Rycerz Boga

Scenariusz „Loyoli” oparty został między innymi na autobiograficznej „Opowieści pielgrzyma”.

Święty Ignacy Loyola, założyciel Towarzystwa Jezusowego, zakonu uważanego w swoim czasie za najbardziej wpływowy w historii Kościoła, nie doczekał się filmu, na jaki zasługuje. To dziwne, bo święty miał niezwykłą, filmową wprost – jeżeli można tak powiedzieć – biografię. Może zdecydowała o tym czarna legenda zakonu, który od początku spotykał się z podejrzliwością. W znacznym stopniu przyczynili się do tego protestanci. Nic w tym dziwnego, bo zakon odnosił sukcesy w walce z reformacją. Dzięki działaniom jezuitów powstrzymano odpływ wiernych do Kościołów protestanckich, co udało się za sprawą reformy nauczania, a szczególnie dzięki stworzeniu systemu szkolnictwa średniego. Przyjaciół nie przysparzało też jezuitom prowadzenie ewangelizacji w koloniach. Wysuwane przeciw nim zarzuty znalazły jednak także posłuch w krajach katolickich. Najlepiej, chociaż z pewną przesadą, dokumentują to słowa żyjącego w XVI w. jezuity Kaspra Sawickiego, który ubolewał, że „co się w świecie urodzi, zwłaszcza nietrafnego, tego wszystkiego jezuitowie przyczyną (…) wyglądam rychło, kto się ozwie i pokaże, że i Jadam by nie zgrzeszył w raju, ani się by nie dał Jewie namówić na jabłko, by był jeden jezuita weń nie wmówił. I Kain by nie zabił Abla, by był mu jezuita pałki nie podał”.

Zabrakło szerszego kontekstu

„Ignacy Loyola” filipińskiego reżysera Paola Dy jest drugą filmową biografią świętego. Pierwszą, „El Capitán de Loyo- la”, nakręcił w 1948 r. José Díaz Morales, a w roli tytułowej wystąpił Rafael Durán, jednak nie była to udana kreacja. Sceny filmu obrazują kolejne etapy życia świętego, od czasów jego kariery wojskowej, przez duchową przemianę, aż do chwili założenia zakonu. Czarno-białe zdjęcia kręcono w autentycznych lokalizacjach, na uwagę zasługiwała również praca kostiumologów. W filmie znalazła się znakomicie zrealizowana scena batalistyczna, ale całość powstała w teatralnej konwencji.

Film „Ignacy Loyola” to debiut fabularny Paola Dy, który do tej pory realizował filmy reklamowe i krótkometrażowe. Obraz został wyprodukowany przez jezuicką fundację działającą na Filipinach, natomiast większość zdjęć zrealizowano w Hiszpanii, w Kraju Basków. Reżyser dysponował skromnym, dwumilionowym budżetem, co przy realizacji filmów historycznych jest poważanym ograniczeniem. Wybrnął z tego, skupiając się przede wszystkim na postaci przyszłego świętego i jego życiu duchowym, chociaż nie zabrakło tu, szczególnie na początku, scen batalistycznych. Mimo ograniczonych środków potrafił stworzyć interesujący obraz przeżyć bohatera. Z pewnością duża w tym zasługa hiszpańskiego aktora Andreasa Muñoza, odtwórcy roli tytułowej.

Obraz przedstawia losy Loyoli do procesu przed trybunałem inkwizycji w Salamance w 1537 r. i wyjazdu na uniwersytet do Paryża. – Loyola miał skłonność do obsesji i perfekcjonizmu, co prawie go zniszczyło. Ostatecznie znalazł sposób na opanowanie i wykorzystanie tych skłonności, by pójść we właściwym kierunku, w kierunku dobra. Ten film był dla mnie i całej ekipy również doświadczeniem edukacyjnym. Czuję, że dzięki temu stałem się lepszym filmowcem. Chcieliśmy zrobić ten film tak, żeby nawet ktoś, kto nic nie wie o św. Ignacym, docenił go, znalazł coś cennego, czegoś się nauczył, a co najmniej docenił walkę, jaką podjął Ignacy – mówił reżyser po premierze. – Ludzie pytają nas, czy ten film jest o świętym, a my nazywamy go filmem o grzeszniku, który został świętym. To obraz o problemach, o radzeniu sobie z przeszłością. Loyola był bardzo brutalnym żołnierzem, jego życie kręciło się wokół kobiet i bogactw, dążył do zdobycia mocy i sławy. Kiedy został ranny w bitwie, musiał o tym wszystkim zapomnieć i znaleźć nowy plan na swoje życie.

