Wsićka godome po śpisku

Między Pieninami a Podhalem ulokowała się wyjątkowa kraina. Polski Spisz zachwyca malowniczymi krajobrazami i kulturowym bogactwem.

Ruszyliśmy do granic (na szczęście nie wytrzymałości), by sprawdzić, czy hasło „Polska jest jak obwarzanek – to, co dobre, jest na obrzeżach” ma wciąż rację bytu. Doskonale wiemy, jak zmieniły się granice od czasu, gdy Józef Piłsudski wypowiadał tę słynną dewizę, dostosowaliśmy się więc do dzisiejszych miejsc pogranicza. Wybraliśmy krainy na krańcu mapy, na styku. Przestrzenie, w których mieszają się języki, narodowości, kultury, wyznania. Urzekające pięknem krainy, gdzie Wschód spotyka Zachód, Bizancjum – Rzym, a Tomasz z Akwinu – Mikołaja Cudotwórcę. Tygiel kultur i religii. Miasteczka, w których po brukowanych uliczkach spacerowali ramię w ramię Polacy, Litwini, Niemcy, Żydzi, Cyganie, staroobrzędowcy. Tym razem zapraszamy do Niedzicy, gdzie przetrwały ślady węgierskiego panowania, a Polacy i Słowacy żyją dziś zgodnie obok siebie.

Z dwóch brzegów utworzonego przed ponad 20 laty sztucznego jeziora spoglądają na siebie dwa zamki – polski i węgierski. Dziś zarówno Czorsztyn, jak i Niedzica znajdują się po stronie polskiej, ale w Niedzicy przetrwało wiele śladów z czasów, gdy panowali tu Węgrzy. Słychać je w tutejszej muzyce, widać w zachowanych zwyczajach i strojach ludowych. Śladem dawnego przebiegu granicy jest też spora obecność w regionie Słowaków.

Kapelusze i czardasze

– My tu wsićka godome po śpisku – mówi Elżbieta Łukuś, historyk i regionalistka pochodząca z Niedzicy. – Choć mali, ale trzimiemy swoją kulturę. Dziś wprawdzie często rodzice mówią do dzieci językiem literackim, ale spotykam też w szkole uczniów, którzy mówią tylko gwarą. Dzięki wzajemnym kontaktom wszyscy ostatecznie tę gwarę poznają.

– Myślę, że gwara jest coraz bardziej popularna wśród młodych ludzi – ocenia Danuta Milaniak, kierowniczka dziecięco-młodzieżowego zespołu regionalnego Dunajec. – Sama czasem mam problem z przestawieniem się, by mówić literacką polszczyzną. Kiedy chodziłam do szkoły, to był problem, bo nie można było odpowiadać na lekcji gwarą. Teraz to się, na szczęście, zmieniło.

Górale spiscy mają duże poczucie odrębności. Sami o sobie nigdy zresztą nie powiedzą, że są „górolomi” – uważają się po prostu za „Śpisoków”. Bo też ich kultura jest odrębna – wskazuje już na to sama gwara. Na sąsiednim Podhalu mówi się: „jadłek”, „widziałek”, „zrobiłek”. Śpisok powie: „jadłef”, „widziałef”, „zrobiłef”. W tutejszej mowie odnaleźć można też wpływy słowackie, niemieckie czy węgierskie. Węgierski rodowód mają chociażby takie słowa jak: „kociar” (wózek dziecięcy), „łabda” (piłka) czy „pulok” (indyk).

Ta odrębność ma swoje źródło w historii Spisza. – My bardzo długo, bo od XIV w. do I wojny światowej, należeliśmy do państwa węgierskiego – podkreśla Elżbieta Łukuś. – Dlatego przejęliśmy wiele cech od Węgrów: lubimy porządek, czystość, zadbane obejście. Węgierskie elementy widać w naszych strojach ludowych – w kapeluszach z rondem wywiniętym mocno dookoła głowy i wysokich butach z czarną cholewą. Mamy też zupełnie inną muzykę niż na Podhalu i, tak jak Węgrzy, tańczymy czardasze.

Nie bijemy się

Po I wojnie światowej Polska i nowo powstałe państwo czechosłowackie zaczęły rywalizować ze sobą o Spisz, a dokładnie o Zamagurze Spiskie, czyli właśnie o tę niewielką część regionu, w której leży Niedzica. Po dość brutalnej kampanii z obu stron, w której doszło do kilku zabójstw na tle politycznym, 28 lipca 1920 r. na mocy porozumienia w belgijskim Spa Rada Ambasadorów przyznała Polsce 14 spiskich wsi, zajmujących łącznie niewielki obszar 195,5 km kw. W 1938 r. wojska polskie zajęły jednak jeszcze kilka innych wsi, po czym po rokowaniach dokonano korekty poprzedniej granicy.

