Zaczynając od kleksa

Który miesiąc jest bardziej „maryjny” od reszty z całej dwunastki? Maj czy październik? A może są jeszcze inne, na przykład styczeń, rozpoczynający się uroczystością Świętej Bożej Rodzicielki?

Kwestia zdaje się nierozwiązywalna albo przynajmniej tak skomplikowana jak dyskusja nad wyższością Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia. Nie miał tego typu wątpliwości ks. Jan Twardowski, zmarły piętnaście lat temu kapłan-poeta, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców. Drugi tom jego rozważań na uroczystości, święta i wspomnienia Najświętszej Maryi Panny, zatytułowany „Matka dla wszystkich”, ukazał się nakładem wydawnictwa Bernardinum w Pelplinie. Motta poszczególnych świąt, co podkreśla Aleksandra Iwanowska, autorka wyboru i opracowania, zostały zaczerpnięte z „Polskiej litanii” pisanej przez poetę kilkadziesiąt lat. „Żywa wiara autora wyrażona tu została językiem codzienności. Jej głębia pozwala uniknąć błędów, z którymi boryka się »zawodowo« współczesna teologia uniwersytecka” – dopowiada autor posłowia, ks. Sławomir Kunka.

Nie rozstrzygając kwestii, komu bardziej przyda się ten tomik: kaznodziejom, do których Jan Twardowski apelował, żeby nie dręczyli „babek, dziadków czcigodnych, oblubienic w kapeluszach modnych rozmodlonych przed poślubną podróżą”, czy raczej ich słuchaczom, babkom, dziadkom, oblubienicom i wszystkim, którzy nie tylko pod ambonami się spotykają, by posłuchać Pana Boga, powiem krótko: warto po niego sięgnąć. „Jeżeli chodzi o nas, to zawsze zaczynamy od kleksa. Przychodzimy na świat trochę na niby, trochę na gapę, trochę na kredyt” – tak rozpoczyna się rozważanie Twardowskiego na święto „Najlepszego Ludzkiego Początku” (czyli Narodzenia Matki Bożej). „Trudno prościej wytłumaczyć tajemnicę Niepokalanego Poczęcia” – pomyślałem, napotkawszy to rozważanie we „wrześniowym” rozdziale. I to nie był jedyny moment zdziwienia, zachwytu, aplauzu, który mi się przy tej lekturze przytrafił.

„Proszę o prozę” – mówi Maryja w jednym z tekstów z 1966 roku, zamieszczonym w rozdziale „Styczeń”. I dopowiada: „żebym nie marzła w antologii wierszy o sobie”. Oj, ten Twardowski to potrafił puentować... Kapelusze i birety z głów spadają same. Ale pozostawiając je na boku, pozwolę sobie jedynie na krótkie nawiązanie do tego drugiego tomu z cyklu „Mama, Mamusia, Matka” wydawanego w Pelplinie. Gdzie jak gdzie, ale w tych niepozornych, a eleganckich tomikach Matka Boża nie marznie. Wręcz przeciwnie. Otoczona jest takim ciepłem troskliwego wydawcy, że możemy być o Nią spokojni. I sięgać do tych rozważań jak najczęściej, żeby samemu się ogrzać.

ks. Adam Pawlaszczyk

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama