Nie byli już użyteczni

„Anglicy mają szczególną umiejętność przypisywania sobie cudzych zasług” – mówi David Blair, reżyser filmu „303. Bitwa o Anglię”.

Edward Kabiesz: Dlaczego zainteresował się Pan scenariuszem filmu o Dywizjonie 303? Jest Pan Anglikiem, a w czasie bitwy o Anglię większość pilotów była Brytyjczykami.

David Blair: Oczywiście rozumiem, że nie chciał pan mnie urazić, ale po pierwsze – nie jestem Anglikiem. Jestem Szkotem, a słowo „Brytyjczyk” niewiele dla mnie znaczy. W filmie zainteresowała mnie przede wszystkim sprawa samopoświęcenia. Piloci walczą „w dalekim kraju”, w sytuacji, kiedy w ich rodzinnym państwie dzieją się straszne rzeczy. To właśnie czyniło tę historię tak fascynującą i łamiącą serce. Jestem pewien, że to, co działo się w Polsce, determinowało tych dzielnych ludzi i nadawało sens ich działaniom. Zdawałem sobie sprawę, że mało osób spoza Polski wiedziało, kim są ci ludzie i, co ważniejsze, jaki był ich wkład w zwycięstwo w czasie bitwy o Anglię. Dużo czasu minęło również, zanim ich własny kraj docenił te osiągnięcia. To wszystko, a także moje pragnienie, by pokazując prawdę, oddać im w jakiś sposób sprawiedliwość, sprawiło, że chciałem zrobić ten film. W Zjednoczonym Królestwie zawsze nam mówiono: „my” wygraliśmy wojnę. Rzadko docenia się wkład milionów innych żołnierzy: Polaków, Czechów, Kanadyjczyków, Afrykanów. Także muzułmanów. Nonsensem jest myślenie, że uznanie tych faktów podważyłoby znaczenie naszego udziału w zwycięstwie. Odpowiadał mi także współczesny kontekst tych wydarzeń. Zgodnie z angielską tradycją większość społeczeństwa chciała, by po wojnie deportować ludzi, którzy odegrali zasadniczą rolę w bitwie. Nie byli już użyteczni. Czyż nie przypomina to obecnej sytuacji w Zjednoczonym Królestwie, kiedy demonizuje się imigrację?

Czy Anglicy mają świadomość, że w bitwie brali udział Polacy, a także inni cudzoziemcy?

Mogę wypowiadać się za siebie i za wielu ludzi, z którymi rozmawiałem na ten temat. Wiedzieliśmy, że polscy piloci brali udział w walkach, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy z ich wkładu w zwycięstwo. Dlatego w filmie ten wątek wyeksponowaliśmy. Kiedy dorastałem, na lekcjach historii niewiele mówiło się o wkładzie cudzoziemców w nasz wojenny wysiłek. Nawet w Szkocji. Natomiast Anglicy mają szczególną umiejętność przypisywania sobie cudzych zasług.

Film przedstawia również problemy, z jakimi spotykali się polscy piloci w Anglii. Nie były to jedynie, przynajmniej na początku, doświadczenia pozytywne.

W angielskim dowództwie panowało ogólne przekonanie, że chociaż Polacy mieli już doświadczenie bojowe w walkach powietrznych, nie mieli wcześniej do czynienia z regułami obowiązującymi w RAF-ie, a także z używanym tu sprzętem i wyposażeniem technicznym. By być fair w stosunku do RAF-u, trzeba zaznaczyć, że w tym czasie poczynił on znaczne postępy w systemach radarowych, łączności i planowaniu. Nie można było być pewnym, że Polacy błyskawicznie opanują te sprawy. Tak jak słyszymy w filmie: „Możesz być znakomitym pilotem, ale mamy na to tylko twoje słowo”. Panowało też przekonanie, wynikające częściowo z angielskiej arogancji, że samoloty, na których Polacy walczyli wcześniej, były antykami. Jednak nie brano pod uwagę, że te braki rekompensowała bystrość pilotów. RAF nie chciał ryzykować przypadkowej straty samolotów, bo było ich mało. Chociaż z perspektywy czasu wydaje się szaleństwem utrzymywanie Polaków na ziemi, by intensywnie się szkolili, miało to jakiś sens.

Z czego wynikała niechęć części lokalnej społeczności do polskich pilotów? W filmie pada słowo „bandyci”.

Trudno nam dzisiaj zrozumieć sytuację, w jakiej znalazł się kraj w tamtym czasie. Dzisiaj ówczesnych mieszkańców Anglii można byłoby określić jako ciasno myślących bigotów. Każdy, kto przybywał do Zjednoczonego Królestwa i posługiwał się obcym, egzotycznym językiem, był witany podejrzliwie. No i oczywiście był to czas wojny. Dlatego taki przybysz musiał ciężko pracować, by zaskarbić sobie zaufanie i wsparcie lokalnej społeczności. Jestem przekonany, że podobnie byłoby gdziekolwiek indziej. Natomiast jeśli chodzi o marszałka Dowdinga i innych dowódców, ta nieufność wynikała z głęboko zakorzenionego snobizmu i mentalności w stylu „nikt nie był lepszy od nas”. To wydaje się szalone, ale i dzisiaj takie myślenie jest obecne wśród niefortunnych prawodawców z Westminsteru.

Niektórych angielskich wojskowych przedstawia Pan w niekorzystnym świetle. Czy nie obawia się Pan krytyki ze strony angielskiej widowni?

Jeśli ludzie nie są w stanie poradzić sobie z prawdą po prawie 80 latach, to będzie ciężko. Nie sądzę, żebyśmy w filmie mówili coś zapalnego. Staraliśmy się przedstawiać wydarzenia zgodnie z faktami. Pamiętajmy, że ten film opowiada nie tylko o bitwie o Anglię, ale również o wkładzie, jaki wnieśli w nią Polacy. To w żaden sposób nie plami pamięci tych brytyjskich lotników, którzy w niej walczyli. Ani Australijczyków, Nowozelandczyków czy Czechów. Zresztą ta lista nie ma końca. Sedno historii pozostaje autentyczne. Jak już mówiłem, niechęć Dowdinga i wyższych dowódców do natychmiastowego zaufania Polakom była w pewnym stopniu uzasadniona. Było też wielu, którzy doceniali polskich pilotów w czasie wojny i po jej zakończeniu. Byli im za to wdzięczni.

Jak układała się Panu współpraca z polskimi aktorami na planie?

Szczerze mówiąc, obawiałem się, że będzie to traumatyczne doświadczenie. Przez wiele lat pracowałem z najlepszymi aktorami Zjednoczonego Królestwa, ale zawsze po angielsku. Wyobrażałem sobie, że aktorstwo do pewnego stopnia jest językiem uniwersalnym, więc emocje powinno czuć się niezależnie od tego, w jakim języku są przekazywane. Przynajmniej tak to sobie wyobrażałem. Na szczęście miałem ogromne wsparcie ze strony operatora Piotra Śliskowskiego i komunikacja z aktorami była rewelacyjna. Praca z nimi była prawdziwą przyjemnością. Gdybym miał taką szansę, chętnie powtórzyłbym takie doświadczenie. Było dla mnie zaszczytem, że mogłem pracować na planie z tak utalentowanym aktorem, jakim jest Marcin Dorociński.

Czy uważa Pan, że film, którego bohaterami są w większości Polacy, zainteresuje angielskich widzów?

Dlaczego nie? Film wojenny cieszy się znaczną popularnością. Tło akcji jest wprawdzie widzowi znane, ale jej sedno już nie. Próbowaliśmy zrezygnować z podejścia dokumentalnego w nadziei, że opowiedziana historia zainteresuje więcej widzów. Mam nadzieję, że dowiedzą się oni z filmu czegoś nowego. No i nie można zapominać, że w Zjednoczonym Królestwie mieszka obecnie wielu Polaków.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg