Cegły w murze

Wydany pod szyldem Pink Floyd album był niemal w całości dziełem jednego członka zespołu. Mija 40 lat od wydania legendarnego „The Wall”.

Osiem lat temu podczas trasy „The Wall Live” Roger Waters odwiedził także Polskę. Z tamtego koncertu dobrze zapamiętałem wbijający w fotel kwadrofoniczny dźwięk i charakterystyczną scenografię. Na wznoszonym w czasie spektaklu murze wyświetlano animacje przygotowane przed laty przez Geralda Scarfe’a. Publiczność zobaczyła spadające na ziemię bomby, maszerujące młoty i spływające krwią krzyże. Te znane fanom zespołu obrazy zostały uzupełnione o liczne nawiązania do współczesnych wydarzeń. Na ekranach pojawiły się m.in. zalewające świat logotypy globalnych korporacji oraz zdjęcia dokumentujące działania wojenne na Bliskim Wschodzie i ukazujące cierpiących głód mieszkańców Afryki. W ten sposób Roger Waters postanowił pokazać, że pomimo upływu czasu antykonsumpcyjne i pacyfistyczne przesłanie jego dzieła jest nadal aktualne.

Pod ścianą

Po wydaniu albumów „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i „Animals” grupa Pink Floyd odniosła spektakularny sukces. W tym czasie relacje pomiędzy członkami kwartetu uległy jednak znacznemu pogorszeniu. Muzycy nie potrafili dojść do porozumienia. Mając już na swoim koncie albumy solowe, rozważali rezygnację ze wspólnego projektu. – Przeżyliśmy trudne chwile, naprawdę nie widzieliśmy sensu w tym, co robimy, a także nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nadal chcemy to robić – przyznał w wywiadzie dla pisma „Melody Maker” David Gilmour, wokalista i gitarzysta zespołu.

Pieniądze zarobione w ciągu kilku lat intensywnej działalności członkowie grupy powierzyli finansiście Andrew Warburgowi. Wiosną 1978 r. zorientowali się jednak, że podobnie jak inne gwiazdy świata muzyki i sportu padli ofiarą oszustwa. Chociaż natychmiast zerwali podpisane umowy, było już za późno – znaleźli się na krawędzi bankructwa. Wówczas na pomoc pośpieszyły im wytwórnie EMI i Columbia, proponując astronomiczną kwotę 4,5 mln funtów za nagranie kolejnego albumu sygnowanego nazwą Pink Floyd. Postawieni nomen omen pod ścianą muzycy postanowili połączyć siły. Zaczęli zastanawiać się nad tym, jaki materiał powinni wziąć na warsztat.

Roger Waters zaprezentował zespołowi projekt pod roboczą nazwą „Bricks” (ang. cegły). Kiedy jego koledzy wysłuchali nagranych na amatorskim sprzęcie piosenek, stwierdzili, że brzmią słabo, ale mają duży potencjał. Chcąc uniknąć kłótni o aranżacje utworów, do pracy nad płytą zaprosili Boba Ezrina. Pochodzący z Kanady producent miał zdecydować nie tylko o ostatecznym brzmieniu płyty, ale także o wyborze kompozycji. Korzystając z nadanego przez muzyków prawa, usunął mniej udane utwory i zmienił kolejność pozostałych tak, aby tworzyły spójną całość.

Sfrustrowani i zgorzkniali

Koncepcja albumu zrodziła się z poczucia wyalienowania, którego Roger Waters doświadczył podczas koncertów Pink Floyd. Występy w dużych salach koncertowych sprawiły, że oczami swojej wyobraźni widział coraz wyższy mur oddzielający zespół od publiczności. Płyta nie jest jednak tylko manifestem niezrozumianego przez słuchaczy artysty. Jej głównym tematem jest odosobnienie jednostki we współczesnym społeczeństwie, ukazane na przykładzie Pinka, muzyka rockowego.

Wszystkie utwory opisują kolejne etapy życia bohatera, począwszy od jego narodzin, dzieciństwa i czasów młodości, a skończywszy na skomplikowanym małżeństwie i załamaniu nerwowym. Na singiel promujący płytę wybrano utwór „Another Brick in the Wall (Part II)”. W samej Wielkiej Brytanii krążek ten sprzedał się w liczbie ponad miliona egzemplarzy. Ze względu na tekst wzbudził jednak ogromne kontrowersje. Wykrzykiwane przez Watersa i biorący udział w nagraniu chór uczniów słowa: „Nauczyciele, zostawcie dzieci w spokoju!” zostały odebrane jako protest przeciwko systemowi edukacji. W odpowiedzi na te głosy autor utworu tłumaczył, że miał na myśli tylko pewną grupę nauczycieli, która znęca się psychicznie nad niewinnymi uczniami. W jednym z wywiadów przyznał, że sam spotkał takie osoby na swojej drodze. – Nie brakowało w mojej szkole dobrych nauczycieli, ale byli i tacy, którzy traktowali tę pracę jak pańszczyznę i wydawali się ciągle z czegoś niezadowoleni. Byli tak sfrustrowani i zgorzkniali, że traktowali dzieci obrzydliwie. Zdarzało się na przykład, że upatrywali sobie kogoś słabszego i znęcali się nad nim. To była wojna, z wieloma nauczycielami toczyliśmy prawdziwą wojnę – tłumaczył.

Syzyfowa praca

Roger Waters wielokrotnie podkreślał, że album nie opowiada jego osobistej historii. Nie brakuje w nim jednak wątków autobiograficznych. Jednym z nich jest utrata ojca na froncie II wojny światowej. Artysta porusza ten temat w utworach „Another Brick in the Wall (Part I)” i „Goodbye Blue Sky”. To smutne doświadczenie staje się przyczynkiem do głębszej refleksji: „Tak, to prawda, dawno przebrzmiały salwy okrutnej wojny. Z każdym dniem maleje jednak nadzieja, że spełni się sen o świecie nowym i wspaniałym, bez gróźb i gwałtów, bez bitewnego zgiełku, bez obaw o jutro. Nie wzbudzają zaufania ci, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za losy świata. Mocno wszakże dzierżą stery w dłoniach. Nie ustąpią przed idealistami i marzycielami. Ci zresztą, ukryci za niewidocznymi fortyfikacjami, dawno utracili kontakt ze światem” – pisał w komentarzu do płyty.

Album opowiada o kolejnych smutnych wydarzeniach z życia głównego bohatera, m.in. o zepsutej relacji z matką, rozstaniu z żoną i utracie przyjaciół. Każde z nich jest kolejną cegłą w murze, którym Pink odgradza się od innych. Czy zburzenie fortyfikacji jest w ogóle możliwe? Roger Waters odpowiada przewrotnie: „Może jednak nie jest jeszcze za późno, by zadać sobie pytanie o przyczyny życiowych błędów i możliwości ich naprawienia. By stanąć przed wyimaginowanym sądem, rozważyć pretensje, zarzuty i oskarżenia złośliwego belfra, egoistycznej żony, zaborczej matki. I przyjąć do wiadomości wyrok...” – pisał muzyk. Po wieńczącym album „The Trial” i „Outside the Wall” mur rozpada się na drobne kawałki. Wszystko wskazuje jednak na to, że zostanie wzniesiony na nowo. Walka z przeciwnościami losu okazuje się syzyfową pracą.

Mur z kartonu

W 2003 r. „The Wall” znalazł się na 87. miejscu listy 500 albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”. Roger Waters nie poprzestał na nagraniu krążka i wypuszczeniu go w świat. Wkrótce z jego inicjatywy powstał film „Pink Floyd – The Wall”. Zrealizowany z rozmachem obraz Alana Parkera został dobrze przyjęty przez fanów zespołu.

Watersowi najbardziej zależało jednak na tym, aby jego dzieło wystawiono w formie spektaklu. W tym celu zatrudnił ekipę scenografów pod wodzą Marka Fishera. Specjaliści opracowali projekt muru o wysokości 20 m, złożonego z 420 kartonowych cegieł. Konstrukcja została wyposażona w układ podnośników umożliwiających jej szybkie wznoszenie przez kilkudziesięcioosobową ekipę techniczną. Z kolei niezastąpiony Gerald Scarfe otrzymał zadanie przygotowania krótkich filmów animowanych i zaprojektowania mechanicznie sterowanych kukieł Pinka, jego matki i nauczyciela. Całość miały dopełnić efekty świetlne i laserowe.

Przygotowanie przedsięwzięcia pochłonęło półtora miliona dolarów, czyli dwukrotnie więcej niż nagranie samego albumu. W 1980 r. spektakl po raz pierwszy obejrzeli mieszkańcy Los Angeles, a później m.in. fani z Nowego Jorku, Londynu i Dortmundu. Do historii przeszło jednak przedstawienie wystawione w stolicy Niemiec, niespełna rok po upadku muru berlińskiego. – Było to dla nas niezwykłe przeżycie, ogromnie poruszające – znaleźć się na tej scenie, w miejscu, gdzie przebiegała granica między Wschodem i Zachodem, i zobaczyć, jak trzysta pięćdziesiąt tysięcy ludzi bawi się razem, kołysze się wspólnie w rytm rocka – mówił Klaus Meine, wokalista i gitarzysta zespołu Scorpions, zaproszonego przez Watersa do wykonania utworu „In the Flesh”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg