Prowadziło mnie słowo

O pracy nad muzyką do wierszy św. Jana od Krzyża opowiada Tomasz Łuc.

Szymon Babuchowski: Skąd wziął się św. Jan od Krzyża w Pana życiu?

Tomasz Łuc: Zaczęło się od tego, że przyjaciel pokazał mi tomik jego wierszy. Nie znałem wcześniej tej twórczości, ale po pierwszym zetknięciu się z nią, zacząłem głębiej wchodzić w ten świat. Odkryłem, że jest mi on bardzo bliski.

Co Pana w tych tekstach dotknęło?

Pierwszym tekstem, który przeczytałem, była „Noche oscura”, czyli „Noc ciemna”. Uderzyły mnie jego wieloznaczność i głębia. Moment, w którym zetknąłem się z tymi wierszami, był taką moją ciemną nocą w życiu. Święty Jan od Krzyża pojawił się więc we właściwym momencie, kiedy próbowałem odpowiedzieć sobie na wiele pytań egzystencjalnych i duchowych. Pisanie muzyki do tych tekstów nie było wyłącznie zajęciem artystycznym, ale wielkim przeżyciem duchowym, które pomogło mi, i chyba wciąż pomaga, odnaleźć się tutaj, w świecie.

Czy była to też modlitwa?

Nie była, tylko jest. Nawet kiedy zdecydowałem się napisać do wierszy muzykę, wciąż zastanawiałem się, czy mogę, czy dam radę, czy powinienem. Nie chciałem zepsuć tego, co zostało napisane. Przełożenie tej trudnej poezji na język muzyki nie było proste. Dlatego starałem się to robić w sposób „narracyjny”, tzn. szedłem za tekstem. W czasach, kiedy pisze się najczęściej teksty do muzyki, mnie prowadziło słowo. A za tym słowem szła też modlitwa, bo większość tekstów, które św. Jan od Krzyża napisał, bazuje na Piśmie Świętym. Zarówno ich czytanie, jak i pisanie do nich muzyki, a także słuchanie tego, co powstało – wciąż jest dla mnie modlitwą.

Co sprawia, że poezję można nazwać mistyczną?

Mistyczna poezja to taka, która zagłębia się w sprawy duchowe, wyższe, dotykające Boga. Mówiąca o tym, co jest nie do opisania ludzkim językiem i ziemskimi zmysłami. To, co św. Jan od Krzyża opisuje w wierszach, ja odczytuję jako tęsknotę za Bogiem. To próba oderwania się od ziemi, tak jak w wierszu „Tras de un amoroso lance” (W miłosnym porywie), w którym poeta opisuje swój lot.

Dlaczego zdecydował się Pan pozostawić te teksty w języku oryginalnym? Mamy przecież znakomite tłumaczenia, chociażby te autorstwa Barańczaka…

Zapoznałem się z wszystkimi dostępnymi na rynku tłumaczeniami o. Bernarda Smyraka, później poznałem także przekłady Barańczaka i kilka innych tłumaczeń pojedynczych wierszy. Na potrzeby tego projektu przetłumaczyliśmy z przyjacielem tę poezję na język polski, starając się odczytać dosłownie wszystko to, co św. Jan od Krzyża napisał. Kiedy zacząłem porównywać to z istniejącymi przekładami, doszedłem do przekonania, że wiele z nich odbiega od treści, które zawarł w wierszach poeta. Oczywiście oddają one tego samego ducha, główny przekaz jest ten sam, dla mnie natomiast niezwykle istotne jest każde słowo. A słowa te wielokrotnie, na potrzeby języka polskiego, zostały zmienione. To zrozumiałe, bo w przeciwnym wypadku zgubiłaby się poetyckość wypowiedzi. Tłumaczenia Barańczaka są piękne, ale dostosowanie tekstu do innego języka sprawiło, że wiele rzeczy zostało zmienionych. Mnie natomiast zależało na tym, żeby wiernie oddać to, co św. Jan od Krzyża napisał. Oczywiście nie bez znaczenia było brzmienie języka. Hiszpański jest bardziej śpiewny, ma inną ekspresję niż polski. Bardzo zachęcam wszystkich do zapoznania się z przekładami polskimi. Są dostępne w księgarniach, a także w internecie. Przepraszam, jeśli ktoś poczuje się zawiedziony ich brakiem w książeczce dołączonej do płyty.