W czasie II wojny światowej cały Spisz przypadł Słowacji, która pozostawała formalnie niepodległym państwem, zależnym jednak od III Rzeszy. Zawierucha wojenna właściwie ominęła ten teren. – Za Słowacji ludziom było tu dobrze, dlatego kiedy skończyła się wojna, większość z nich opowiedziała się za przynależnością do tego państwa – opowiada Elżbieta Łukuś.

Po wojnie granica wróciła do kształtu z 1920 r. Dziś na Polskim Spiszu blisko 90 proc. mieszkańców deklaruje, że są Polakami, a ok. 10 proc. – że Słowakami. Do tej drugiej grupy należy 88-letnia Zofia Bogaczyk, która przez wiele lat prowadziła w Niedzicy zespół pieśni i tańca Veselica. – Moi rodzice oboje byli Słowakami, do polskiej szkoły chodziłam tylko przez rok, dlatego nie mogę powiedzieć, że jestem Polką. Muszę bronić swojego – uśmiecha się. – Ale żyjemy tu razem i nie bijemy się. Jak prowadziłam zespół, to przedstawienia robiliśmy i słowackie, i polskie.

Bębniorz ogłasza

– Teraz jest już spokojnie – potwierdza proboszcz tutejszej parafii św. Bartłomieja Apostoła, ks. Józef Bednarczyk, też narodowości słowackiej. – Choć kiedyś faktycznie było „zyganie” jeden na drugiego. Spora część tamtego pokolenia już jednak wymarła. Cały czas trwa asymilacja – ludzie żenią się między sobą, a dzieci nie są wychowywane w duchu wrogości.

W niedzielę w parafialnym kościele jedna Msza św. odprawiana jest po słowacku. W tutejszych szkołach dzieci i młodzież mają możliwość dodatkowej nauki języka słowackiego. Ale tak naprawdę oba narody mają w Niedzicy te same zwyczaje: – Jak ludzie idą na wesele, to wszyscy śpiewają te same piosenki, po polsku i po słowacku – podkreśla proboszcz.

Do spiskich zwyczajów należy m.in. „chodzynie z koniym” w poniedziałek przed Środą Popielcową, kiedy przebierańcy z atrapą wierzchowca zbierają od mieszkańców rozmaite dary, najchętniej pieniądze. Inną tradycją, która przetrwała do dziś, jest „ogrywanie moi”, czyli stawianie drzewek przed domem panien w Zielone Świątki.

W Niedzicy przetrwała ponadto instytucja „bębniorza” albo inaczej „bułgorza”. To człowiek, który przemierza wieś z werblem, by przekazać wszystkim mieszkańcom ważne ogłoszenie. – Jak coś dotyczy całej wioski, to się bierze rower i przystaje co trzeci słup – opowiada Józef Wida, od lat pełniący tę funkcję. Po czym bierze do ręki pałki i po solidnych uderzeniach w werbel donośnym głosem zaczyna ogłaszać: „Podaje się do wiadomości, że...”. Ciąg dalszy może być różny, na przykład, że worki na śmieci znajdują się u sołtysa albo że w środę o siedemnastej odbędzie się zebranie urbaru, czyli wiejskiej wspólnoty leśno-gruntowej, która również należy do specyfiki tego regionu.

Jak wygląda wiejadło

Najlepszym przykładem tego, jak niedziczanie pielęgnują swoje zwyczaje, jest prywatna kolekcja zmarłego w zeszłym roku Józefa Iwanczaka. W dawnej stajni pan Józef zgromadził zbiory, których nie powstydziłoby się niejedno muzeum. Dolne pomieszczenie urządzone jest jak dawna izba mieszkalna, a ze ścian spoglądają na nas święte obrazy, archiwalne zdjęcia i inne pamiątki. Jeszcze większe wrażenie robi jednak poddasze, wypełnione w całości rozmaitymi narzędziami gospodarskimi, mającymi nieraz i po sto lat. Przeznaczenie wielu z nich nawet dla przeciętnego mieszkańca współczesnej Niedzicy pozostawałoby zapewne niejasne, jednak twórca kolekcji poopisywał wszystko dokładnie na maleńkich karteczkach przyklejonych do sprzętów. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, jak wyglądały: cyrpok, ciosek, łyżnik, wincierz albo rozpinka. – Wie pan, co to jest, ta łopatka nad tym dużym sitem? – pyta Irena Kucab, córka pana Józefa. Kręcę głową. – A zna pan ten fragment Ewangelii o tym, że Pan Jezus ma wiejadło w ręku i oddzieli nim ziarno od plew? To jest właśnie wiejadło. Nabierało się taką łopatką wymłócone zboże, w którym ziarno było wymieszane razem z odpadkami. Podrzucało się wszystko razem i wtedy najpierw opadały plewy, a ziarna leciały dalej.