Czy reżyserowi udało się spełnić ambitne założenia? W jakiejś części tak, chociaż nie do końca. Ze względu na finansowe ograniczenia w filmie zabrakło przede wszystkim szerszego kontekstu historycznego wydarzeń związanych z życiem Loyoli. A przecież działalność zakonu miała dalekosiężne konsekwencje również w polityce międzynarodowej, co było przyczyną różnych zawirowań w historii zgromadzenia.

Scenariusz filmu oparty został na autobiografii Loyoli zatytułowanej „Opowieść pielgrzyma”, listach świętego i dokumentach związanych z jego osobą. Film Paola Dy nie jest jednak pełną biografią świętego. Opowieść rozpoczyna się na zamku Loyola w 1496 r., kiedy to jeden z braci młodego Ini- go, bo takie imię otrzymał na chrzcie przyszły święty, wraca z wojny. Nie jest to powrót zwycięski, bo… w trumnie. Śmierć pierworodnego wstrząśnie ojcem, który pokładał w nim wielkie nadzieje.

Duchowa rekonwalescencja

Kolejna odsłona przenosi widza do końcowego etapu oblężenia Pampeluny w 1521 r. Poznajemy Loyolę jako dzielnego rycerza, który wbrew okolicznościom i swoim towarzyszom nie chce poddać twierdzy Francuzom. Przez jego namowy dowódca twierdzy kontynuuje obronę mimo beznadziejnej sytuacji, co przynosi tylko niepotrzebne straty i cierpienia. Tę część filmu można scharakteryzować słowami zaczerpniętymi z – napisanej w trzeciej osobie – „Opowieści pielgrzyma”: „Szczególniejsze upodobanie znajdował w ćwiczeniach rycerskich, żywiąc wielkie i próżne pragnienia zdobycia sobie sławy”. Jego marzenia skończyły się, kiedy odniósł poważną ranę i wrócił do domu. Film wiernie przedstawia ten przełomowy fragment biografii św. Ignacego, decydujący o jego dalszym życiu. Bliscy stracili już nadzieję, że przeżyje. „Nie mógł już jeść i pojawiły się inne oznaki zbliżającej się śmierci (…). Przyjął więc ostatnie sakramenty w wigilię Świętych Apostołów Piotra i Pawła (…). Chory miał zawsze nabożeństwo do św. Piotra i spodobało się Panu naszemu sprawić, że o północy zaczął się czuć lepiej” – pisał bohater filmu w swojej autobiografii. Loyola przeżył, ale nie był to koniec cierpień, bo czekała go jeszcze niezwykle bolesna i niebezpieczna operacja. Długa rekonwalescencja zmieniła jego spojrzenie na życie. Wpadł w depresję, odczuwał wewnętrzną pustkę, chciał coś zmienić. Tę przemianę zapoczątkuje lektura książek religijnych, m.in. o świętych. Szczególnie bliski staje mu się św. Franciszek, którego chce naśladować.

Nadszedł czas, w którym Loyola, porzuciwszy dawne życie, postanowił całkowicie oddać się Jezusowi. Posługiwał chorym w szpitalu i zanurzał się w modlitwie. Jednak cały czas odczuwał niepokój, sądząc, że robi zbyt mało. Film sugestywnie przedstawia dramatyczny pojedynek, jaki bohater toczy ze swoimi demonami, kiedy wśród chaosu próbuje wsłuchać się w głos Boga. Końcowa część „Loyoli” obrazuje dość wiernie jego problemy z inkwizycją, w tym kilkutygodniowe uwięzienie i sam proces. Żegnamy bohatera (który z zabijaki, uczestnika pojedynków i rycerza króla przemienił się w rycerza Chrystusa), kiedy decyduje się na wyjazd do Paryża. Zakończenie jest dosyć niespodziewane, bo przecież Loyola dokonał w swoim życiu jeszcze wiele ważnych w historii Kościoła czynów. Być może „Loyola” to pierwsza część filmowej biografii świętego.

Reżyserowi udało się wiarygodnie przedstawić duchową przemianę bohatera. Jednak komiksowością i komputerową proweniencją rażą sceny masowe, batalistyczne i brak szerszej historycznej perspektywy, którą poznajemy tylko dzięki narracji. Film osadzony w historii wymaga znacznych nakładów finansowych. Święty Ignacy Loyola jest postacią na tyle złożoną, barwną i ważną w historii Kościoła, że wysokobudżetowy film czy serial nakręcony na podstawie interesującego scenariusza z pewnością spotkałby się z aprobatą widzów.•

Ignacy Loyola, reż. Paolo Dy, wyk.: Andreas Muñoz, Javier Godino, Julio Perillán, Gonzalo Trujillo, Hiszpania/Filipiny, 2016

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.