Zwycięstwo po wiekach

„Człowiek jeden zwycięży i wygra. Wygra często po wiekach, ale wygra!” – pisał Cyprian Kamil Norwid. „Jeden”, czyli spójny, przemieniony według Bożego zamysłu. Po dwóch wiekach od narodzin twórcy „Vade-mecum” widzimy, że jego dzieło, niegdyś skazane na zapomnienie, odniosło podobne zwycięstwo.

Otworzyłem książkę przez ciekawość i od razu pochłonęła mnie poezja. Już pierwszy wiersz tego zbioru wstrząsnął mnie. (...) Kto to pisał? Jak mógł poeta taki minąć bez echa? Czy słowa jego były perłami rzucanymi przed oślepłych, ziarnami, które zmiótł wiatr tragedii narodowej i uniósł ku naszym czasom?

Wydobyty z rękopisów

Autorem powyższych słów jest Zenon „Miriam” Przesmycki, młodopolski poeta i tłumacz. Opisuje w nich odkrycie, które stało się jego udziałem w maju 1897 roku. Przesmycki znalazł przypadkiem w państwowej bibliotece w Wiedniu tom twórczości Cypriana Kamila Norwida. Lektura miała pochłonąć odkrywcę do tego stopnia, że oderwał go od niej dopiero woźny zamykający bibliotekę...

Książka, która stała się źródłem fascynacji Przesmyckiego, zapoczątkowała przełom nie tylko w jego życiu, ale i w całej historii polskiej literatury. Wydana w 1863 roku w Lipsku, okazała się jedyną opublikowaną przez Norwida drukiem. Jej prosty tytuł „Poezje” może być nieco mylący, bo zawiera ona różne formy wypowiedzi literackiej – także prozę czy dramat misteryjny. Jak się później okazało, był to zaledwie niewielki wycinek twórczości autora, którego 11 tomów „Pism wszystkich” ukazało się dopiero w latach 70. ubiegłego wieku. Niemal wszystko, co obecnie znamy z dzieł Norwida, zostało wydobyte z rękopisów. Miriam, wierny swojej fascynacji, zbierał je i opracowywał aż do śmierci w 1944 roku.

Do dziś intryguje pytanie, dlaczego na tyle lat zapomniano o Norwidzie. Przecież nie jest do końca prawdą, że w swojej epoce pozostawał on zupełnie nieznany. Jego twórczość cenili wszyscy trzej nasi narodowi wieszcze, a najbardziej Zygmunt Krasiński, z którym poeta się przyjaźnił. A jednak, choć doceniali go ci, którzy sami byli wirtuozami słowa, większość współczesnych nie rozumiała filozoficznego języka Norwida. Podzielił on niestety los innych twórców wyprzedzających swoją epokę. Nieprzyjazne recenzje krytyki, trudna sytuacja materialna, zawody miłosne, liczne problemy zdrowotne (postępująca głuchota, ślepota i gruźlica), być może także nadużywanie alkoholu – wszystko to sprawiło, że jeden z największych polskich poetów w historii ostatnie lata życia spędził w przytułku, opuszczony i zapomniany. A mimo to stało się tak, jak przewidział w wierszu „Klaskaniem mając obrzękłe prawice”: „Syn – minie pismo, lecz ty spomnisz wnuku”. Niedoceniony za życia, stał się inspiracją dla potomnych.

Ład przychodzi z Boga

W 200. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida Sejm ogłosił go jednym z patronów roku 2021. Jak głosi sejmowa uchwała, „w swojej twórczości Cyprian Kamil Norwid odwoływał się do narodowej i europejskiej tradycji, a zarazem był odważnym nowatorem oraz krytykiem różnych przejawów życia społecznego i politycznego. Patriotyzm podnosił do rangi najwyższej wartości. Podobnie ujmował jako świadomy oraz głęboko wierzący katolik kwestie etyczne, filozoficzne oraz teologiczne”.

W uchwale cytowane są też słowa św. Jana Pawła II o poecie: „Cyprian Norwid pozostawił dzieło, z którego emanuje światło pozwalające wejść głębiej w prawdę naszego bycia człowiekiem, chrześcijaninem, Europejczykiem i Polakiem”. Te słowa nie znalazły się tam przypadkowo, bo papież był jednym z tych, którzy uważali Norwida za swojego mistrza. Gdyby sporządzić listę artystów najczęściej przez Karola Wojtyłę cytowanych, na pierwszym miejscu znalazłby się właśnie autor „Promethidiona”. Jego wpływy widać nie tylko w poezji papieża, ale przede wszystkim w jego nauczaniu. W 180. rocznicę urodzin poety Jan Paweł II wyznał, że zaczerpnięta z Norwida myśl o kapłańskim charakterze osoby ludzkiej kształtowała społeczny wymiar jego pontyfikatu. Papieża inspirowały również rozważania Norwida na temat narodu. „Z wielkim bólem mówił Norwid Polakom, że nie będą nigdy dobrymi patriotami, jeśli wpierw nie będą pracowali na swoje człowieczeństwo – przypomina papież. – Ład narodu przychodzi spoza narodu, ostatecznie jest on z Boga, i dlatego tym, którzy tak dalekosiężnie, bo kapłańsko, kochają swój naród, nie grozi nacjonalizm”.

