Każdy musi coś zrobić

O temacie Holokaustu w polskim kinie i filmie „Sprawiedliwy” z reżyserem Michałem Szczerbicem rozmawia Edward Kabiesz

Edward Kabiesz: W ostatnich latach powstało kilka filmów poświęconych problemowi ratowania Żydów w czasie II wojny światowej. Dlaczego ten temat zaczął teraz tak interesować twórców filmowych?

Michał Szczerbic: Ten temat zawsze był takim owocem zakazanym. Władzom w Polsce nie zależało, by go podejmować, bo pociągał za sobą splot kłopotliwych sytuacji. Temat jest żywy, bo nie do końca został rozliczony. W Polsce przed wojną mieszkało najwięcej Żydów w Europie.

W wielu filmach o Holokauście Polacy są bohaterami jednoznacznie negatywnymi…

Nie widziałem ani „Pokłosia”, ani „Idy”, ani „Joanny”, ani innych nakręconych ostatnio filmów na ten temat. Robiłem to świadomie. Przygotowywałem się do „Sprawiedliwego” i przez trzy lata pisałem scenariusz. Nie chciałem sugerować się tymi filmami. Nie chciałem też wchodzić w jakieś dyskusje polityczne wokół tych obrazów. To miał być film czysty.

Czy scenariusz filmu został oparty na faktach?

Taka historia wydarzyła się naprawdę, cały czas jest obecna w mojej pamięci. Mam certyfikat Yad Vashem, zdjęcia i medal, który otrzymała moja matka, bo to ona uratowała tę małą Żydówkę. Mój ojciec był oficerem sandomierskiego obwodu AK.

Pana film wyróżnia sposób, w jaki jedna z jego bohaterek i sam widz odkrywają prawdę o tym, co się wydarzyło.

Ta dziewczyna została wychowana w kibucu w Izraelu. I jednoznacznie zaprogramowana. W wielu kibucach główną myślą przewodnią była teza, że Holokaust nigdy nie może się powtórzyć. Jednocześnie istniała tam mocna tendencja do rozliczania, również polskiego społeczeństwa. To zrozumiałe, że po tak strasznych przeżyciach część uratowanych Żydów zajmuje negatywne, czasem bardzo ostre stanowisko w stosunku do Polaków. Będąc na Zachodzie, sam się z tym spotkałem. Potępiali Polskę i Polaków. To byli ludzie tak zgorzkniali, mający tyle pretensji do świata, że właściwie rozmowa z nimi była niemożliwa.

Podobną postawę przyjmuje Hania, która przyjeżdża do Polski wprost z kibucu. Wydaje się, że kompletnie nie zdaje sobie sprawy, co groziło tym, którzy ją ratowali.

Hania została dotknięta częściową amnezją, a film w znacznej mierze opowiada o powrocie jej pamięci. Poprzez opowieści i skojarzenia zaczynają do niej wracać obrazy z przeszłości. Zaczyna sobie zdawać sprawę, że to nie był obraz dokładnie taki, z jakim przyjechała do Polski: że wszyscy byli antysemitami, wszyscy byli niedobrzy, wydawali Żydów. Mnie najbardziej w tym wszystkim interesuje wątek psychologiczny. Dlaczego np. Żydzi nie uciekali ani nie walczyli. Pajtek w karczmie radzi staremu Żydowi, by uciekał. Słyszy odpowiedź: „A gdzie ja ucieknę?” i „Wolę nie żyć niż żyć samotnie, gdyby udało mi się uciec, bo wszyscy już zginęli”. W tym zawarta jest obawa, że Polacy ich nie przyjmą.

Niektórzy wahają się, bo przecież za ukrywanie Żydów w Polsce groziła kara śmierci.

Na początku filmu, w czasie obiadu, kiedy jedna z bohaterek zastanawia się, jak pomóc Żydom, inna pyta: „Jak pomożesz? To są miliony ludzi. Ich nie obronimy, a sami zginiemy”. Jeżeli przez dłuższy czas patrzymy na to, co dzieje się np. z Żydami, to w pewnym momencie może to doprowadzić do zobojętnienia.

W filmie znalazły się również wątki sensacyjne związane z bandą szantażystów.

Podobnych band w Świętokrzyskiem było wiele. To byli zwykli bandyci, którzy często podszywali się pod różne podziemne organizacje.

Wahań nie przeżywa tylko Pajtek, wiejski dziwoląg.

Pajtek jest normalnym człowiekiem, ale alienuje się od świata, bo się go boi. Akceptuje świat przyrody, świat zwierząt. To też postać wzięta z rzeczywistości, całkowicie prawdziwa. On i mała Hania nie są świadomi tego świata. Żyją w świecie iluzji, gdzie obecna jest dobroć, czułość, delikatność. I jest drugi świat: dorosłych, świadomych zagrożeń i okrucieństwa, zbrodniczych ideologii. Wszyscy chcą coś zrobić, jedni to robią, inni się boją. Myślę, że te wszystkie dylematy rozstrzyga przeor, który mówi, że tu nie ma wyjścia. Że każdy, na miarę swoich możliwości, musi coś zrobić. To może być uśmiech, szklanka wody, cokolwiek. Ale nie obojętność i egoizm.

W „Sprawiedliwym” pomocy małej Hani udziela wiele osób.

Gdzieś obliczono, że aby uratować jednego Żyda, szczególnie na wsi, potrzebnych było od 20 do 30 osób. To musiał być wianuszek ludzi dobrej woli. W filmie nie pokazałem oczywiście wszystkich, bo nie jest to dokument. Siostra mojej matki też brała udział w tej spirali pomocy. Ta mała Hania była przekazywana z miejsca na miejsce. Na wsi wszyscy o wszystkich wiedzieli. A moi rodzice nie mieszkali na wsi, tylko tam przyjechali i wynajmowali mieszkanie. Nie mieli więc żadnych możliwości ukrycia dziecka. Ojcu, jako oficerowi sztabowemu AK, nie wolno było w ogóle tymi sprawami się zajmować. Kwestia bezpieczeństwa organizacji była tak ważna, że nie można było mnożyć zagrożeń.

Dlaczego dopiero teraz, po wielu latach, podjął Pan ten temat?

Dojrzałem, by go poruszyć, bo jestem przekonany, że należy do niego wracać. W moim środowisku również spotkałem się z reakcją typu: „znowu o tych Żydach?”. Moim zdaniem to pytanie zawiera w sobie pewien ukryty element antysemityzmu. Piszę po prostu o tym, o czym sądzę, że powinno być napisane. Nie chcę pokazywać filmu epatującego okrucieństwem, rampą w obozie i wilczurami. Chciałem raczej wniknąć w to, co dzieje się w duszach bohaterów. Dlaczego ludzie ratują Żydów? Dlaczego ich nie ratują? Dlaczego Żydzi tak się zachowują, przyjeżdżając tu po wielu latach?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg