Filmy wszech czasów: Ghost in the Shell

Czyli mała encyklopedia cyberpunka.

Bo chyba tak można określić ten film. Efekciarski, ze sporą ilością scen akcji, czy przemocy, a jednak sporo nam mówiący o tym nowym, rzekomo wspaniałym świecie, który, z roku na rok, jest coraz bliżej nas.  

Tylko patrzeć aż rzeczywiście uda się zgrać czyjeś wspomnienia na twardy dysk i umieścić je w pancerzu robota, by ten mógł się nadal „komunikować” ze swoimi (swoimi?) krewnymi. Póki co mamy Deep Nostalgię, „ożywiającą” zmarłych ze zdjęć. Wirtualny krewny, krewny-bot jest więc na wyciągnięcie ręki. Niby program komputerowy, ale przecież… nasz. Swój. Swojski. Da się?

Ale skoro program, to zawsze można dopisać do niego coś nowego. Albo usunąć coś niewygodnego. Zamiast mielić w kółko wspomnienia zmarłego („pamiętasz ten film, który oglądaliśmy w kinie?”), zawsze „algorytmicznie” może nas zapytać: - A co byś powiedział na ten nowy film, który właśnie wchodzi na ekrany? Myślę, że mógłby ci się spodobać…  

Spece od marketingu i reklamy już zacierają ręce.

Między innymi o tym jest nakręcony w 2017 roku przez Ruperta Sandersa „Ghost in the Shell”. A także o… cyber-wątrobach (dzięki nim będzie można pić więcej alkoholu, bo będą lepsze, wytrzymalsze niż te ludzkie, biologiczne). Itd. Itp.

Wszyscy fani gatunku cyberpunk wiedzą, jak wyglądają realia takiego świata przyszłości. A ci którzy nie wiedzą, mogą dzięki tej, bardzo przystępnej produkcji, poczuć te klimaty. Klimaty, które ortodoksyjni fani wielbią w kultowej, poprzedzającej film kreskówce z 1995 roku (reżyseria Mamoru Oshii), a jeszcze więksi spece od japońskiej kultury znają z komiksowej mangi, która w kraju Kwitnącej Wiśni zaczęła wychodzić już pod koniec lat ’80 ubiegłego wieku.

U Sandersa mamy jednak gwiazdy: Scarlett Johansson, Juliette Binoche, Takeshiego Kitano, Michael’a Pitta… Bryluje tu, rzecz jasna, Johansson. I potwierdza swoją pozycję ikony kina fantastyczno-naukowego. Wcześniej zagrała przecież (wyłącznie głosem!) wirtualną asystentkę w genialnym filmie „Ona” Spike’a Jonze'a. Wystąpiła także w „Lucy” Luc’a Bessona – wcale nie tak błahym, futurystycznym akcyjniaku.

To się nazywa trylogia!

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama