Tu się żyje

Szczera, pełna ciepła i empatii opowieść o pierwszym litewskim hospicjum, otwartym przez siostrę Michaelę Rak.

Kinga Dębska obok takich fabularnych sukcesów, jak przebojowe „Moje córki krowy”, czy bardzo dobrze przyjętej przez krytyków oraz publiczność na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni „Zabawie, zabawie”, nie zapomina o kinie dokumentalnym. Współreżyser głośnej „Aktorki”, portretującej życie i twórczość Elżbiety Czyżewskiej, tym razem odwołuje się do zagadnień doczesnych i ostatecznych. „Tu się żyje” to szczera, pełna ciepła i empatii opowieść o pierwszym na Litwie, otwartym w Wilnie przez siostrę Michaelę Rak, hospicjum.

- „Tu się żyje” to zasadnicze stwierdzenie w tym filmie. Bardzo mi na tym zależało, aby przestać, panicznie wręcz, odczuwać lęk przed tego typu miejscem. Myślałam głównie o tym, żeby tytułem tym móc zneutralizować dołujące myślenie o hospicjum. W równym stopniu dotyczyło to, tak mnie samej, jak i innych ludzi – mówi Kinga Dębska.

Twórczyni filmu niejako korespondując ze swoim osobistym, sięgającym do własnej biografii obrazem „Mojej córki krowy”, z zaskakującą lekkością oraz bez lęku opowiada historię przedsięwzięcia, którego podjęła się polska siostra zakonna – Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Wcześniej prowadziła ona podobną placówkę w Gorzowie Wielkopolskim. Miejsce, które w roku 2008 stworzyła w litewskiej stolicy dla wielu jego mieszkańców to ostatni przystanek na życiowej autostradzie. Nie jest jednak przestrzenią ponurą, posępną, gdzie duszno unosi się już tylko bezlitosne odium śmierci, a wciąż żywy człowiek pozostaje jedynie nieruchomym, węglowo-białkowym bytem. Nic z tych rzeczy.

Dębska podążając tropem „Czterech pór roku” Vivaldiego pokazuje proces odchodzenia, jako nieodłączny element życia, które do samego końca może być godne, pełne ciepła i bliskości drugiej osoby.  To film, który pomaga oswoić się z czymś tak abstrakcyjnym, jak śmierć. Dokument autorki „Helu” ma w sobie jasność, nadzieję, jak i emocjonalną radość, mimo iż dramat jest w nim w naturalny sposób nierozerwalnie obecny. Przede wszystkim jednak „Tu się żyje”, zrealizowane przez Studio Kalejdoskop z udziałem Telewizji Polskiej, jawi się, jako apoteoza życia, dowód niezwykłej woli i miłości do człowieka na poziomie uniwersalnym, podstawowym. Udowadnia to, tak samo film, jak i jego bohaterowie. Poczynając od portretów siostry Michaeli, pielęgniarek, lekarzy, na samych beneficjentach wileńskiego hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki kończąc.

Siostra Michaela to urodzona dyplomatka. Jeśli trzeba coś załatwić, ona zrobi to w najbardziej ujmujący z możliwych sposobów. Jednocześnie stać ją na to, aby być ostrą i zdecydowaną. Poznałam ją już w Wilnie. Zaprosiła nas na obiad do tego hospicjum, które pokazuję w filmie.  Zjedliśmy, a potem ona pokazała nam to niezwykłe miejsce. W końcu powiedziała, że chciałaby, żebym zrobiła o nim  film. Wcześniej widziała „Moje córki krowy”. Zależało jej na tym, żeby nakręcić dokument o wileńskim  hospicjum w podobnym charakterze, jak w przypadku mojej fabuły. Nie byłam, co do tego pomysłu przekona, ale siostra Michaela oznajmiła, że będzie się za to modlić. No i wymodliła – wspomina reżyser.

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.