Malena

Czyli Monica Bellucci i jej legendarna rola.

Rita Hayworth jako Gilda, Greta Garbo jako królowa Krystyna, Marylin Monroe, jako Sugar Kane Kowalczyk, Jane Fonda jako Barbarella… - kto wie, może właśnie dla takich ról istnieje kino. Bo ponoć kino jest kobietą. A może jednak snem?

Nawet jeśli tym drugim, to też nic nie szkodzi. Bo Malena/Bellucci jest tą, o której śnią i marzą wszyscy mężczyźni w Castelcuto – niewielkim, włoskim miasteczku, w którym Giuseppe Tornatore postanowił umieścić akcję swojego, nakręconego w 2000 roku, filmu.

Rzecz dzieję się w czasie II wojny światowej. Mąż pięknej Maleny ginie na froncie, więc młoda kobieta zmuszona jest podjąć jakąś pracę. Mężczyzn chętnych, by ją zatrudnić, rzecz jasna nie brakuje (liczą na „coś więcej”), ale ich zazdrosne matki, małżonki i siostry, ani myślą wpuszczać do swoich sklepów, czy zakładów Maleny. Rozsiewają też o niej coraz bardziej gorszące plotki: ponoć z kimś romansuje; ponoć ma kochanka, kochanków; ponoć się prostytuuje. Z czasem wszystko to nie tyle okaże, co stanie się prawdą. Mieszkańcy Castelcuto niejako zmuszą do tego Malenę. A ona nie będzie miała wyjścia. Jeśli chce przeżyć…   

Tylko 13-letni Renato (w tej roli Giuseppe Sulfaro) wierzy w jej niewinność. Kocha ją miłością beznadziejną, niemożliwą do spełnienia, ale czystą. To przede wszystkim o jego uczuciach jest ten film piękny i wzruszający film. Ale nie tylko. Bo Malena, na swój sposób, symbolizuje całą Italię - krainę piękną, lecz straszliwe doświadczoną przez wojnę i przez „swoich”. Bo tutaj także „ludzie ludziom zgotowali ten los”.

Nie jest to jednak film dojmująco smutny. Raczej nostalgiczny. Podobnie jak oscarowe „Cinema Paradiso”, które Tornatore nakręcił w 1988 roku. Tam tematem była miłość do kina – tu, do kobiety. Ale przecież „kino jest kobietą. A może jednak snem?

Nawet jeśli tym drugim, to też nic nie szkodzi. Bo Malena/Bellucci jest tą, o której śnią i marzą wszyscy mężczyźni w Castelcuto”. A odkąd pojawiła się na ekranach kin, także w innych miejscach na świecie. Bo Malena to już ikona. Stąd jej twarz na okładce „Kina włoskiego” Tadeusza Miczki.

Bo przecież kino jest kobietą.

A może jednak snem?

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.