Żywot tułacza

Dla Jana Pawła II oczywiste było, że siła autorytetu poety bierze się z krzyża: „Tylko ci bowiem, w których wnętrzu codziennie rozgrywa się dramat Golgoty, mogą powiedzieć: Krzyż »Stał się nam bramą«”. Te słowa z wiersza Norwida „Krzyż i dziecko” z pewnością można wpisać w biografię samego autora, naznaczoną wieloma dramatami. Urodzony w 1821 roku w mazowieckiej wsi Laskowo-Głuchy, większą część życia spędził, tułając się po świecie. Edukację w warszawskim gimnazjum przerwał na poziomie piątej klasy i wstąpił do prywatnej szkoły malarskiej. Jako 21-latek wyjechał do Drezna, by doskonalić się w sztuce rzeźbiarskiej. Nie zabawił jednak długo w tym mieście. Odwiedzał kolejno Wenecję, Florencję, Rzym, Berlin, Brukselę. W Rzymie przeżył nieszczęśliwą miłość do Marii Kalergis, w Berlinie zaangażował się w działalność polityczną, przez co został aresztowany i wydalony z Prus. Podczas kolejnego pobytu w Rzymie poznał m.in. Mickiewicza i Krasińskiego (wraz z tym drugim bronił rezydencji papieża Piusa IX podczas rewolucji w 1848 roku). Kolejne trzy lata spędził w Paryżu, gdzie z kolei spotkał m.in. Słowackiego i Chopina. Były to dość szczególne spotkania, bo obaj artyści umarli w pierwszym roku jego pobytu w stolicy Francji. Norwid zgotował im po kilku latach piękne literackie pożegnanie w zapiskach zatytułowanych „Czarne kwiaty”.

Poeta żył w ciągłej biedzie, postanowił więc szukać szczęścia po drugiej stronie oceanu. W lutym 1853 roku dotarł do Nowego Jorku i już wiosną otrzymał dobrze płatną pracę w pracowni graficznej. Nie zabawił tam jednak długo. Wieść o wybuchu wojny krymskiej ściągnęła go na powrót do Europy w 1854 roku. Zarabiał trochę jako artysta rzemieślnik w Londynie, w Paryżu opublikował kilka utworów. Jednak jego zdrowie było w coraz gorszym stanie, przez co nie mógł m.in. wziąć udziału w powstaniu styczniowym. Gruźlica postępowała, a poeta popadał w coraz większą nędzę. W końcu jego kuzyn Michał Kleczkowski umieścił go w Domu św. Kazimierza, przytułku prowadzonym przez siostry szarytki na przedmieściach Paryża, gdzie pozostał już do końca życia, czyli do 1883 roku.

Dać rzeczy słowo

Mimo usilnych starań nie udało mu się do końca życia wydać najwybitniejszego dzieła poetyckiego – „Vade-mecum”, ze słynnymi dziś wierszami: „Fortepian Szopena”, „Pielgrzym” czy „W Weronie”. Ten misternie skomponowany zbiór stu utworów, z których każdy kolejny dialoguje z poprzednim, można traktować jako program odnowy polskiej poezji. Jak miała się ona dokonać? Norwid sugeruje to już w wierszu otwierającym zbiór, pisząc: „Odpowiednie dać rzeczy – słowo!”. Słowo poetyckie ma być jak najwierniejszym odzwierciedleniem rzeczywistości, dlatego autor „Vade-mecum” dba o każdy szczegół swoich dzieł. By powiedzieć więcej, tworzy nowe słowa lub wydobywa ukryte znaczenie słów już istniejących. Czasem dzieje się to przez rozbijanie wyrazów na części („u-martwienie”, „od-poczynek”), innym razem przez ich łączenie („Słowo-ciałem”, „źródła-czynów”), ale cel jest zawsze ten sam: pokazać, że nawet najmniejszy element języka ma istotne znaczenie. Dotyczy to także mówienia o wierze. Norwid dostrzega niebezpieczeństwo „zeskorupienia” języka religijnego, chce więc „mowę chrześcijańską odtworzyć na nowo”. Zdaniem ks. Antoniego Dunajskiego, badacza twórczości poety, Norwid był dla polszczyzny, podobnie jak Dante dla języka włoskiego, „tłumaczem języka teologicznego”, uprzedzającym niekiedy ujęcia teologów profesjonalistów. Stworzył spójny system filozoficzny, oparty na biblijnej wizji świata, którego głównym zagadnieniem stał się – według innej badaczki, s. Aliny Merdas – „moralny postęp ludzkości”. Norwid pisał w liście do Joanny Kuczyńskiej, że tylko „cały – człowiek – od stóp do głów – cały!” ma szansę wygrać w walce ze światem. Cały, czyli przemieniony w pełni – według Bożego zamysłu. Przemiana ta powinna się dokonać nie tylko na planie osoby, ale także narodu i wreszcie całej ludzkości. „Człowiek jeden zwycięży i wygra. Wygra często po wiekach, ale wygra!” – podkreślał poeta.

W pewnym sensie również i samemu Norwidowi przypadło w udziale podobne zwycięstwo. Tak jak przewidział w wierszu „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie”:

Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie, Gdzie, kiedy, w jakim sensie i obliczu, Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie

Dwa wieki po narodzinach Norwida jego twórczość, kiedyś zapomniana, wciąż odkrywana jest na nowo. Filolodzy spierają się o jej znaczenie, a artyści inspirują się nią, tworząc własne, często wybitne dzieła. Oby Rok Cypriana Kamila Norwida służył jeszcze pełniejszemu jej odczytaniu. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg