Wracamy do gry

Na mapie Polski pojawia się ostatnio coraz więcej klubów miłośników planszówek. Skąd ten renesans zainteresowania tradycyjnymi grami w czasach, kiedy „wszystko jest w internecie”?

Czwartek, późne popołudnie. W naleśnikarni na katowickim osiedlu Gwiazdy zbierają się młodzi ludzie. Już za chwilę na stołach pojawią się planszówki. Wybór jest duży, na półkach znajduje się ok. 70 tytułów. Goście są różni i każdy ma inne upodobania. Jedni chcą zarządzać zasobami, grając w „Osadników z Catanu”, inni wolą post­apokaliptyczną „Neuroshimę”. Ale wszyscy są zgodni, że najważniejsza jest atmosfera.

Przesyt cyfrowego świata

Marek Wiewiór, kucharz osiedlowego Placka, który animuje czwartkowe spotkania miłośników planszówek, bakcylem grania zaraził się już w szkole podstawowej. – Myślę, że prawie każdy ma wspomnienia z dzieciństwa związane z grami. W tym wszystkim chodzi najbardziej o interakcję z innymi ludźmi, ważny jest też element rywalizacji. Gdy nawet jeden z uczestników nie angażuje się w grę, atmosfera siada.

Na mapie Polski pojawia się ostatnio coraz więcej klubów, w których gromadzą się fani gier planszowych. Również podczas spotkań rodzinnych czy koleżeńskich wyciąga się planszówki. Skąd ten renesans zainteresowania tradycyjnymi grami w czasach, kiedy „wszystko jest w internecie”, a ludzie tak niechętnie ruszają się sprzed ekranu? – Sam jestem informatykiem, spędzam przed komputerem po 8 godzin dziennie – wyznaje Adam Kałuża, jeden z najbardziej rozpoznawalnych projektantów gier planszowych, twórca m.in. nagradzanego „K2”. – Myślę, że w pewnym momencie musi się pojawić przesyt wirtualnych rozrywek, dlatego ludzie poszukują miejsc, gdzie mogą spotkać się z drugim człowiekiem.

Pasja autora „K2” zaczęła się w dzieciństwie, od starochińskiej gry planszowej zwanej „Go”. Po latach postanowił poszukać jakiejś alternatywy, czegoś nowszego, w co można by grać z podobnym zaangażowaniem.

Nie ma gry dla wszystkich

Tematyka gier projektowanych przez Adama Kałużę jest zróżnicowana: od wspomnianego „K2”, przez „Skoki narciarskie”, aż po grę poświęconą komiksowym bohaterom – Kajce i Kokoszowi. – Wychowałem się na Kajce i Kokoszu, sporo też chodziłem po górach, więc moje zainteresowania znajdują odzwierciedlenie w grach – przyznaje. – Sam najbardziej odnajduję się w tych czysto logicznych, ale projektuję gry dla różnych odbiorców. Te przeznaczone dla dzieci powinny mieć w miarę proste zasady, dużo emocji i element losowy. Gry rodzinne mają nieco bardziej rozbudowaną mechanikę, ale zasady też powinny być w miarę proste. Są osoby, które preferują tzw. eurogry, gdzie ważne są przeliczanie i strategia. Inni wolą gry w stylu amerykańskim – szerokie historie rozgrywające się w jakimś mniej lub bardziej prawdopodobnym świecie, do których instrukcja to osobna książka.

Zdaniem Kałuży nie ma sensu wymyślanie uniwersalnej „gry dla wszystkich”. Sam też ma swoje ulubione gry spośród tych, które można znaleźć na rynku. Na spotkania rodzinne poleca np. „Wsiąść do pociągu”, „Colosseum”, „Egizię”, „Dixit” czy „Szczęść Boże” – pomysłową grę o górnictwie. – Dla miłośników gier logicznych proponuję serię siedmiu gier z projektu GIPF. Głowa przy nich może parować – mówi.

Na ważne tematy

Twórca „K2” przyznaje, że trochę brakuje mu gier, które w ciekawej formie przekazywałyby treści religijne. – Być może ważne tematy trudno przedstawić w lekkiej, nienachalnej formie, tak żeby nie zniechęcić odbiorców – zastanawia się.

Jednym z producentów, którzy od lat próbują wypełniać tę lukę, są Polskie Gry Planszowe. W krakowskiej firmie powstają nie tylko gry o tematyce związanej z wiarą, ale także prezentujące polską historię czy kulturę. Są gry o misjach, św. Franciszku i podróżach Jana Pawła II. Jest też pomysł na odkrywanie Wawelu i strategiczna „Bitwa pod Grunwaldem”. Wszystko w ładnej oprawie plastycznej, z kunsztownie wykonanymi drewnianymi pionkami czy specjalnie zaprojektowanymi kołami losującymi, zastępującymi tradycyjną kostkę. Dzięki temu gra staje się także pięknym przedmiotem, dającym zmysłową przyjemność, której grafika komputerowa, nawet najbardziej udana, zapewnić nie może. Ten ostatni, estetyczny element ważny jest dla Pawła Kołodziejskiego, współtwórcy firmy, który z zawodu jest malarzem.

A co poza tym musi mieć w sobie dobra gra? Na pewno zasady zapewniające dynamiczną rozgrywkę i dobrze rozłożone prawdopodobieństwo wygranej. – Dla nas ważne są też wszystkie elementy pobudzające intelekt i wiarę – dodaje Kołodziejski.

Pomysł na miły wieczór

Założyciele Polskich Gier Planszowych traktują swoje produkty jako mały wkład w ewangelizację kultury. – Gra może być świetną zaczepką, wstępem do rozmowy na ważne tematy – twierdzi Paweł Kołodziejski. – Kiedy startowaliśmy, byliśmy na rynku zupełnie nowym zjawiskiem. Dzisiaj widzę już pewną otwartość na to, by za pomocą prostej motoryki przedstawiać taką tematykę. Widziałem już różaniec czy ćwiczenia ignacjańskie przedstawione w postaci gier planszowych. Ale nawet grając w „Scrabble” czy „Dixit”, można umówić się na takie zasady, dzięki którym będziemy wydobywać treści duchowe.

Zarówno Kałuża, jak i Kołodziejski podkreślają, że najważniejszy jest dla nich integracyjny charakter gier. – Wielu ludzi gra w gry planszowe także przez internet. Osobiście bardzo tego nie lubię – mówi Adam Kałuża. – Dla mnie istotne jest to, że się spotykamy, siedzimy razem, rozmawiamy. Ważny jest element gimnastyki umysłowej. Dzięki grom dzieci uczą się logicznie myśleć, ale uczą się też wygrywać i przegrywać. W mojej rodzinie gry są sposobem na spędzanie wolnego czasu. Niekoniecznie te moje, które testujemy wspólnie raczej na etapie powstawania. Ale kiedy jedziemy na wakacje, żona zawsze się śmieje, że na gry, które zabiorę, musi zostawić w bagażu dużo miejsca. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.