Kołowanie

Czy twórczość Jarosława Marka Rymkiewicza byłaby równie przekonująca, gdyby miejsce strachu zajęła w niej wiara lub choćby nadzieja?

Czytając poezję Rymkiewicza, odnoszę wrażenie, że od lat pisze on ten sam wiersz i podaje nam go do czytania w różnych wersjach. To nie jest zarzut. W życiu często kręcimy się w kółko, kiedy czegoś szukamy. Rymkiewicz też niewątpliwie szuka wyjścia z koła, po którym krąży. A wyjściem mogłaby być odpowiedź na pytanie postawione w ostatnim tomie:

Martwy księżycu powiedz co jest za mogiłą W książkach które czytałem nic o tym nie było

Rozłożenie rąk

„Co jest za mogiłą”, czyli kwestia tego, co nas czeka po śmierci – to pytanie kluczowe, najważniejsze, ostateczne. W ciekawej rozmowie, jaką przeprowadził niedawno z poetą Krzysztof Masłoń na łamach tygodnika „Do Rzeczy”, Rymkiewicz wyznaje, że pisanie wierszy jest dla niego jak rozłożenie rąk: „Powiadam: jest, jak jest, ale nie wiem, dlaczego tak jest, i już się nie dowiem”. Podkreśla jednak: „(…) ja nie jestem nihilistą, bo pytam i domagam się odpowiedzi, a świat mi odpowiada – nie będziesz wiedział, bo właśnie takie jest twoje przeznaczenie”.

Mimo wszystko autor „Zachodu słońca w Milanówku” jakiejś odpowiedzi udzielić próbuje. Bo przecież już sam tytuł nowego tomu wierszy, „Metempsychoza”, jest taką próbą. Inna sprawa, że to odpowiedź nieco pokrętna. Metempsychoza, czyli inaczej reinkarnacja, jest tu raczej pewną figurą niż opowiedzeniem się po stronie konkretnego systemu religijnego. Bardziej niż z religii Wschodu czerpie Rymkiewicz przecież z Nietzscheańskiej teorii wiecznego powrotu, którą nawet króciutko streszcza w przypisie do jednego z wierszy: „Fryderyk Nietzsche w »Wiecznym powrocie« stawia znak równości między światem (rozumianym jako stała ilość siły) a ruchem kołowym: »świat jako ruch kołowy, który powtarzał się już nieskończoną ilość razy i który grę swoją gra in infinitum« (…). A zatem – jeśli świat ma istnieć – to, co umarło, musi powracać do życia; gdyby było inaczej, świat już nie istniałby – już by go nie było”.

Napędem poezji Rymkiewicza jest powtarzalność – nie chodzi tu jednak o cykliczność czasu i powtarzanie się zdarzeń w identycznych sekwencjach. Świat w tej poezji przypomina raczej wielki młyn, w którym nic – także pierwiastek duchowy – nie ginie, ale wszystko miele się, miesza i powraca w różnych konfiguracjach:

Biodro prostata czaszka – wszystko jest na kole Trochę jest się na górze a trochę na dole

Niepojęta rana

Szczególnie ciekawy wydaje się fakt, że w tym kole jest miejsce na Boga, który „porusza Naturą każdym listkiem rusza”, a nawet na Chrystusa, który „z naszych łez otchłani (…) wychodzi z krwawiącym sztandarem”. Tyle że te odwołania nie powodują przerwania kręgu, ale stają się jego częścią. Chrystus z tych wierszy wydaje się pozbawiony swojej mocy, przypomina raczej postać baśniową:

Konsubstancjalny Jezus Chrystus idzie skrajem łąki Tam w obłokach śpiewają już pierwsze skowronki

I Jego dwór – Bóg Ojciec aniołowie święci Idą za Nim – kompletnie dla nas niepojęci

Cytowany wiersz prowadzi do poważnego finału. Na końcu pojawia się bowiem „krew – ta która cieknie z niepojętej rany”. Fascynacja postacią Chrystusa jest więc w tej poezji niewątpliwa. Mimo to mamy wrażenie, że Rymkiewicz woli zatrzymać się wpół kroku przed jakąś ostateczną decyzją; że wygodniej mu jest – według recepty Miłosza – „wędrować po obrzeżach herezji” niż wejść w głąb Tajemnicy. Z deklaracji pozapoetyckich można wnioskować, że to faktycznie szczera postawa: „(…) powinienem wiedzieć coraz więcej, a wiem coraz mniej. Nie wiem, dlaczego zjawiłem się na świecie, i nie wiem, dlaczego zniknę. I dlaczego właśnie ja tu jestem, a nie, na moim miejscu, ktoś inny. Mam takie poczucie, że od dłuższego już czasu moja poezja krąży właśnie wokół tego pytania o istnienie. Skąd się bierze istnienie i gdzie znika? Jednak nie tyle krąży, ile bezradnie kuśtyka” – wyznaje Rymkiewicz we wspomnianej rozmowie.

Strach metafizyczny

W przypadku poetów bardziej jednak należy wierzyć samym wierszom niż wywiadom. Wiersz jest bowiem po to, by powiedzieć więcej; uchwycić między słowami coś, co w swej istocie pozostaje niewypowiadalne:

Kobieta która zbiera jabłka pod jabłonią Jej dzieci które w sadzie wokół drzew się gonią

Bielizna co przy domu suszy się na sznurku Psia buda i pies śpiący nocą na podwórku

Garnek z wodą na kuchni przy nim drugi pusty Kosz w kącie w nim dwie główki zielonej kapusty

Furtka brzeźniak za torem – widok okoliczny To wszystko ma pod spodem strach metafizyczny

Poezja Jarosława Marka Rymkiewicza pełna jest takich właśnie obrazów – zakotwiczonych w konkretnej, wydawałoby się oswojonej przestrzeni (najczęściej jest nią ogród poety w Milanówku), a jednocześnie podszytych grozą. Siłą tych wierszy jest połączenie zmysłowego konkretu – zarówno piękna, jak i brzydoty – z tym, co nieznane, ukryte, a przez to niepokojące. Jednak po lekturze „Metempsychozy” nurtuje czytelnika pytanie: czy metafizyka musi łączyć się jedynie ze strachem?

Nie wiem, czy poezja Rymkiewicza byłaby równie przekonująca, gdyby miejsce strachu zajęła w niej wiara lub choćby nadzieja. Mam natomiast pewność, że w życiu taka zamiana wychodzi na dobre. Jeśli naprawdę szuka się wyjścia z koła, to może warto spróbować? 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości