Allen jak Fellini? A może to jednak tylko kolejna, sztampowa komedia romantyczna?
Swoją fascynację Fellinim Woody Allen przeżywał dużo, dużo wcześniej – chociażby kręcąc w 1980 roku pamiętne „Wspomnienia z gwiezdnego pyłu”, a i powstałe w 1998 r. „Celebrity” ma w sobie coś z ducha twórcy „Słodkiego życia”.
Nakręceni w 2012 roku „Zakochani w Rzymie” to z pewnością znacznie lżejszy kaliber, ale też jest to produkcja czerpiąca raczej inspiracje z słynnej commedia all'italiana, a więc gatunku, w którym prym wiódł np. safandułowaty pechowiec Fantozzi (Paolo Villaggio).
Zresztą Allen, nim stał się wielkim intelektualistą, też przecież zaczynał od swoistego neo-slapsticu („Bananowy czubek”, „Zelig”), więc i te klimaty czuje znakomicie. I to w „Zakochanych w Rzymie” widać od pierwszej sceny. A gdy na ekranie pojawi się Roberto Benigni, mamy już stuprocentową gwarancję przedniej zabawy do końca seansu.
Film to wielowątkowy – cztery romantyczne historie przeplątają się ze sobą. Jeden z bohaterów jest bardziej refleksyjny, inny raczej szalony, a wszystko to w rzymskiej, wakacyjnej scenerii.
Wielu krytyków miało o to do Allena pretensje, że z Nowego Jorku, z Manhattanu, zaczął przenosić się do Londynu, Paryża, Barcelony… Nie każde z tych miast czuł równie dobrze jak Big Apple, ale po Rzymie porusza się znakomicie. Zabiera widzów nie tylko w najbardziej charakterystyczne miejsca włoskiej stolicy, ale i w jej zakamarki, peryferia, do których turyści raczej nie zaglądają.
Zaś obsadzie plejada znakomitych aktorów (m.in. Judy Davis, Penélope Cruz, Alec Baldwin, Jesse Eisenberg).
Podsumowując: naprawdę jest na co popatrzeć. I – naprawdę, naprawdę – można się na tym filmie świetnie bawić. Więc jeśli ktoś jeszcze go nie oglądał, powinien tę zaległość obowiązkowo nadrobić. A ci, którzy „Zakochanych…” już widzieli, z pewnością, z przyjemnością, powtórzą sobie tę produkcję. Bo to, po prostu, fajny film!
*
On-line można go obejrzeć m.in. na TVP VOD, czy CDA Premium.
Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

Wiceprzewodniczący Federacji Konferencji Episkopatów Azji (FABC).
Niebawem będziemy obchodzić 120. rocznicę urodzin ojca włoskiego neorealizmu.
Od wieków Całun Turyński pozostaje jedną z największych zagadek chrześcijaństwa.