieszenie, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.