Tyta, czyli czego większość polskich dzieci może zazdrościć Ślązakom

HENRYK PRZONDZIONO /Foto Gość

Wbrew temu, co sądzą niektórzy, tyta pierwszoklasisty to nie substytut ostatniego posiłku skazańca.

I stało się to, czego obawiała się większość uczniów (i nauczycieli). Przyszedł 1 września i wakacje się skończyły. Zza szkolnych drzwi słychać żałosne zawodzenie na melodię smutną jak "Gorzkie Żale" - "Witaj szkoło". To, co nieuniknione, stało się faktem. Rozpoczął się nowy rok szkolny, a kolejne wakacje dopiero za 10 miesięcy.

Dla wielu to perspektywa czarna jak pochmurna noc polarna. Beznadziejna w zasadzie. Jednak są w Polsce takie miejsca, gdzie tradycyjnie od lat stosuje się środki przeciwbólowe. Nie, nie chodzi o ketonale i inne ibuprofeny. Trudno wyobrazić sobie wystarczającą dawkę. Nie jest to również marihuana lecznicza. Na Śląsku od zawsze uczniowie pierwszych klas w dniu otwierającym ich szkolną odyseję otrzymują TYTĘ pierwszoklasisty.

Brzmi tajemniczo? Tylko dla osób spoza Śląska. Dla każdego, kto się tutaj wychował, wypełniona słodyczami tyta jest czymś tak samo naturalnym, jak przystrojona choinka na święta Bożego Narodzenia. Szczerze mówiąc dopiero kilka lat temu, ku swojemu przerażeniu, odkryłem, że tyta nie jest zwyczajem ogólnopolskim. Jedna z koleżanek redakcyjnych, która dopiero kilka miesięcy temu sprowadziła się na Śląsk, dziś była w szoku, gdy widziała dzieci targające ze sobą słodkie tyty, nieraz niewiele mniejsze od nich samych.

Co bardziej złośliwi utrzymują, że pełna słodkości tyta jest czymś w rodzaju ostatniego posiłku skazańca. Taka nagroda pocieszenia, w dniu rozpoczęcia odsiadywania wyroku wieloletniej edukacji. Osobiście wolę jednak bardziej pogodną interpretację: niech słodkości otrzymane u progu edukacji budują w dziecku dobre skojarzenia ze szkołą. .

Tego zwyczaju mogą śląskim dzieciom pozazdrościć rówieśnicy z innych regionów. I - chociaż tradycja tyty wywodzi się z Niemiec (podobnie jak choinka) - i już sam ten fakt przyprawia niektórych o gęsią skórkę - to być może warto go zaszczepić także poza Śląskiem? Bo to bardzo radosny i dobry zwyczaj. Niech słodycze z tyty dostarczą dzieciakom sporo energii. W końcu przed nimi wiele lat TYTAnicznej pracy!

 

 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • trzinaalli
    01.09.2016 14:37
    Z drugiej strony dziecko nauczy się że przy każdej okazji dostaje prezenty. Później wyrasta na materialistę. Znam też przypadek, że biednej matki nie było stać na zakup słodyczy, by wypełnić całą pojemność tyty, to na dół dała kamieni, a tylko na wierzchu było trochę słodyczy, by zakryć te kamienie. Tak więc tradycja - nie tylko ta (dla niektórych głupia i wymagająca, traktowana jako przykry obowiązek) - nie zawsze jest dobra.
  • paulus
    01.09.2016 15:58
    prawie pol wieku minelo a ...sie pamieta ten dzien.To napewno dobry zwyczaj i bodziec ..do wyrobienia ...."milosci"..do szkoly,tudziesz nauki.A w ogole potzrby ksztalcenia.Szczesc Boze
  • Gość
    05.09.2016 07:47
    na dolnym śląsku też są!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.