Skarby Biecza

W tym królewskim mieście historia dopada nas na każdym kroku. Aż dziw, że na ulicach Biecza nie widać tłumów turystów.

Spomiędzy wzgórz wyłania się spiczasty dach kolegiaty Bożego Ciała i biała wieża ratusza. Jesteśmy w Bieczu – mieście, które do połowy XVI wieku było jednym z największych w Polsce. Dziś większość Polaków miałaby zapewne trudności ze wskazaniem go na mapie. A jednak warto tu przyjechać, bo to miejsce wyjątkowe.

Piękne stalle zdobią prezbiterium w kolegiacie Bożego Ciała   Henryk Przondziono Piękne stalle zdobią prezbiterium w kolegiacie Bożego Ciała

Ocaleni przez Jadwigę

Do Biecza, położonego w Małopolsce, w powiecie gorlickim, trafiliśmy po śladach św. Jadwigi. Polska królowa wielokrotnie przebywała w tym mieście. Ściągała tu zwykle wraz z licznym dworem na kilka tygodni w różnych porach roku. Prawdopodobnie to za jej panowania wzniesiono na okolicznym wzgórzu okazały zamek obronny. Choć zachowały się po nim jedynie fundamenty, wzgórze do dziś nosi nazwę Góry Królowej Jadwigi lub Góry Zamkowej. Jadwiga ufundowała też w Bieczu nieistniejący już dziś kościół Świętego Ducha, który został rozebrany w XVIII wieku.

Nad miastem góruje za to majestatyczna kolegiata Bożego Ciała, również wiekowa. Najstarsze jest prezbiterium, ukończone około 1480 r., z późnorenesansowym ołtarzem, w którego centrum znajduje się obraz „Zdjęcie z krzyża”, namalowany w kręgu Michała Anioła – jeden z trzech takich na świecie. Nad obrazem widnieje scena Zaśnięcia Matki Boskiej, przypisywana synowi Wita Stwosza – Stanisławowi. Ale to nie koniec skarbów, które podziwiamy w tej części kościoła. Sklepienie zachwyca malowidłami zaprojektowanymi przez Włodzimierza Tetmajera. Jest wśród nich poczet panujących – od Kingi do Zygmunta III Wazy. Warto także zwrócić uwagę na pięknie zdobiony XVII-wieczny pulpit muzyczny – unikat na skalę europejską. Nawa główna, dobudowana w 1519 r., jest nieco bardziej surowa, jednak i tu znajdziemy sporo skarbów. Są wśród nich chociażby nagrobki sędziego bieckiego Piotra Sułowskiego i kasztelana wiślickiego Mikołaja Ligęzy – arcydzieła sztuki rzeźbiarskiej. Zaglądamy także do odnowionych kaplic bocznych. W jednej z nich znajduje się obraz Matki Boskiej Łojowskiej, zwanej też Biecką, przywieziony do Biecza z Łojowa nad Dnieprem w czasach Jana Kazimierza. Historiami zapisanymi w tych murach można by wypełnić całą bibliotekę. Nasza przewodniczka, Gabriela Ślawska, historyk z Biecza, sypie opowieściami jak z rękawa. Jedno z najbardziej niezwykłych zdarzeń miało miejsce pod koniec II wojny światowej, kiedy cały Biecz miał być wysadzony w powietrze przez Niemców: – Ludność przygotowywała się już do ewakuacji, kolegiatę wypełnił tłum jak nigdy przedtem. I wtedy stała się rzecz zaskakująca. Ówczesny proboszcz ks. Bogumił Stawarz oznajmił, że miał widzenie: ukazała mu się św. Jadwiga Królowa i powiedziała, że kolejny raz ochroni Biecz i jego mieszkańców. Proboszcz prosił, by nikt nie opuszczał miasta. I rzeczywiście: półtonowa bomba, która spadła na kościół, zatrzymała się na żebrowym sklepieniu, nie czyniąc większej szkody. W międzyczasie wojska sowieckie zaskoczyły Niemców od innej strony, niż się spodziewali, tak że nie zdążyli zrealizować planu wysadzenia miasta – mówi G. Ślawska.

