Śmiech jest rzeczą poważną

Choć był komikiem, swoją pracę traktował bardzo serio. 100 lat temu urodził się Louis de Funès.

Nie chcę już zaczynać z tekstami niedokończonymi, sztuczkami, które muszę wymyślać na poczekaniu, które wygładza się w trakcie realizacji. (…) Śmiech jest rzeczą zbyt poważną. Kto by pomyślał, że te słowa wypowiedział człowiek o „gumowej twarzy”, najzabawniejszy żandarm świata, dla którego błazeństwo było wręcz żywiołem. Louis de Funès, bo o nim mowa, w testamencie polecił, by na jego pogrzebie odtworzyć z taśmy śmiech. Nie był to jednak pusty śmiech, lecz dopełnienie jego życiowej filozofii. „Śmiech jest dla duszy tym samym, czym tlen dla płuc” – mawiał.

Późna sława

Choć dzisiaj znamy go niemal wyłącznie jako aktora komediowego, początkowo nic nie zapowiadało takiego obrotu rzeczy. Wprawdzie od dzieciństwa przejawiał zdolności sceniczne, ale w młodości imał się różnych zajęć: pracował jako kreślarz, buchalter, projektant wystaw sklepowych i karoserii samochodowych. Matka doradzała mu nawet kapłaństwo. Wydawało się, że jedynym talentem artystycznym, który naprawdę przyda mu się w życiu, pozostanie słuch muzyczny. Dorabiał bowiem, grając na pianinie w barach i nocnych klubach. Dużo czasu upłynęło, zanim de Funès przekonał publiczność, że jest wybitnym aktorem. W latach 1945–1962 zagrał w kilkudziesięciu filmach, z których tylko niewielką część stanowiły komedie. Grywał wówczas głównie w epizodach, czasem pojawiając się na ekranie na kilka sekund. „Nie żałuję, że moja kariera rozwijała się powoli – wyznawał po latach. – Pozwoliło mi to zrozumieć głębię rzemiosła.

Wtedy jeszcze wypróbowywałem nieznane kolory, detale, mimikę, gesty, które sprawdzałem w małych rolach. Posiadłem pewien dorobek komiczny, którego nie mogłem wykorzystać w pełni w całej mojej dotychczasowej karierze. Zdałem sobie sprawę, że trzeba zawsze zaczynać od nowa”. Wszystko miało się zmienić w 1964 r. Aktor zagrał wtedy w dwóch produkcjach, które przyniosły mu międzynarodową sławę. Chodzi o „Fantomasa”, gdzie wcielił się w ślamazarnego komisarza policji, oraz „Żandarma z Saint-Tropez”, z którą to postacią na zawsze już będzie kojarzony. Rolą nerwowego, ale i niezłomnego sierżanta Ludovica Cruchot, zaskarbił sobie taką sympatię publiczności, że w sumie powstało aż sześć filmów serii.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • saran
    01.03.2013 20:28
    mistrz
  • TraCer
    02.03.2013 10:12
    Mistrz w swoim fachu zawsze żywy :)
  • versemovie.blog.pl
    17.07.2013 18:33
    Wspaniały aktor :)
    Louis'a de Funes... Właśnie szczególnie fanom filmów z jego udziałem polecam liryk z ostatniego posta na moim blogu. Tematyka całego bloga to również muzyka (filmowa i nie tylko), a także życie codzienne. Zapraszam: http:/ /versemovie.blog.pl. Można też polubić funpage na fb, by być na bieżąco
  • Alpejski
    31.07.2014 11:13
    PAP jak zwykle...

    Zapomniano napisać, że w prywatnym życiu ogromne sumy przeznaczał na wparcie kościoła katolickiego i że był człowiekiem głębokiej wiary.

    Pewno PAP nie odważył się napisać, że najwięcej zawdzięczało mu Towarzystwo Swiętego Piusa, które chojnie wspierał.

    Kto pamięta scenę na ambonie, kiedy Luis głosi kazanie??? Ja jestem zawsze "spłakany" jak ją oglądam, a zakonnica supermenka z Lazurowego? Pamiętacie jak ona prowadziła motocykle i samochody po krętych korniszonach? Ech to se już ne wrati...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.