A Pana pierwszy kontakt z poezją św. Jana od Krzyża był właśnie z oryginałem?

Tak. Następnym etapem było czytanie Smyraka, a muzyka zaczęła powstawać dopiero po przeczytaniu przeze mnie wszystkiego, co św. Jan od Krzyża napisał i co jest dostępne, ponieważ chciałem zrozumieć cały sens jego przekazu i jego życia. Trudno byłoby mi odczytywać pewne symbole, znaki bez zaznajomienia się z życiem człowieka. Bo niejednokrotnie sam wiersz nie jest w stanie wyrazić wszystkiego. To zaledwie słowa zestawione ze sobą. Bardzo mi zależało na tym, żeby ten sens odczytać we właściwy sposób. Dlatego sama praca z tekstem zajęła mi tyle czasu.

Przesłanie hiszpańskiego mistyka streścił Pan w tytule płyty jednym krótkim słowem: „Love”. Czym jest miłość według św. Jana od Krzyża?

Odczytuję to jednoznacznie jako wszystko to, czego Bóg od nas oczekuje. Dla mnie to, co św. Jan od Krzyża napisał, jest jasnym sygnałem do ludzi, że miłość jest najważniejsza. Tak też odbieram Boże wezwanie skierowane do człowieka. Wydaje mi się, że jedyną rzeczą, której Bóg od nas oczekuje, jest miłość.

Wśród wybitnych muzyków, których zaprosił Pan na płytę, są także hiszpańscy wokaliści. Czy oni zetknęli się wcześniej z tą poezją? Zapewne w Hiszpanii św. Jan od Krzyża jest bardziej znany niż w Polsce…

Jest znany tak, jak u nas Adam Mickiewicz! To jest dla nich wielka postać, zresztą powstało mnóstwo interpretacji tej poezji – w muzyce, w filmie. Na pewno Curro Piñana, fantastyczny wokalista flamenco, który zaśpiewał na płycie pięć pieśni, doskonale znał przekaz św. Jana od Krzyża. Dał mi tego dowody podczas pierwszych kontaktów, jak również podczas wykonywania utworów w studiu. Byłem przekonany, że doskonale rozumie to, co śpiewa, i jest w stanie wyrazić całą duchowość, która została zawarta w tych tekstach. Lorea i Lidia, które zaśpiewały pozostałe pieśni, również znały twórczość św. Jana od Krzyża, ale myślę, że dla nich udział w nagraniach był bardziej wyzwaniem artystycznym niż duchowym.

Ubrał Pan te teksty w dość niezwykłe instrumentarium. Obok instrumentów klasycznych pojawiają się też bardziej egzotyczne, jak duduk czy bandoneon. Czy rozmach wizji św. Jana domagał się takiego rozmachu aranżacyjnego?

Zestawienie instrumentów pochodzących z różnych stron świata jest wynikiem moich zainteresowań. Będąc kompozytorem muzyki teatralnej, wielokrotnie sięgałem po różnego typu instrumenty, aby oddać chociażby ducha epoki czy regionu, w którym rozgrywała się fabuła spektaklu. Oczywiście te instrumenty są dla mnie wyjątkowe także dlatego, że brzmią fantastycznie. Duduk, na którym fenomenalnie zagrał Emmanuel Hovhannisyan z Armenii, jest jednym z bardziej lirycznych instrumentów, jakie znam, i dał możliwość wyrazu pewnych treści, które pojawiają się w tej poezji. Klaudiusz Baran zagrał na bandoneonie jak wytrawny Argentyńczyk. Starałem się szukać tonów, brzmień, które będą współgrać z duchem tych tekstów. Oczywiście względy czysto muzyczne też zadecydowały, bo dobór instrumentarium powstaje u mnie w głowie jednocześnie z pisaniem melodii – aranżacja jest wpisana w samą kompozycję. Kiedy komponuję, staram się usłyszeć wszystkie instrumenty naraz.

Napisał Pan, że poezja św. Jana od Krzyża zmieniła Pana życie. Jak to się stało?

Kiedy zetknąłem się pierwszy raz z „Nocą ciemną”, uświadomiłem sobie, że ten tekst opisuje drogę oczyszczenia duszy, a ja właśnie wtedy szukałem sensu życia, prawdy, kierunku, w którym mógłbym dalej podążać. Wydaje mi się, że byłem bardzo pogubiony w tamtym czasie. Te teksty pomogły mi poukładać myśli, odnaleźć drogę wiodącą do Boga. Wciąż są dla mnie drogowskazem. W tym samym czasie poznałem wspaniałych ludzi ze Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej, dla których twórczość św. Jana od Krzyża była bardzo ważna. Spotkania i wspólne rozmowy utwierdziły mnie w przekonaniu, że wybór poezji był właściwy.

Praca nad płytą trwała bardzo długo.

Tak, pierwszy utwór napisałem w 2007 roku, a płyta wyszła po 11 latach. Zaszło przez ten czas dużo zmian, zarówno we mnie, jak i w moim otoczeniu. To było trzęsienie ziemi i naprawdę bardzo dużo rzeczy zmieniło się w moim życiu – na lepsze, mam nadzieję. Muszę wspomnieć o ks. Tomaszu Bielińskim. Bez jego pomocy nie byłoby tej płyty. Dodawał mi otuchy w najtrudniejszych momentach, służył radą i modlitwą. Jest dla mnie jak trzeci brat. Praca w studiu trwała dwa lata, ponieważ prawie każdy instrument nagrywaliśmy oddzielnie. Było to podyktowane względami logistycznymi, jak również brakiem finansów. W powstawaniu płyty wzięło udział mnóstwo wspaniałych muzyków i realizatorów. Dużo im zawdzięczam.

Ma Pan poczucie, że ta płyta zamyka jakiś etap w Pana życiu? A może otwiera nowy?

Nagranie płyty kosztowało mnie bardzo dużo wysiłku, czasu, zdrowia. Myślę więc, że w tym względzie pokonałem jakąś granicę ludzkich możliwości. Nie traktuję tego natomiast jako życiowej granicy, która sprawi, że teraz wszystko będzie inne. Ważna była dla mnie – i jest – ta droga, którą idę. Kiedy w trakcie prac nad płytą pojawiły się bardzo poważne trudności, jeden ze znajomych księży powiedział mi: „Słuchaj, nie martw się tym, czy płyta zostanie ukończona. Być może ważniejsze jest dla ciebie to, żebyś tą drogą szedł”. Na początku trochę mnie to zdenerwowało. Pomyślałem sobie nawet, że ktoś mi tu chyba źle życzy. Ale wkrótce doszedłem do przekonania, że to były prorocze słowa. Nawet św. Jan od Krzyża pisał, że gdy rzecz jest skończona, to traci swój smak. Teraz więc myślę sobie: przecudownie się stało, że trwało to tak długo.•

Tomasz Łuc

Kompozytor, gitarzysta, producent, specjalizujący się w muzyce teatralnej i filmowej. W roku 2017 nagrodzony za najlepszy debiut w dziedzinie muzyki filmowej na Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles oraz za muzykę do dwóch spektakli w I edycji festiwalu Teatroteka Fest. Niedawno ukazała się płyta „Love” z jego kompozycjami do poezji św. Jana od Krzyża.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.