Na większych kawałkach papieru Józef Iwanczak zapisał dużymi literami sentencje, które tłumaczą jego zamiłowanie do zbierania dawnych przedmiotów. Jedna z nich brzmi tak [pisownia oryginalna]: „Jak nifto nimog być dobrym synym, ktoby zniewazyl pamiontki po swojiw rodzicaw, prawie tak niesmieme zniewazuwać nic z wielkiego pokladu, który wzniesla i zaprojektuwala pilność, remeselność, zryncność i milość k domowinie nasyw przodkow. Nasom powinnościom jest za to ochraniuwać pamiontki”. – Miał bardzo dobre wspomnienia o swoich rodzicach i dziadkach – opowiada z wyraźnym wzruszeniem Agata Pol, druga z córek pana Józefa. – To byli bardzo biedni ludzie i kiedy panował tu głód, właśnie takie narzędzia jak te pomagały im przeżyć.

Zapora zmieniła klimat

Odkąd zbudowano w Niedzicy zaporę i powstało Jezioro Czorsztyńskie, życie mieszkańców wsi bardzo się zmieniło. – Zapora, która powstała głównie w celu przeciwpowodziowym, wpłynęła na rozwój ruchu turystycznego – zauważa Elżbieta Łukuś. – Pojawiły się nowe pensjonaty, a młodzi ludzie mają pracę. Zmienił się też klimat: teraz częściej mamy tu mgły. A baby godajom, ze je bolom kolana – dodaje ze śmiechem regionalistka.

Co do kolan nie sprawdziliśmy, ale turystów faktycznie widzieliśmy zatrzęsienie – zarówno przy zaporze, jak i na zamku, gdzie do wejścia ustawiła się spora kolejka. Trudno się dziwić: widoki z obu miejsc zapierają dech w piersiach, a do tego jest okazja, by poznać kawał ciekawej historii. Między zamkami w Niedzicy i Czorsztynie kursują statki i gondole, nie brak też amatorów sportów wodnych. Do tego blisko stąd w inny piękny region – Pieniny, o czym świadczy majestatyczna sylwetka Trzech Koron wpisana w krajobraz. W niedalekich Sromowcach Wyżnych-Kątach swój początek ma spływ przełomem Dunajca.

Ale i w miejscach mniej uczęszczanych przez turystów spotkać nas mogą miłe niespodzianki. Warto wspiąć się na wzgórze z kapliczką św. Rozalii, czczonej w Niedzicy za to, że – jak głosi przekaz – uratowała wieś od epidemii cholery. – Dużo kobiet w Niedzicy nosiło to imię – uśmiecha się Elżbieta Łukuś.

Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na wieś położoną między Pieninami Spiskimi a tymi właściwymi – po drugiej stronie Dunajca. Widać stąd także zaporę. Ale kto wie, czy jeszcze piękniejszy nie jest widok ze wzniesienia po drugiej stronie wsi, na które wchodzi się ulicą Krótką. Centralne miejsce w tej panoramie zajmuje kościół św. Bartłomieja, wokół którego wyrasta cała miejscowość, pnąca się łagodnie w górę. Ponad dachami domów już tylko jasna zieleń pól, ciemna zieleń lasów, a jeszcze wyżej – niebo.

Trzeba się poznać

XIV-wieczny kościół św. Bartłomieja wydaje się wręcz idealnie wkomponowany w tutejszy krajobraz wsi zbudowanej na prawie niemieckim, z domami ustawionymi szczytem do ulicy i schowanymi w głębi budynkami gospodarczymi. Świątynia wybudowana w stylu gotyckim, z barokowym głównie wystrojem wnętrza, zachowała w środku sporo skarbów z początków swego istnienia. Jest wśród nich tryptyk z „Legendą św. Bartłomieja” z połowy XV w., a także intrygujący napis w języku niemieckim na ścianie prezbiterium, pochodzący z przełomu wieków XIV i XV. Ks. proboszcz Józef Bednarczyk wyjaśnia nam jego znaczenie: „Miłość bez wierności, modlitwa bez serdeczności, pokuta bez żalu – daremnym są trudem”.

Przed kościołem kaplica Matki Boskiej z Lourdes z 1942 r. opatrzona jest innym, prostym napisem, tym razem w języku słowackim: „Zdravas Mária”. – Mamy dziś ze Słowakami bardzo dobre relacje – ocenia Elżbieta Łukuś. – W ostatnich latach duży kontakt jest także ze słowacką częścią Spisza. Na Śpiskiej Watrze, corocznym przeglądzie spiskiego folkloru, zawsze występuje jakiś zespół ze Słowacji. Kiedy się pozna drugiego człowieka, to te relacje muszą być lepsze.

– Tu nie jest ważne, kto Polak, kto Słowak. Wszyscy jesteśmy Śpisokami – twierdzi Danuta Milaniak.

– Ludzie są tu dobrzy, gościnni – dodaje Elżbieta Łukuś. – A Niedzica jest piękna. Przyjeżdżajcie, zapraszamy!•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.