Różewicz na peryferiach

W setną rocznicę urodzin Tadeusza Różewicza otrzymaliśmy książkę, która w sposób istotny poszerza obraz jego poezji.

Na początek zagadka: kto to napisał?

Nad łąką zieloną

płynie Jej orszak błękitny,

skowronki radość dzwonią

kwiaty modlitwą kwitną.

Modlą się lilie niewinne

(ręce dzieci, myśli czyste) –

niech ich prośby zmażą

nam winy

bo tak nie mogą prosić

grzeszne usta.

Niech słońce do Twej świętej głowy

za łask zdroje, w podzięce

przypnie wieniec kolorowy –

promienną tęczę.

Wiersz nosi tytuł „Modlitwa” i został opublikowany w 1938 r. w miesięczniku Sodalicji Mariańskich „Pod Znakiem Marii”. Jego autorem jest siedemnastoletni Tadeusz Różewicz, uczeń radomszczańskiego Gimnazjum Społecznego im. Feliksa Fabianiego. Ten sam poeta, do którego po latach przylgnie – mocno niesprawiedliwa – łatka „nihilisty”, zaczyna swą literacką przygodę wierszami na wskroś religijnymi.

Wierszami – bo jest ich znacznie więcej. Wydany właśnie przez Biuro Literackie tom „Wiersze odzyskane”, zbierający mało znane utwory poety, uświadamia, że obraz tej twórczości jest znacznie bardziej złożony niż zwykło się sądzić.

Poeta w negatywie

Przemysław Dakowicz, redaktor tej książki, przytacza na początku posłowia znaną opinię Juliana Przybosia na temat Różewicza: „Są poeci, którzy długo dobijają się u wrót poezji o swoją muzę, długo jąkają swoją prawdę, dla której nie mają języka, i są poeci, którzy jak Minerwa z głowy Jowisza wyskakują zupełnie zbrojni. Z debiutujących po wojnie jeden jedyny poeta wystąpił w pełnej zbroi swej wyobraźni. To był właśnie Różewicz. (…) Był to od razu zdumiewająco dojrzały głos generacji”. Ta efektowna formuła, wielokrotnie przedrukowywana, w świetle „Wierszy odzyskanych” całkowicie traci swoją ważność. Po pierwsze dlatego, że Różewicz wcale nie debiutował po wojnie, po drugie zaś dlatego, że jego poetyka kształtowała się latami.

„Wiersze odzyskane” zawierają nie tylko te utwory poetyckie Różewicza, które opublikował on wyłącznie na łamach prasy. Redaktor zdecydował się poszerzyć zbiór o wybrane wiersze z tomów „W łyżce wody” (1946) i „Niepokój” (1947). Książki te nie były bowiem nigdy przedrukowywane w całości, przez co wiele tekstów pozostawało nieznanych szerszemu gronu czytelników.

Przemysław Dakowicz włączył też do „Wierszy odzyskanych” grupę utworów, które wprawdzie doczekały się później publikacji książkowych, jednak ich pierwotny kształt znacznie różnił się od ostatecznego. „Na książkę niniejszą składają się (…) utwory od-sunięte i u-sunięte z Różewiczowskiego kanonu. Z różnych powodów wypadły poza »centrum«, by znaleźć się na »peryferiach«, »obrzeżach«, dalekich »marginesach«. Postawione teraz obok tekstów wzorcowych i kanonicznych ujawniają słabiej widoczną część prawdy o tych ostatnich, dopełniają je, komentują, cieniują i niuansują. Stają się nieoczekiwanie – by posłużyć się porównaniem z zakresu fotografiki – czymś w rodzaju negatywu pisarstwa Różewicza” – twierdzi Dakowicz.

Porażony wojną

Co ujawnia się w tym negatywie? Najpierw wspomniane wiersze religijne – niedoskonałe jeszcze i mocno naiwne, ale stanowiące ważny kontekst dla sztandarowych późniejszych tekstów: „Lamentu”, w którym poeta deklarował, że „nie wierzy w ciała zmartwychwstanie”, „Ocalonego”, w którym poszukiwał „nauczyciela i mistrza”, by na nowo poukładał pomieszane przez wojnę pojęcia, czy późnego wiersza „Bez” z dramatycznym pytaniem:

czemuś mnie opuścił

czemu ja opuściłem Ciebie (…)

przecież jako dziecko

karmiłem się

Tobą

jadłem ciało

piłem krew

Lektura „Wierszy odzyskanych” potwierdza, że ów dramat dotyczy człowieka, który ma za sobą doświadczenie dziecięcej czy młodzieńczej wiary i w którym dopiero później dokonało się jakieś pęknięcie. O Różewiczu mówi się, że to poeta „porażony wojną”, i faktycznie – około 1940 r. zauważyć można u niego pierwsze symptomy zmiany tonacji. Po sielankowych wierszach o „Zabłąkanych kościółkach” czy „Królestwie Bożym”, po kolędowej „Wesołej nowinie” – następuje nagle utwór zatytułowany „Ciężar”, w którym pojawiają się już „umarłe kwiaty kościołów”, „cień Judasza”, „razy bożego powroza”, czy „pomniki kościołów”, „wymijane” przez osamotnionego bohatera wiersza. Ta właśnie przemiana prowadzi zapewne ostatecznie do napisania sztandarowych utworów z tomu „Niepokój”, od których zwykle zaczynało się lekturę Różewicza. Dotąd jednak większość z nas nie uświadamiała sobie procesu, który spowodował ich powstanie.

