Opowieść o Janinie Lewandowskiej. Kim naprawdę była?
Kilkanaście lat temu zobaczyłam JĄ. Szła ulicami Warszawy w mundurze polskiego lotnika. Pośród dziesiątków polskich żołnierzy, oficerów. Wyprostowana, z zaciętym wyrazem pięknej twarzy, ciemnowłosa.
To był wstrząs. Nie wiedziałam wcześniej o jej istnieniu. Katyń? Zbrodnia katyńska? Kojarzyły mi się wyłącznie z polskimi oficerami – mężczyznami.
Zobaczyłam ją na Katyńskim Marszu Cieni. Pochodzie-pomniku, pochodzie-hołdzie dla dwudziestu dwóch tysięcy polskich oficerów, zamordowanych przez Sowietów w 1940 roku w Katyniu i innych miejscach kaźni.
Marsz, organizowany w Warszawie od 2008 roku z okazji Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej między innymi przez IPN i grupy rekonstrukcyjne, przechodzi ulicami stolicy w ciszy. Rekonstruktorzy, w historycznych mundurach polskich oficerów oraz pilnujących ich funkcjonariuszy NKWD, idą od Muzeum Wojska Polskiego przez Krakowskie Przedmieście do Placu Zamkowego, Rynku Starego Miasta, Bonifraterską aż pod Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. Idą, by o nich przypomnieć. Jest i ona: Janina Lewandowska.
Pierwszy raz dostrzegłam ją pod pomnikiem szczególnie mi bliskim i poprzez jego wymowę i dla tego że w 1999 roku, podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, czekałyśmy w tym miejscu z moją Babcią od wczesnego ranka na przyjazd Ojca Świętego. Był z nami ksiądz Zdzisław Peszkowski, który modlił się z wiernymi za ofiary Wschodu. Gdy pojawił się Jan Paweł II, prałat pokazywał mu pomnik symbolizujący tak wiele miejsc kaźni Polaków.
Sam ksiądz Peszkowski, o czym wiedziałam, uniknął śmierci w Katyniu. Nie miałam jednak pojęcia, że przecież młody wówczas oficer znał Janinę. Pamiętał lotniczkę z Kozielska i po wielu latach wspominał…
Mijały lata. Istnienie Janiny Lewandowskiej, prawdopodobnie jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu, zaczynało przebijać się do społecznej świadomości. Powoli. Bardzo powoli.
Istniejące publikacje mówiły jednocześnie wiele i niewiele: córka generała, lotniczka, porucznik Wojska Polskiego. Inspirowały i pobudzały wyobraźnię. Zdradzały jakiś ciąg dalszy, ludzką, głęboką historię o życiu i śmierci. Odkrytą do końca? Stanowczo nie. Tylko czy da się ją odkryć?
Dopiero po latach się dowiedziałam, że zbrodnia katyńska to nie tylko martyrologia dorosłych mężczyzn: to też historia kobiet i dzieci więzionych w obozach specjalnych i zabijanych na nieludzkiej ziemi. Po latach dowiedziałam się zresztą, że Janina została odnaleziona w katyńskim dole śmierci... wraz z małym chłopcem. To był dla mnie wstrząs.
Lewandowska była jedyną kobietą zamordowaną w Katyniu, ale nie jedyną kobietą więzioną w obozach specjalnych NKWD. Janina czekała na swój czas. Czekała, by rozpoczął się żmudny, a jednocześnie piękny proces odkrywania tej niezwykłej, ale i bardzo zwyczajnej kobiety...
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "LOTNICZKA. Opowieść o Janinie Lewandowskiej". Autorka: Agata Puścikowska. Wydawnictwo ZNAK

Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.
Ma przynieść ludziom pocieszenie, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.