Filmy wszech czasów: Śniadanie u Tiffany’ego

Urocza, romantyczna komedyjka? Co to, to nie.

„Śniadanie u Tiffany’ego”. Klasyk absolutny. Jeden z najsłynniejszych tytułów w dziejach amerykańskiej kinematografii z ikoniczną rolą Audrey Hepburn, której wizerunek - z tiarą i cygaretką lub w wielkich, przeciwsłonecznych okularach - od dekad reprodukowany jest na czym tylko popadnie. Na ścieżce dźwiękowej rozbrzmiewa zaś cudowne „Moon River” - jedna z najpiękniejszych ballad w historii muzyki pop.

A więc romantyka na całego? Kom-rom wszech czasów? No właśnie, że nie. Bo wcale nie jest to historia lekka, łatwa i przyjemna, choć tak próbuje „opakować” ją nam reżyser filmu, Blake Edwards.

Owszem, całkiem nieźle mu to wychodzi. Ogląda się ten film z ogromną przyjemnością. Absurdalny humor (Mickey Rooney w roli sąsiada-Japończyka!), bawi do łez, ale przecież, raz po raz, dochodzą do nas sygnały, że coś tu jest nie tak. Że i ona i on (George Peppard), noszą w sobie jakąś mroczną, a może raczej wstydliwą tajemnicę. Ale, oczywiście, stare, klasyczne Hollywood (podobnie jak w „Gildzie”, „Słodkiej Irmie”, czy „Garsonierze”), próbuje to zawoalować. Zresztą nie inaczej będzie później.

„Śniadanie u Tiffany’ego” nakręcono w roku 1961, „Pretty Woman” w 1990, a przecież i ów kultowy film z Julią Roberts ogląda się raczej jako historię współczesnego Kopciuszka, nie zaś prostytutki. Choć tym właśnie procederem para się główna bohaterka.

Jest więc „Śniadanie…” nie tylko uroczą, romantyczną komedyjką, ale także, a może przede wszystkim, dramatem miłosnym dwojga młodych ludzi, którym, by utrzymać się na powierzchni, przychodzi poświęcić własną niewinność.

Ciekawie pisał o tym Donald Spoto, który w książce „Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn” zauważył, że „finałowa scena w deszczu jest elementem ponurej melancholii”, natomiast „scena, w której Audrey śpiewa Moon River, jest pełna autentycznego, wzruszającego sentymentu, a w scenie finałowej w jej wybuchu jest tyle rozpaczliwego żalu”.

No więc właśnie. Jednak słodko-gorzki to film. „Wesoły, czyli smutny”. Tym bardziej chyba jednak wart polecenia. Więc polecam! I daję znać, że w swojej ofercie mają go takie serwisy streamngowe, jak Chili, iTunes i Rakuten.

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama