Malarskie rebusy

Obrazy Jacka Malczewskiego można nie tylko podziwiać od strony plastycznej, ale też mierzyć się z nimi intelektualnie.

Choć jego dzieło wydaje się stosunkowo dobrze zbadane, ciągle ma w sobie miejsca tajemnicze. I trudno się dziwić – ogromna ilość prac, które pozostawił po sobie Jacek Malczewski, sprawia, że jest to materiał niełatwy do ogarnięcia. W najbardziej płodnych latach ojciec polskiego symbolizmu malował nawet po sto obrazów rocznie. Ale nie tylko z tego powodu artysta pozostaje postacią, którą można ciągle na nowo odkrywać. Przede wszystkim pełne zagadek są same jego dzieła, wymykające się często jednoznacznej interpretacji.

Poeta malarstwa, malarz poezji

Wystawa „Jacek Malczewski romantyczny”, otwarta niedawno w Muzeum Narodowym w Krakowie, przynosi sporo okazji do takiego odkrywania, bo zaprezentowano na niej aż 170 obrazów i rysunków Malczewskiego. Niektóre z nich eksponowane są po raz pierwszy. Zostały wydobyte nie tylko ze zbiorów polskich muzeów w Krakowie, Poznaniu, Radomiu czy Rzeszowie, ale także z kolekcji prywatnych. – Blisko jedna trzecia prac pochodzi z tego właśnie źródła – podkreśla kurator Urszula Kozakowska-Zaucha.

Tematem przewodnim wystawy jest polski romantyzm, który stał się dla malarza jednym z najważniejszych źródeł inspiracji. Jacek Malczewski był „poetą malarstwa i malarzem poezji”, dlatego obrazom towarzyszą na ścianach liczne fragmenty dzieł naszych romantyków – Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza czy Teofila Lenartowicza. Na pierwszy plan w malarskich inspiracjach wybija się jednak Słowacki. Widać to zwłaszcza w obrazach z cyklu sybirskiego. Krakowska wystawa jest wyjątkową okazją, by przyjrzeć się kilku wersjom słynnej „Śmierci Ellenai”, powstałej pod wpływem lektury poematu „Anhelli”. Jedna z wersji przedstawia zmarłą wygnankę z nietypowej perspektywy – od strony stóp. „Pamiętam, jak pan Malczewski Helcię modelkę ułożył w tak silnym skrócie na wprost widza, że między stopami od spodu widać było koniec nosa i twarzy (…). Nad głową była Matka Boska Częstochowska. Ręka jedna odrzucona w bok. Anhelli całował jej nogi w takim skupieniu nadludzkim, jakby przyjmował sakrament najoddańszego przywiązania. Cudna głowa Ellenai ujęta w aureolę żółtych promiennych włosów. (…) Wtedy w pracowni stały trzy Ellenai niby pokrewne duchem, a przecież tak różne. Nie wiadomo, na co najpierw patrzeć. Dech zapierało, tak się było pod wrażeniem i treści, i mistrzowskiej techniki” – wspominała Michalina Janoszanka pracę nad powstawaniem dzieła.

Duma i błazenada

Atmosfera obrazów przedstawiających życie zesłańców jest przygnębiająca. – Malczewski odmitologizowuje ich postaci, przedstawiając zwykłych zmęczonych ludzi, trwających w sytuacji beznadziei – opowiada Urszula Kozakowska-Zaucha. Podczas oglądania tych dzieł od razu przypominają się słowa „Wigilii na Syberii”, którą, zainspirowany malarstwem Malczewskiego, napisał Jacek Kaczmarski:

Nie, nie jesteśmy biedni i smutni Chustka przy twarzy to katar Nie będzie klusek z makiem i kutii Będzie chleb i herbata

Z tą częścią wystawy kontrastuje kolejna, przedstawiająca inną stronę polskiego romantyzmu, czyli fascynację folklorem i ludowymi legendami z udziałem rusałek, chimer czy faunów. Te dzieła urzekają baśniową atmosferą, wciągając odbiorcę niczym topielca z malarskiego cyklu „Rusałki”, układającego się w niemal komiksową historię. Temu fragmentowi wystawy towarzyszy oczywiście „Świtezianka” Adama Mickiewicza – słynna ballada, w której „Roztwiera paszczę otchłań podwodna,/ Ginie z młodzieńcem dziewica”. Jest też, wystawiany po raz pierwszy, obraz „Kopciuszek”, na którym Malczewski przeniósł baśniową historię do góralskiej chaty. – Artysta wolał malować dzieciom bajki niż je opowiadać – uśmiecha się pani kurator.Trzeci ważny wątek ekspozycji to rozważania Malczewskiego o sztuce, natchnieniu, odpowiedzialności i wyjątkowości artysty. Malarz bardzo często umieszczał na obrazach własną postać. – Proszę zwrócić uwagę, że jego twarz – dumna, pewna siebie – prawie się nie zmienia. Zmienia się za to strój – te wszystkie płaszcze, zbroje, pancerze. Malczewski wyraźnie lubi przebieranki. Jest w tym element błazenady, ale i symbolu do odczytania – opowiada Urszula Kozakowska-Zaucha.

Pożegnanie ze sztuką

Kuratorka wystawy zwraca uwagę na powtarzający się na wielu obrazach schemat kompozycyjny: – Na pierwszym planie często mamy bardzo precyzyjnie, niemal realistycznie przedstawioną postać, a w tle pejzaż pełen szczegółów i dziwne sceny, które domagają się interpretacji. Te malarskie rebusy można podziwiać nie tylko od strony plastycznej, ale też mierzyć się z nimi intelektualnie. Kobieca postać wychodząca z białej skały na portrecie kierownika wielickich żup Erazma Barącza czy aniołowie z rybacką siecią i biblijny Tobiasz w tle portretu księdza Jana Jasiaka, spowiednika Malczewskiego – to właśnie owe rebusy do rozwiązania.

Wśród bliskich postaci umieszczanych na obrazach pojawia się także żona Maria. Małżeństwo artysty z córką krakowskiego aptekarza nie należało do zbyt udanych. – Pewnie dlatego najładniejszy jej portret namalował w czasach, gdy była jeszcze jego narzeczoną – komentuje Urszula Kozakowska-Zaucha. Maria nie rozumiała sztuki Malczewskiego, a on sam zaczął szukać miłości gdzie indziej. Na dziesięć lat związał się z kochanką – Marią Kingą Balową, która stała się też jego muzą. Związek ten zakończył się zerwaniem, prawdopodobnie z jej strony, na które artysta zareagował depresją. Z listów Malczewskiego wynika, że żona przebaczyła Jackowi zdrady, a pierwsza wojna światowa na nowo skonsolidowała rodzinę. Pozostał jednak dystans, którego prawdopodobnie do końca nie udało się przełamać. Balowa będzie zresztą powracać na obrazach malowanych już po rozstaniu.

Około 1910 roku Jacek Malczewski zaczyna „użyczać” swojej twarzy postaci Chrystusa – tak dzieje się chociażby na płótnie „Niewierny Tomasz”, gdzie, paradoksalnie, w rolę apostoła wcielił się najwierniejszy uczeń artysty Vlastimil Hofman. Za to na ostatnich obrazach, zamykających wystawę, twarz malarza zmienia się, jakby pokornieje. Autoportret z 1926 r., a więc wykonany na trzy lata przed śmiercią, zaskakuje też intensywnymi kolorami – to efekt pogłębiających się problemów ze wzrokiem. Na innych obrazach Malczewski symbolicznie żegna się ze sztuką, ukazując np. siebie samego przynoszonego na marach przez fauny do rodzinnego domu. Finał wystawy jest już dosłownym pożegnaniem: „Przekazanie palety (Autoportret z Mieczysławem Gąseckim)”, na którym „następca” stoi w otwartych na ogród drzwiach, a przede wszystkim tryptyk „Mój pogrzeb”, wyrażający artystyczne rozważania nad problemem przemijania oraz tajemnicą życia i śmierci – najważniejszego z rebusów, którego rozwiązanie czeka nas po drugiej stronie. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama