W duchowej pustce

Protestujący przed kliniką młodzi przeciwnicy aborcji pokazani są jako dziwadła i niewyżyci seksualnie hipokryci.

Jeszcze niedawno martwiliśmy się, że nie ma skutecznego sposobu walki z pornografią, choć próbowano to robić na wiele sposobów. Z upływem czasu okazuje się, że problem się pogłębia, bo wraz z rozwojem portali streamingowych, łatwo dostępnych właściwie dla każdego, treści pornograficzne bez trudu przenikają do legalnego obiegu. Znajdziemy je w wielu serialach przeznaczonych dla młodzieży. Postęp w tej sferze nastąpił zgodnie z rewolucją, jaka zaszła w szeroko rozumianych kwestiach obyczajowych. To, co kiedyś było cnotą, stało się grzechem – i odwrotnie.

Edukacja à la Netflix

Dzisiaj trudno znaleźć serial pokazujący tradycyjną rodzinę. Rodzina w serialach to najczęściej zacofana, patriarchalna struktura, spod wpływu której należy jak najszybciej się wyzwolić. Kulturę masową zdominowały, zgodnie zresztą ze światowymi trendami, problemy gender, seksu i tożsamości płciowej, a wszystko to znajduje odbicie serialach i filmach przeznaczonych dla nastolatków. Nic dziwnego, że cieszą się one ogromnym powodzeniem, bo młodzi ludzie nie bardzo mają szansę na zaczerpnięcie interesujących ich informacji z innych źródeł. Nie ma co ukrywać, że my, dorośli, nie bardzo chcemy i nie bardzo potrafimy rozmawiać na temat seksu z synem czy córką.

Oglądając filmy i seriale dla nastolatków, odnosimy wrażenie, że do przeszłości należy naturalna tendencja ludzi do pozostawania ze sobą w związkach. Większość młodzieżowych seriali rozgrywa się w szkołach, gdzie toczą się romansowe intrygi, dochodzi do zdrad, samobójstw, znęcania się. Nie chodzi o to, że należy te sprawy lekceważyć, ale o to, że są one przedstawiane w sposób jednowymiarowy. Twórcy tych produkcji widzą problemy, jakie nurtują młodzież, wyłącznie w kategoriach seksualnych.

Takich seriali jest wiele, a do najpopularniejszych należą obecnie „Sex Education” i „Euforia”. Oba biją rekordy oglądalności, co zachęciło producentów do realizacji kolejnych serii. Po obejrzeniu kilku odcinków każdego z nich postanowiłem sprawdzić, jak zostały one przyjęte przez krytyków w krajach anglosaskich. Powiedzieć, że entuzjastycznie, to za mało. Niektóre recenzje były wprost euforyczne. Z kilku powodów, z których najważniejszym była opinia, że podważają one dotychczasowe poglądy w sprawach seksu. Profesor Debra Dudek z australijskiego Edith Cowan University doszła nawet do wniosku, że Netflix prowadzi niezwykle cenną działalność w sferze edukacji seksualnej nie tylko dla nastolatków, ale także ich rodziców. „W »Sex Education« przedstawienie pornografii i erotyki jest ukazane jako potencjalnie pozytywne. Wielu nastolatków bardzo chętnie odbiera treści, które dorośli mogą uznać za nieodpowiednie” – stwierdziła badaczka. Doszła też do wniosku, że młodzież nie potrzebuje strażnika, czyli dorosłych, którzy chcą chronić ją przed takimi programami. Zobaczmy więc, na czym polega edukacja przedstawiana w obu serialach.

Sprośny, prześmiewczy, uczuciowy

Serial „Sex Education”, jak czytamy na stronie serialu, może oglądać młodzież powyżej lat szesnastu, która dowiaduje się, że jest on „sprośny, prześmiewczy, uczuciowy”. Netflix informuje młodych widzów, że „Sex Education” zawiera „seks, nagość, wulgarny język”. Można się zastanawiać, czy to ostrzeżenie czy raczej reklama.

Już pierwsza scena serialu, przedstawiająca naturalistycznie stosunek seksualny nastoletniej pary, daje widzowi do zrozumienia, że twórcy nie boją się prowokacji i nie będą stosować taryfy ulgowej zarówno w obrazie, jak i w dialogach. Kiedyś podobne sceny pojawiały się tylko w produkcjach przeznaczonych dla dorosłych. Teraz uznano, że nadają się dla nastolatków. Te wyraziste sceny seksu są pokazywane jako coś, co stanowi dominującą sferę ich życia. I to w sposób wyjątkowo jednostronny. Okazuje się np., że według twórców serialu największym marzeniem dziewcząt w szkole średniej jest utrata dziewictwa, bo inaczej narażają się na kpiny i lekceważenie.

Pierwszoplanowym bohaterem „Sex Education” jest nastoletni Otis, wychowywany samotnie przez wyzwoloną matkę seksuolożkę, która zmienia kochanków jak rękawiczki. Matka stara się pomóc synowi, udzielając mu porad w sprawach intymnych, a bezpośredniość jej działań budzi w nim zażenowanie, podobnie zresztą jak w widzu. Zbieg okoliczności sprawia, że Otis wraz z bardziej doświadczoną przez życie koleżanką ze szkoły zakłada nieformalną poradnię, która ma pomagać nastolatkom w rozwiązywaniu ich problemów związanych z życiem seksualnym, a to kwitnie w szkole na różnych poziomach w sposób wszechstronnie zdywersyfikowany. Serial przekonuje, że bycie nastolatkiem, który jeszcze nie ma za sobą seksualnych doświadczeń, jest okropne.

Bezgraniczny cyznizm

Jeszcze dalej poszli twórcy serialu „Euforia” produkcji HBO. Serial ma wielu bohaterów, z których każdy ma poważne problemy emocjonalne, związane najczęściej z seksem. Jednak pierwszoplanową bohaterką jest Rue, dziewczyna, u której już w dzieciństwie zdiagnozowano szereg zaburzeń. Jakoś funkcjonowała dzięki nadużywaniu leków i narkotyków, aż do chwili, kiedy przedawkowała i znalazła się na odwyku. Bohaterami są uczniowie amerykańskiego liceum, w którym królują narkotyki, przypadkowy seks, a wszyscy traktują się wzajemnie w sposób przerażający. Nagość, przemoc i wyrazisty seks w różnych wydaniach jest tu wszechobecny. Można się zastanawiać, co twórca serialu chciał zaprezentować widzom prócz szoku. Może chciał pokazać duchową pustkę, którą bohaterowie chcą zapełnić seksem czy narkotykami. Może i pokazuje, ale robi to w sposób wyjątkowo cyniczny, obrzydliwy i szkodliwy. Czy rzeczywiście trzeba bombardować widzów taką dawką negatywnych bodźców? Czym to różni się od pornografii?

Cynizm HBO, które ostrzega, że serial zawiera treści mogące szokować widza i jest przeznaczony dla widzów dorosłych, jest bezgraniczny. Przecież wiadomo, że programy o dzieciach w wieku licealnym oglądają przede wszystkim widzowie w tym wieku, a nawet młodsi.

Twórcy tych produkcji całkowicie abstrahują od jakiejkolwiek oceny postaw bohaterów w kategoriach moralnych. Jeżeli pojawia się w nich jakiś epizod mający związek z religią, potraktowany zostaje z ironią, w sposób prześmiewczy albo przynajmniej z dystansem. Ich bohaterowie funkcjonują w całkowitej duchowej próżni, nie znajdziemy tu śladu spojrzenia na problemy z chrześcijańskiego punktu widzenia. Zresztą trudno się tego domagać od realizatorów, którzy dalecy są od jego akceptacji – czy wręcz mu wrodzy. Jeżeli porusza się sprawę aborcji, jak w „Sex Education”, to protestujący przed kliniką jej młodzi przeciwnicy pokazani są jako dziwadła i niewyżyci seksualnie hipokryci.

Prawdziwe nieszczęście leży w tym, że podobne dzieła nie znajdują przeciwwagi. Nie mają po prostu konkurencji. Czy znajdziemy np. chociaż jeden udany serial czy film dla młodzieży, który poruszałby problemy seksu i miłości w chrześcijańskiej perspektywie, wykorzystując nowoczesne środki filmowego przekazu? Nie są rozwiązaniem kolejne filmowe adaptacje Ewangelii, ale raczej jej przełożenie na język współczesnego kina.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama