Wprawdzie stara śląska pieśniczka mówi: „Dzieweczko ze Śląska, na trzewiczku wstążka…”, jednak na co dzień, a nawet i w niedziele, większość Ślązoków chodziła dawniej po bosoku.
Archiwum autora
Przedwojenne Ślązoczki po bosoku w robocie na Hucie Silesia w Rybniku
Wystarczy spojrzeć na stare fotografie, i to jeszcze z około 1930 roku, aby zobaczyć ludzi chodzących boso na pole, do szkoły czy do sklepu. Takie lotanie po bosoku - jak to się mówi po śląsku - nie zawsze wynikało z biedy, ale również z oszczędności. Przykładowo chłopcy woleli chodzić boso, aby przypadkiem nie zniszczyć sobie szczewików podczas grania w bal No bo… wtedy w domu byłyby szmary, czyli lanie, bo przeca szczewików trza se szanować!
Mój wujek z Przyszowic był kiedyś bohaterem bardzo przykrego dla siebie szczewikowego zdarzenia. Otóż około 1925 roku poszedł w niedzielę do kościoła. Włożył buty i miał przykazane, aby potem szybko po Mszy wrócić z kościoła do domu, bo na następną Mszę w tych samych butach miał iść jego młodszy brat. Nie było w tym nicdziwnego, gdyż w typowych na Śląsku wielodzietnych rodzinach takie praktyki były powszechne.
marie_claire_camp / CC 2.0
Jednak wujek, idąc do kościoła, przechodził koło rowu, do którego po ulewnych deszczach wlała się woda ze strumyka. Wraz z wodą naleciało tam sporo dużych karasiów. Wujek nie mógł przepuścić tej okazji, więc ściągnął buty, podwinął galoty i zamiast rzykać- chwytał ryby i wkładał je do butów. I tak zleciała cała Msza, a jego łowy zauważyła wracająca z kościoła ciotka. Tak więc jak wujek wrócił do domu, to nie pomogły mu nawet przyniesione ryby i ten dzień zapamiętał do końca życia.
Jednak spora część Ślązoków, choć nawet miała swoje szczewiki, to bardzo ich oszczędzała i nawet do kościoła wychodziła po bosoku. Potwierdzają to wspomnienia pana Gerharda z Rybnika, który w 30. latach XX wieku mieszkał koło kościoła Matki Boskiej Bolesnej w Rybniku: „Niedaleko naszego domu była studnia. Tam zwykle przed Mszami przystawały kobiety idące do kościoła z odległych części parafii. Większość drogi szły boso, by zaoszczędzić szczewików. Dopiero przy studni, prawie przed kościołem, myły obłocone nogi, obuwały sie...”. Dzięki tej szporobliwości szczewiki służyły Ślązokom przez wiele lat, a nawet dziedziczyło się je po rodzeństwie, któremu szłapa urosła.
Na beztydziyń, czyli na co dzień, Ślązoki chodziły więc po bosoku, albo w pantoflach. Składały się one z drewnianej zelówki i skórzanej przyszwy. W pantoflach chodziło się po podwórku, do haźla, do ogrodu, na pole, do sklepu, do roboty... Tak, do roboty też chodzono w pantofach, albo jeżdżono w nich na rowerze.
Widziałem na wielu starych zdjęciach górników pracujących w takim obuwiu na dole w kopalni. Potwierdza to też pewna mieszkanka Rudy Śląskiej-Wirku: „Przed wojną, jak żech była jeszcze mało, to dycki rano budziyli nos huciorze idący na Huta do Nowego Bytomio. Klap, klap, klap... – było słychać odgłosy ich pantofli”.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.