Wytłumaczyć chrześcijaństwo

Idąc drogą wyznaczoną przez Credo, czytelnik dochodzi do swego wnętrza.

Trudno mi pisać o tej książce bez emocji. Trudno też czytać ją ze „szkiełkiem i okiem” teologa. Choć zachowuje wszelki rygor naukowego wywodu, w rzeczywistości przemawia zarówno do intelektu, jak i do serca.

Schowałem się w tej książce. Wokół mnie działy się rzeczy dziwne i niezrozumiałe, ja jednak wolałem uciekać od nich i czytać. Wędrowałem nieśpiesznie pośród stronic, choć teraz wiem, że przeczytałem je zbyt szybko. Miał być spacer, a wyszedł z tego bieg z przeszkodami, ale nie czułem zmęczenia. Upajałem się. Wreszcie moje marzenie spełniło się. Autor traktował mnie, czytelnika, poważnie. Nie szczędził wyznań intelektualnych i duchowych, zapraszał do współmyślenia. Stawiał pytania, które i ja bym postawił. Klarowność języka teologicznego, który potrafił zatrzymać się przed Tajemnicą, była mi ostoją.

Jednym z problemów chrześcijaństwa dzisiaj jest jego miałkość. Przyczyniają się do tego sami uczniowie Mistrza z Nazaretu. Stępiamy przesłanie Ewangelii, a później posępnie brodzimy w mieliźnie swej religijności. Chrześcijański Bóg jest inny. Nie można się do Niego zbliżyć za pomocą formułek, wyuczonych gestów. Nie nadmiar wiedzy spowoduje, że odczujemy Jego obecność. To nie matematyka ani filozoficzne spekulacje są drogą do Boga, ale – jakkolwiek wyświechtanie by to dzisiaj brzmiało – miłość. To miłość objawia Boga, ale również objawia człowiekowi człowieka. „Człowiek staje się najbardziej sobą – pisze ­Ratzinger – nie przez to, co czyni, lecz przez to, co otrzymuje. Musi oczekiwać na dar miłości i nie może otrzymać miłości inaczej niż jako dar. Nie można jej »zrobić« samemu, bez drugiego; trzeba na nią czekać, pozwolić dać ją sobie. I można stać się całkowicie człowiekiem tylko przez to, że się zostanie pokochanym, że się pozwoli pokochać”.

Czytałem książkę ze zdumieniem, wiedząc, że jej pierwsze wydanie pojawiło się u nas w roku 1971. Mam wrażenie, że miniony czas jedynie ją uszlachetnił. Czytałem ją tym bardziej z szacunkiem, iż miałem świadomość, że przed nią były poprzedniczki, jak „Natura katolicyzmu” Karla Adama i wiele, wiele innych. I wiedziałem, że jestem włączony w coś, czego do końca nie rozumiem, ale co mnie przenika.

Marcin Cielecki

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.