Najstarszy szpital

Najbardziej namacalnym świadectwem związku Jadwigi z miastem jest jednak inna budowla. Jej historia wiąże się z najdłuższym pobytem królowej w Bieczu, który miał miejsce w 1394 r., od października do grudnia. – Na zimę ściągało tu wielu ubogich i bezdomnych – opowiada Gabriela Ślawska. –  Do Jadwigi wszyscy mieli dostęp, poznała więc także tutejszą biedotę. To najbiedniejszych ufundowała szpital Świętego Ducha. Budynek szpitalny, najstarszy w Polsce, stoi nadal. Niestety, jest mocno zniszczony. Najsmutniejsze jest to, że największa dewastacja to efekt kilku poprzednich dekad. Jeszcze pod koniec lat 40. ubiegłego wieku szpital służył potrzebującym. Problemy zaczęły się w roku 1950, kiedy to budynek przekazano szkole średniej na internat dla chłopców. Liceum doczekało się bowiem nowego gmachu, a szpital zaczął popadać w ruinę. Próby remontu rozpoczęte w latach 80. ubiegłego wieku zostały przerwane w trakcie przemian ustrojowych. Najgorsze były lata 1991–1997. – Demontaż nastąpił bardzo szybko. Ludzie rozkradali budynek, wydłubywali sobie cegły do zdobienia prywatnych kominków – ubolewa Gabriela Ślawska. Nowe władze samorządowe chciały w latach 90. zlikwidować szpital, uzyskały nawet na to zgodę generalnego konserwatora zabytków. Na szczęście mieszkańcy Biecza rozpoczęli akcję ratowania szpitala. Wspierał ich w tych działaniach ówczesny ordynariusz diecezji rzeszowskiej bp Kazimierz Górny. Akcja odniosła częściowy sukces: gmina przekazała zrujnowany budynek bieckiej Caritas, która później wykupiła również parcele. Powstała fundacja, na czele której stanął proboszcz parafii Bożego Ciała ks. Władysław Kret. Udało się odbudować zewnętrzną część budynku z zachowaniem oryginalnych elementów gotyckich. Szpital ciągle pozostaje jednak zamknięty. Potrzeba jeszcze sporo pieniędzy, by w środku mógł powstać – zgodnie z planami fundacji – dom dziennego pobytu dla osób niepełnosprawnych i starszych.

Zapomniana perła

Oprócz św. Jadwigi warto wspomnieć jeszcze o przynajmniej dwóch postaciach związanych z Bieczem. Pierwszą z nich jest urodzony tutaj Marcin Kromer – biskup warmiński, historyk i kronikarz, jeden z przywódców polskiej kontrreformacji. Od jego nazwiska pochodzi nazwa jednej z bieckich kamienic – Kromerówki, gdzie obecnie mieści się muzeum. Wbrew temu, co głosi napis przy wejściu, nie jest ona jednak z pewnością miejscem urodzenia biskupa, gdyż jej budowę ukończono siedem lat później. Drugim słynnym bieczaninem jest poeta Wacław Potocki, autor „Wojny chocimskiej”, który w Bieczu był starostą i sędzią grodzkim. Choć pochodził z rodziny ariańskiej, po potopie szwedzkim wraz z rodziną przeszedł na katolicyzm. – Był zachwycony franciszkańskim sposobem życia, prawdopodobnie to go nawróciło – twierdzi o. Józef Ślusarz OFM z parafii św. Anny w Bieczu. To właśnie tutaj, w podziemiach franciszkańskiego klasztoru, poeta został pochowany. Choć dokładne miejsce pochówku nie jest znane, warto odwiedzić barokowy kościół św. Anny z dopiero co odrestaurowanym ołtarzem głównym. Oratorium zakonne, znajdujące się z tyłu, jest obecnie w remoncie, jednak XVIII-wieczny pulpit muzyczny mamy okazję podziwiać w refektarzu. Historia w Bieczu dopada nas na każdym kroku – zarówno ta dawna, jak i trochę nowsza. Zachowane fragmenty murów miejskich pozwalają wyobrazić sobie miasto w jego dawnych rozmiarach. Zwłaszcza jeśli wejdzie się na wieżę ratuszową, skąd rozciąga się przepiękny widok na całą okolicę, przepasaną wodami rzeki Ropy. Koniecznie trzeba odwiedzić kamienicę Barianów-Rokickich, tzw. dom z basztą, gdzie kiedyś była apteka, a obecnie urządzono imponujące muzeum aptekarstwa i innych rzemiosł. Ale nawet wejście do publicznej biblioteki będzie gratką dla miłośników historii. Odsłonięte fragmenty malowideł informują nas bowiem o tym, że w tym miejscu przed wojną istniała synagoga. Wyjeżdżamy z Biecza z przekonaniem, że znaleźliśmy nieco zapomnianą perłę, którą koniecznie trzeba na nowo pokazać światu.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama