Lektura na ten czas

Książka powraca do łask wraz z naszym przymusowym „udomowieniem”. Odkrywamy ją na nowo, a niektórzy może po raz pierwszy.

W czasach narodowej kwarantanny nie wszyscy tęsknimy do gwaru i zgiełku. Może tak było na początku, ale teraz coraz częściej doceniamy to, że świat zwolnił tempo. Dał nam chwilę pomyśleć, odkryć – na przykład i na nowo – dobrodziejstwa lektury. I co? Okazuje się, że książka jest bezpieczna, ma właściwości lecznicze, pozwala na poszerzenie horyzontów i złapanie dystansu do rozemocjonowanej codzienności. Ale po kolei.

Najpierw o bezpieczeństwie. Zabawny mem krążący po sieci tak zachęca do lektury: „Książka nie przechowuje żadnych danych na Twój temat, nie posiada oprogramowania szpiegującego, nie zostawia »ciasteczek« i nie odciąga uwagi reklamami”. Święta prawda. Książka to ekologiczny rezerwat w pełnym niepokoju, odartym z prywatności cyfrowym świecie.

Teraz coś o zdrowiu. Czytanie leczy problemy z koncentracją (niedoceniana choroba współczesnej cywilizacji), łagodzi zbyt wysoki w czasach pandemii poziom stresu (bardziej nawet niż spacer w parku!), spowalnia bicie serca, no i poprawia pamięć. Lecznicze walory książek są dziś wyjątkowo niedoceniane, a przecież jedna dobra powieść jest skuteczniejsza niż cała torba parafarmaceutyków.

Czytanie rozwija wyobraźnię, pozwala wyrwać się ze stanu hipnozy, w jaki wprawia nas oglądanie programu informacyjnego, filmu, a zwłaszcza kolejnego odcinka serialu. Książka otwiera nas na dalekie lądy, inne cywilizacje, wspaniałych ludzi, których nigdy nie będzie nam dane poznać, pozwala żyć równolegle w kilku epokach, lepiej rozumieć naszych przodków, a przede wszystkim to, kim jesteśmy i skąd nam się to wzięło. Skoro tak się sprawy mają, to dlaczego tak rzadko sięgamy po książki?

Przygoda w fotelu

Badania czytelnictwa prowadzone na zamówienie Biblioteki Narodowej wskazują na wiele przyczyn tego zjawiska, na przykład gorączkowy styl życia, popularyzację rozrywki cyfrowej, a także fakt, że za sprawą przemian w dziedzinie technologii książki nie są już dziś jedynym źródłem wiedzy. Dostarczają raczej przyjemności, stymulują i relaksują. Rzeczywiście, nikt nie sięga już po encyklopedystów w epoce Wikipedii. Dyskusyjny wydaje się natomiast argument o niewielkim przełożeniu czytania książek w dorosłym życiu na powodzenie na rynku pracy. Otóż coraz więcej pracodawców w toku rekrutacji interesuje się nie tyle zaświadczeniami ukończonych kursów, ile lekturami kandydata. Zgodnie ze starą mądrością: jesteś tym, co czytasz. Każdy nauczyciel potwierdzi też, że uczeń oczytany da sobie w szkole i w życiu radę, nawet jeśli nie będzie mistrzem świata w wypełnianiu testów.

To prawda, że statystyki są w tej kwestii dość bolesne i nie zmieniają się od dekady. Przeczytanie jednej książki w ciągu roku deklaruje zaledwie ok. 35 proc. respondentów. Tylko co dziesiąty Polak (a częściej Polka) czyta więcej niż siedem książek rocznie. Cała nadzieja w młodych, którzy jak już czytają – to dużo i zachłannie. Przede wszystkim książki polecane przez znajomych, niekoniecznie bestsellery.

– Co najmniej wiek temu wyszliśmy, jako cywilizacja, z „niewoli stylów” i odtąd każdy czyta, co chce. Prawda, pojawiały się mody, ale generalnie jedni czytali klasyków, inni eksperymentatorów, jeszcze inni po prostu nowości – mówi Wojciech Stanisławski, erudyta, krytyk i recenzent książkowy. – To się nie zmieni, natomiast można się spodziewać innego zwrotu: jak długo trwać będą obowiązujące dziś rygory, będziemy wyrywać się w świat, również za pomocą książek, smakować tego, co Anglicy określają mianem armchair adventure, przygód doświadczanych z fotela – dodaje.

Jeszcze nie jest „po piśmie”

Wiadomo, że są sytuacje bardziej lub mniej sprzyjające czytaniu książek. Nie jest żadną niespodzianką informacja z raportu BN, że najchętniej robimy to w domu, gdy nic nas od lektury nie odrywa. Jeśli nie czytamy zawodowo, chcemy się lekturą delektować, pozwolić się wciągnąć w intrygę, znaleźć z autorem wspólny język. A to jest możliwe tylko wtedy, gdy mamy więcej czasu dla siebie. Nadzwyczajna sytuacja, w jakiej znalazła się cała nasza cywilizacja, powinna zatem sprzyjać renesansowi książki. Oczywiście spędzamy teraz w sieci długie godziny, ale choćby z tego powodu bardziej niż zazwyczaj potrzebujemy odpoczynku od świata cyfrowego. A czasem i od domowników.

Bardzo ciekawa i wcale nie oczywista jest relacja między książką a internetem. Po pierwsze, nie są to światy alternatywne. E-wydania książek sprzedają się w tych miesiącach rewelacyjnie, z kolei analitycy z Pew Research Center twierdzą, że tzw. millenialsi, czyli pokolenie urodzone na przełomie wieków, czytają więcej niż ich starsi koledzy. Po drugie, sieć odgrywa dziś ogromną rolę w promowaniu autorów i dystrybucji książek, także tych dawno już wycofanych z tradycyjnej sprzedaży. Daje im nowe życie. Po trzecie wreszcie – użytkownicy sieci mają do książek inny stosunek niż internetowi giganci.

Jacek Dukaj, który w swoim głośnym eseju „Po piśmie” ogłosił już przejście do nowej epoki „bezpośredniego transferu przeżyć”, ostrzega, że szefowie GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple) jasno deklarują swój cel: całkowite przeprowadzenie użytkowników internetu od słowa pisanego do przekazu wyłącznie audiowizualnego. Jego zdaniem to tylko kwestia czasu i rozwiązania szczegółowych problemów technicznych. Może to i prawda, a może nie, bo przecież sam Dukaj, jako autor bardzo poczytnych (i wyjątkowo opasłych) książek, jest dowodem na tezę przeciwną: jeszcze długo nie będzie „po piśmie”.

Kawał mocnej męskiej przygody

Co zatem czyta się wiosną 2020 roku? – Gdy tylko epidemię zaczęto brać na serio, zaczęło się poszukiwanie analogii. Oczywiście pierwszym strzałem była „Dżuma” Camusa, a kto pogooglował jeszcze pięć minut, trafił na „Dziennik roku zarazy” Daniela Defoe – zauważa Wojciech Stanisławski. Ale jego zdaniem oba strzały są chybione. – „Dżuma” pozostaje wielką prozą, a „Dziennik…” wartościowym świadectwem. Obie książki są jednak, by tak rzec, mocno zakorzenione w czasie i miejscu, opisują, przy całej metaforyczności Camusa, inną epidemię, konkretną i bardziej śmiertelną od naszej. Szukając świadectw, które trafniej opisałyby nasze lęki ostatniego miesiąca, trzeba będzie sięgnąć głębiej. Może nawet – do najgorszych doświadczeń europejskiego XX wieku, czyli Zagłady i stalinizmu – zastanawia się krytyk.

Inny klucz stosuje Grzegorz Filip, redaktor naczelny miesięcznika „Nowe Książki”. – Teraz, gdy pracuję zdalnie, a życie spowolniło swój bieg, sięgnąłem po książki odłożone kiedyś na później. Przeżyłem kawał mocnej męskiej przygody przy lekturze powieści „W polu” Stanisława Rembeka, która pokazuje w szczególnej perspektywie wycinek wojny polsko-sowieckiej 1920 roku. Dla rozrywki odkurzyłem kupioną trzydzieści lat temu i dotąd „nierozciętą” powieść włoskiego pisarza Italo Calvino „Jeśli zimową nocą podróżny”. To labiryntowa, pełna zagadek opowieść o tym, dlaczego ludzie oddają się czytaniu, a także książka o pisarzach, ich marzeniach i fobiach. Zabawna i pełna literackich odniesień. Trafiłem też na „Stroiciela lasu”, interesującą rzecz Marka Stokowskiego. Dopiero zacząłem, ale już widzę, że rację miał ktoś, kto powiedział o tej książce, że jest do śmiechu i do myślenia – wylicza Grzegorz Filip.

Polszczyzna odwdzięczy się

Czytelnicy poszukujący analogii chętnie sięgają też dziś po pisma mistyków, proroctwa i przepowiednie. Nie są to jednak książki przynoszące spokój i ukojenie. Te można znaleźć w codziennej lekturze Pisma Świętego, i to też jest oczywisty dar na ten czas, z którego wiele osób korzysta po raz pierwszy. Jeszcze inna, popularna dziś moda czytelnicza zachęca do nadrabiania wieloletnich zaległości w poznawaniu literatury polskiej. Trudno o lepszy pomysł na wykorzystanie danych nam od Opatrzności chwil dla siebie. A potem – koniecznie! – rozmawiajmy z bliskimi o przeczytanych książkach.

Jan Polkowski, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów, w swoim pięknym eseju „Leczę się polszczyzną” pisze tak: „Jeśli chcemy przezwyciężyć jednostkowy czas i rozprzestrzenić swoje życie, musimy opiekować się słowami. Bądźmy ich aniołami stróżami, przechowujmy je jak szczodrzy bankierzy, troszczmy się w rozmowach z bliskimi o każdy płodny idiom i ciężarną sylabę, pielęgnujmy miłosiernie najprostsze zdania. Polszczyzna odwdzięczy się – znajdzie w nas rzeczy, które bezpowrotnie zamilkły lub nie mogły dla nas i w nas zaistnieć, ocali niedotykalne warstwy świata, których bez niej nie dostrzeżemy. Ocali w nas ludzi”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg