Wskrzeszenie córki Leonarda

Leonardo da Vinci wymyślił instrument, o którym historia muzyki zapomniała. Sławomir Zubrzycki odtworzył go po ponad pięciu wiekach. Z powodzeniem.

Jest zawodowym pianistą z dużym dorobkiem, gra też m.in. na klawikordzie, ale jego życie w ciągu ostatnich kilku lat kręci się wokół instrumentu, o którym do niedawna prawie nikt nie słyszał. Viola organista – bo tak brzmi nazwa tego instrumentu – to wynalazek Leonarda da Vinci. A ściślej mówiąc: wynalazkiem jest sama idea, ponieważ nic nie wskazuje na to, by Leonardo kiedykolwiek owo cudo zbudował. Pozostawił za to po sobie osiem szkiców, które zainteresowały Sławomira Zubrzyckiego.

Instrument doskonały

– Zawsze lubiłem wyzwania – uśmiecha się krakowski instrumentalista i kompozytor. – Ponad dwadzieścia lat temu zbudowałem kopię klawikordu Johanna Silbermanna z 1775 r. To instrument uznawany za protoplastę fortepianu. Wiele lat później mój kolega Kazimierz Pyzik, z którym graliśmy razem muzykę współczesną, zainteresował mnie informacją o pewnym instrumencie zbudowanym w latach 30. XIX wieku przez ks. Jana Jarmusiewicza z Łańcuta. Wzmianka w jednej z XIX-wiecznych gazet, mówiąca o klawiolinie, czyli fortepianie smyczkowym, zafascynowała mnie. Zacząłem drążyć temat i natknąłem się na kolejną niezwykłą informację: że twórcą takiej idei był Leonardo da Vinci. Prawdopodobnie poszukiwał on instrumentu doskonałego. Dla rodzącej się wówczas polifonii rozwiązanie łączące zalety instrumentów smyczkowych i klawiszowych wydawało się wręcz optymalne.

Mając wielkość klawesynu, możliwość wydobywania ciągłego dźwięku jak w organach i jego modulacji jak w instrumentach smyczkowych, viola organista mogła zrobić prawdziwą karierę. Dlaczego więc tak się nie stało? – To dla mnie także tajemnicza sprawa. Może zdecydował o tym jakiś problem techniczny? – zastanawia się konstruktor. – Bo przecież przez wieki kilkakrotnie próbowano wskrzesić ideę „niechcianej córki” Leonarda. Bezskutecznie.

Polska przekora

Pierwszy zrealizowany instrument tego typu, nazwany Geigenwerk, powstał w 1575 r. w Norymberdze. Jego opis znajduje się w dziele „Syntagma musicum” Michaela Praetoriusa z 1618 r. Instrument zbudował Hans Heiden, prawdopodobnie mając dostęp do szkiców Leonarda da Vinci. Z jakiegoś powodu Geigenwerk nie trafił jednak na salony. Podobnie rzecz miała się z kolejnymi podjętymi próbami. Także w naszych czasach próbowano, tym razem w Japonii, wskrzesić violę organista, jednak sam twórca nie był zadowolony z efektu swojej pracy. – Bardzo mnie to intrygowało, że mimo tak prominentnej historii nic konkretnego z niej nie wyszło – mówi Sławomir Zubrzycki. – Obudziła się we mnie polska przekora i postanowiłem podjąć wyzwanie.

Problem polegał na tym, że da Vinci nie naszkicował jednego instrumentu, ale osiem różnych rozwiązań, bo jego pomysł ewoluował. Trzeba było na coś się zdecydować i uzupełnić to, czego w szkicach brakowało. – Pomyślałem, że muszę zbudować instrument Leonarda w wersji skonfrontowanej z rozwojem muzyki w tamtym czasie – opowiada konstruktor. – Musiałem niejako wejść w koniec wieku XV i stworzyć instrument, na którym sprawdziłby się ówczesny repertuar. Wyobrażałem sobie, jak zabrzmiałyby na nim utwory napisane na violę da gamba, do której – według opisów – miało być podobne brzmienie violi organista. Nie kopiowałem żadnego z instrumentów historycznych, ale podszedłem twórczo do tematu. Moja viola organista jest syntezą zbudowaną na podstawie różnych źródeł. Przede wszystkim szkiców Leonarda da Vinci, ale też XVII-wiecznych opisów Praetoriusa.

Własną ścieżką

Pianista szybko zabrał się do pracy, w której swoje muzyczne umiejętności łączył z elementami fachu stolarskiego i lutnictwa. – Wykonywanie instrumentów wykracza poza profesjonalne przyzwyczajenia – tłumaczy Sławomir Zubrzycki. – Oczywiście musiałem się dokształcić w zakresie obróbki drewna, ale potem trzeba było iść własną ścieżką; przewidywać, jak drewno będzie pracować w konkretnych warunkach i jak wpłynie na dźwięk. Także zwykły lutnik nie poświęciłby swojego czasu dla takiej „fanaberii”. Budowniczowie fortepianów i klawesynów tworzą przecież według pewnych standardów, utartych schematów. Tutaj musiałem eksperymentować, robić wszystko po raz pierwszy.

Efekt, który udało się uzyskać Zubrzyckiemu, przerasta wyobrażenia melomanów. Spotykając się z violą organista po raz pierwszy, zwykle nie wierzą, że dźwięk, który słyszą, pochodzi z tego właśnie instrumentu. No bo jak z czegoś, co przypomina klawesyn, możemy usłyszeć orkiestrę smyczkową albo organy? Dopiero zaglądając do wnętrza i podziwiając obracające się smyczki kołowe, do których dociągane są struny, rozumiemy, skąd wydobywa się dźwięk. – Teraz przede mną dalsze wyzwania: doskonalenie techniki wykonawczej, która znacznie różni się od pianistycznej, i badanie, jak zachowuje się instrument w konkretnym repertuarze – mówi konstruktor.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg