Malarz polskiej wyobraźni

Mistrz Jan przenosił Polaków do wieków przeszłych, ukazywał ich wielkość nie tylko przez rozmiary swoich płócien.

Jan Matejko ukształtował historyczną wyobraźnię Polaków na progu odzyskania niepodległości. To on sprawił, że tak, a nie inaczej wyobrażamy sobie polskich królów, nie tylko na portretach, ale i na polach bitwy. Jego monumentalne obrazy można porównać do dzisiejszych superprodukcji filmowych. I taki też miały wpływ na narodowe emocje. Uświadamiały siłę polskiego dziedzictwa, przypominały czasy wielkości, wskazywały źródła upadku. W 1878 roku ówczesny prezydent Krakowa Mikołaj Zyblikiewicz wręczył malarzowi berło – symbol jego duchowej władzy nad Polakami.

W tym roku mija 125 lat od śmierci i 180 lat od urodzin artysty, którego wielkość chyba bardziej doceniano za życia niż po śmierci. W przypadku naprawdę wielkich twórców bywa zazwyczaj odwrotnie. Czas odkurzyć berło i przypomnieć, że Matejko też miał swój ogromny wkład w reaktywację Rzeczypospolitej.

Poszedł drogą proroka

Jego losy pełne są paradoksów. Najbardziej polski z malarzy – nie tylko swej epoki – co prawda urodził się w Krakowie, ale jego ojciec był Czechem, zaś w żyłach matki (z domu Rossenberg) płynęła krew niemiecka. Przyszedł na świat, gdy Polski nie było na mapie, ale dorastał otoczony polską historią, kulturą, wiarą katolicką. Franciszek Ksawery Matejko, niegdyś nauczyciel muzyki z okolic Ołomuńca, był organistą w kościele Świętego Krzyża i prowadził chór w bazylice Mariackiej. Miał jedenaścioro dzieci, a Jan urodził się jako dziewiąty. Jak to w wielodzietnych rodzinach bywa, wychowany został w dużej mierze przez starsze rodzeństwo. Szczególny wpływ na jego późniejsze fascynacje miał najstarszy brat Franciszek Matejko, docent nauk pomocniczych historii i pracownik Biblioteki Jagiellońskiej.

Jan mógł równie dobrze zostać muzykiem, bo odebrał staranne wykształcenie w tym kierunku. Świetnie grał na fortepianie. Ale to właśnie brat zainteresował go malarstwem. I znów pierwsze obrazy i szkice 15-letniego Matejki pokazują, że mógł pójść inną drogą. Prof. Paweł Taranczewski z akademii Ignatianum zwraca uwagę na wczesny obraz Jana, martwą naturę z owocami, który eksponowany jest w Domu Matejki przy ul. Floriańskiej. – Można go porównać z podobnymi martwymi naturami Paula Cezanne’a, który tworzył przecież w tym samym czasie. Gdyby Matejko urodził się w Paryżu, być może poszedłby właśnie tą drogą… Ale on urodził się w Krakowie i sytuacja, w jakiej znajdowała się wtedy Polska, spowodowała, że poszedł drogą proroka – zauważa historyk sztuki. – Traktuję Matejkę właśnie jako proroka, który widzi teraźniejszość przez ducha czasu. On pocieszał, opłakiwał, ale i dawał wizję przyszłości – dodaje prof. Taranczewski.

Mistrz klasy światowej

Porównywanie do Cezanne’a może się wydawać zaskakujące, bo zazwyczaj uważa się Matejkę za malarza ogromnie ważnego dla polskiej wyobraźni historycznej… ale czy wybitnego? Takich wątpliwości nie miała Europa końca XIX wieku. To był artysta bardzo ceniony i szanowany – nie tylko w Krakowie, także w Paryżu, Pradze, Wiedniu. Już w wieku 27 lat zdobył na dorocznym Salonie Paryskim złoty medal za „Kazanie Skargi”. Taki sam sukces powtórzył dwa lata później na Wystawie Powszechnej w Paryżu, pokazując „Reytana na sejmie warszawskim 1773 roku”. Co ciekawe, wielkim miłośnikiem tego obrazu był cesarz Franciszek Józef, który osobiście odwiedził Matejkę w jego pracowni. Wizytę tę sportretował Juliusz Kossak. Po namalowaniu „Unii Lubelskiej” Francuzi uhonorowali mistrza Legią Honorową, a Czesi zaproponowali posadę dyrektora Akademii Sztuk Pięknych w Pradze, wyprzedzając krakowskich rajców z identyczną propozycją. Ale Matejko i tak wybrał rodzinne miasto, w którym Szkołą Sztuk Pięknych zarządzał do końca życia.

Nie był więc jedynie lokalną gwiazdą, nie był też (jak choćby Wyspiański) ubogim artystą. Dzięki temu mógł służyć polskiej kulturze nie tylko talentem, ale i groszem, jako mecenas i wychowawca. Opiekował się młodymi twórcami, a działkę, jaką otrzymał od miasta, przeznaczył pod budowę nowego gmachu szkoły – dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych, mieszczącej się na placu jego imienia. Co nie znaczy, że jego autorytet był w Krakowie niepodważalny.

Nie udało mu się na przykład obronić klasztoru i kościoła pw. Ducha Świętego. Radni postanowili średniowieczne zabudowania wyburzyć i zbudować tam miejski teatr. Nie pomogła oferta wyremontowania budynków na własny koszt i zorganizowania w nich pracowni malarskiej. Porażkę odczuł Matejko boleśnie, na znak protestu zrzekł się honorowego obywatelstwa Krakowa i zapowiedział, że więcej nie wystawi tu swoich dzieł.

Przywrócić wielkość Krakowowi

Tak emocjonalna reakcja wiele mówi o stosunku artysty do historycznego dziedzictwa. Nie wystarczało mu malowanie, kształtowanie wyobraźni, był człowiekiem czynu – na miarę swoich kompetencji i zdobytego talentem autorytetu. Całe swoje życie poświęcił przywróceniu wielkości zabytkom Krakowa. Uczestniczył w odnawianiu ołtarza Wita Stwosza oraz polichromii w kościele Mariackim. Przywracał blask Sukiennicom, brał też udział w pracach naukowo-badawczych na Wawelu. Wykonywał rysunki inwentaryzacyjne podczas otwarcia w katedrze wawelskiej grobów Kazimierza Wielkiego, królowej Jadwigi i kard. Oleśnickiego.

To nie była tylko fascynacja murami i grobowcami. Jeszcze gdy studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, wydał „Ubiory w Polsce” – publikację zawierającą ryciny postaci prezentujących autentyczne historyczne stroje. Zachwyt dla jego obrazów brał się właśnie z takiej wierności detalom. Dzięki nim przenosił Polaków do wieków przeszłych, ukazywał ich wielkość nie tylko przez rozmiary swoich płócien. Tak postrzegał swoją misję, ważniejszą niż artystowskie doskonalenie kolejnej martwej natury.

Oczywiście nie był w tej misji odosobniony. Patriotyczną atmosferą oddychało się jeszcze w domu Matejków, a gdy Jan uczęszczał do gimnazjum – w pracowni rzeźbiarza Parysa Filippiego, mieszczącej się w refektarzu klasztoru ojców franciszkanów. Zbierało się tam ulubione przez Matejkę środowisko, które szukało inspiracji przez zgłębianie polskiej historii, kultury – przyszli malarze, poeci, pisarze, rzeźbiarze i ich profesorowie. Była to świątynia tzw. przedburzowców, kontestujących zarówno program realistów, jak i fantazje lekkoduchów. Ponad filozoficzne dysputy i polityczne kalkulacje młodzi przedkładali myśl o walce z zaborcą.

Dwaj bracia Matejki walczyli w powstaniu styczniowym. Jan, ze względu na słaby wzrok, ograniczał się do wspierania insurekcji materialnie. Po jej upadku poświęcił się natomiast czemuś, co dziś nazwalibyśmy polityką historyczną. W noc ciemną jak suknie kobiet noszących żałobę po ojczyźnie postanowił głosić jej wielkość i chwałę. Dzięki obrazom Matejki kolejne pokolenie Polaków wiedziało, co chce odzyskać po wielkiej wojnie narodów.

Lud staje się narodem

Obrazy Matejki nie są – jak się często uważa – prostym odwzorowaniem najważniejszych momentów polskiej historii. Malarz wplatał w tło spektakularnych widowisk sprzed wieków współczesne mu elementy architektury, by pokazać ciągłość polskich dylematów. Często też umieszczał na swoich płótnach osoby, które nie mogły się znajdować „na miejscu akcji” (np. Kołłątaj i gen. Wodzicki na obrazie „Bitwa pod Racławicami”). Nie były to proste zadania w rodzaju: zgadnij, co nie pasuje do obrazka. Przeciwnie, chodziło mu o wywołanie u widza refleksji, sprowokowanie do myślenia, danie pewnej syntezy historiozoficznej.

Ogromne obrazy mistrza Jana ten cel w stu procentach spełniły. Stały się inspiracją do debaty i sporów o przyczyny upadku Rzeczpospolitej, a przede wszystkim (jak to u proroka) dało się w nich odczytać spojrzenie z nadzieją w przyszłość. Widać ją najpełniej w namalowanym pod koniec życia, w 1888 roku, obrazie „Kościuszko pod Racławicami”. Prof. Taranczewski zwraca uwagę, że jest tam przedstawiona już nowa wizja polskiego społeczeństwa, obecne są wszystkie stany, nie tylko rycerstwo i szlachta. – W wizji Matejki lud staje się już świadomym własnej tożsamości narodem – zauważa historyk sztuki.

Choć pod koniec życia pozostawał w konflikcie z rajcami swego ukochanego miasta (nie zgodził się na pochowanie go w Krypcie Zasłużonych na Skałce), to przecież Kraków pożegnał go z wielkimi honorami. Żałoba zresztą była powszechna. Wspomnienia o mistrzu ukazały się w 32 europejskich gazetach, kondolencyjne telegramy spływały z całego świata. 7 listopada 1893 roku Msza św. żałobna odbyła się oczywiście w bazylice Mariackiej, potem wielotysięczny kondukt ruszył na cmentarz Rakowicki. Tuż przed trumną kroczył Juliusz Kossak, niosąc odznaki honorowe artysty, bił dzwon Zygmunta. A po śmierci przyjaciele Jana Matejki utworzyli Towarzystwo jego imienia, wykupili kamienicę, w której się urodził, i urządzili w niej w 1895 r. pierwsze na ziemiach polskich muzeum biograficzne, które działa w tym samym miejscu po dziś dzień.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.