Narodziny wiersza

„Wiersze odzyskane” pokazują też, że tom „Niepokój”, uznawany dziś za jeden z kamieni milowych polskiej poezji, to pozycja bardzo nierówna. Obok utworów, które przeszły do klasyki literatury, takich jak „Ocalony”, „Lament” czy „Matka powieszonych”, znajdziemy w nim teksty mocno „przegadane”, takie jak „Październik 1939” czy „Pacyfikacja”. „To, co w późniejszych latach czytelnicy skłonni będą rozpoznawać jako »dykcję Różewiczowską«, nie ukształtowało się w jednym rzucie czy skoku, ale było rezultatem procesu. Ów »krystalizujący się wzorzec własny«, ów wyróżniający się na tle pokolenia głos wybrzmiewa wyraźnie dopiero w »Czerwonej rękawiczce«. W »Niepokoju«, który jawi się jako rezultat poszukiwań i skomplikowanych kompromisów artystycznych, Różewicz nie jest jeszcze w pełni Różewiczem” – potwierdza w posłowiu Przemysław Dakowicz.

Redaktor tomu dzieli roboczo rozwój twórczości Różewicza na trzy etapy: okres juwenilny, sytuujący się między majem 1937 a jesienią 1943, okres poszukiwania języka (od listopada 1943 do wiosny 1947) i wreszcie czas „dojrzałości i pełni samoświadomości poetyckiej”, który nastąpił po Niepokoju. Dodać tu jednak trzeba, że i w tym ostatnim okresie Różewicz nie jest poetą równym, publikującym wyłącznie utwory wybitne. Przez całą twórczość widać bowiem u niego dążenie do rozbijania zastygłych form, a w tych poszukiwaniach autor „Pięciu poematów” wcale nie tak rzadko schodzi na literackie manowce. W „Wierszach odzyskanych”, zawierających formy – jak się później okazywało – nie całkiem skończone, czy nawet porzucone przez poetę, widać to najwyraźniej.

Lektura „Wierszy odzyskanych” w dużej mierze nie jest więc obcowaniem z wybitną poezją. Stwarza natomiast ciekawe pole do obserwacji, jak taka poezja się rodzi. Dlatego warto tę książkę czytać w kontekście „skończonych” dzieł Różewicza. Warto też porównać pierwotne wersje niektórych wierszy, umieszczone w zasadniczej części książki, z tymi, które znalazły się w aneksie. Redaktor postanowił bowiem pokazać nam także ostateczny kształt tekstów najbardziej różniących się w stosunku do pierwowzorów.

Na granicy ciszy

„Wiersze odzyskane” przynoszą ponadto potwierdzenie intuicji, że najlepsze rezultaty Różewicz osiągał, tworząc poezję „nagą”, ascetyczną, pozbawioną ozdobników i uwolnioną od nadmiaru metafor. Taką, która ma uderzać mocą skondensowanego słowa i przedstawianej tym słowem sytuacji. Szczególnie udane wydają się te utwory, w których autor poddaje poetyckiej refleksji samą czynność pisania – balansowanie między tym, co wypowiedziane, a tym, co wypowiedzieć się nie da. Dlatego właśnie cisza okazuje się w wierszach Różewicza bardzo znacząca:

ten gasnący

w świetle dziennym wiersz

ukrył się w sobie

tylko czasem zalśni

ale nie wyciągam go

z ciemnej głębiny

na płaski brzeg

rzeczywistości

„Co odsłaniają »wiersze odzyskane«?” – pyta w posłowiu Przemysław Dakowicz. I od razu odpowiada: „Przede wszystkim: człowieka. Człowieka piszącego wiersze. Najpierw nieporadnie i po omacku. Wędrującego po śladach poprzedników, posługującego się koślawymi rymami, powtarzającego rytualne literackie gesty. Ów piszący stopniowo nabywa warsztatowej sprawności i zaczyna przemawiać własnym językiem. Język (mniej lub bardziej wyraźnie) odbija jego życie”. Dobrze więc, że ukazała się książka odkrywająca przed nami kolejny, mniej znany fragment tego życia.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama