Ulubiony pisarz papieży

Jego twórczość cenił Paweł VI, od początku swego pontyfikatu systematycznie odwołuje się do niej w swych homiliach papież Franciszek. Powieść „Augustyn, czyli Pan jest tu” – niedawno wznowiona – cieszy się we Francji ogromną popularnością. Kim był Joseph Malègue i dlaczego nic o nim nie wiemy?

Urodził się w 1876 r. w niewielkim miasteczku Tour d’Auvergne w rodzinie miejscowego notariusza. Właściwie nigdy nie był zdrowy. Począwszy od szkoły podstawowej, wyszarpywał trapiącym go chorobom kolejne lata edukacji. W 1895 r. uzyskał maturę w Kolegium Świętego Stanisława i zdał egzaminy wstępne do École Normale Supérieure, jednak ostre zapalenie płuc, a potem przedłużające się kuracje w szpitalach i sanatoriach uniemożliwiły mu podjęcie studiów. Ostatecznie po dwóch latach powrócił na uczelnię, rozpoczynając studia prawnicze. W 1906 r. uzyskał magisterium, a w 1913 r. skończył edukację błyskotliwą obroną doktoratu poświęconego sytuacji socjalnej i prawnej angielskich dokerów.

Trudna droga do sławy

Kiedy wybucha I wojna światowa, z powodu złego stanu zdrowia zostaje skierowany do służby cywilnej. Zdobywa elementarne wykształcenie medyczne, pracuje jako pielęgniarz, a w latach największego nasilenia działań wojennych – jako asystent przy operacjach chirurgicznych. Po wojnie działa w międzynarodowej komisji do spraw zaopatrzenia w żywność, zajmuje się sytuacją prawną sierot wojennych. Żadna z tych aktywności nie przynosi mu jednak poczucia egzystencjalnego spełnienia. Także jego decyzja o objęciu funkcji wykładowcy w Studium Nauczycielskim w Savenay wydaje się raczej wyrazem desperackiego poszukiwania stabilizacji niż realizacją marzeń.

Zasadniczym zwrotem w jego życiu okazuje się dopiero ślub z Yvonne Pouzin, zawarty w sierpniu 1923 r., i przeprowadzka do Nantes. Jeśli ktoś napisze kiedyś monografię o roli żon pisarzy w procesie powstawania, wydawania i popularyzowania ich dzieł, jednym z najciekawszych rozdziałów stanie się ten, którego bohaterką będzie pani Malègue. Jej niezwykła, budząca szacunek kariera zawodowa – Yvonne Pouzin była pierwszą kobietą zatrudnioną we francuskim szpitalu jako lekarz – w niepospolity sposób łączy się z zadaniami literackiego impresaria. Biografowie przekonują, że to dzięki jej cierpliwości i determinacji Joseph Malègue porzuca pracę wykładowcy i poświęca się wyłącznie twórczości: pisze, omawia z żoną niezbędne poprawki. Ona też ostatecznie sfinansuje pierwsze wydanie powieści „Augustin ou le Mâitre est là” w 1933 r. Inwestycja zwróci się z nawiązką: do 1966 r. łączny nakład wielokrotnie wznawianej książki osiągnie 84 tys. egzemplarzy.

Pod koniec lat 30. ubiegłego wieku Malègue stanie się jednym z najbardziej znanych pisarzy francuskich. Jego dzieło doczeka się licznych komentarzy w kraju i za granicą, pojawią się przekłady na języki obce (niestety nie na język polski). On sam wkroczy w najintensywniejszy okres swojej twórczości. Podejmie stałą współpracę z najważniejszymi pismami katolickimi, której efektem będą trzy książki eseistyczne („Petite suite liturgique”, „De l’Annonciation à la Nativité” oraz „Pénombres”). Przede wszystkim będzie jednak pracował nad dalszym ciągiem swojej chrześcijańskiej epopei. Bo „Augustin” – choć stanowił obszerny fresk obyczajowy i z trudem zamknął się w 900 stronach – miał być w zamierzeniu autora tylko początkiem. Zasadniczą rolę miała pełnić trylogia o procesach dechrystianizacji Francji. Pisarz zdołał opracować jej pierwszą część, jednak tylko w rękopisie. Manuskrypt pomogła odczytać i opracować pani Yvonne, już po śmierci męża. Pochowano go w Nantes na cmentarzu Miséricorde. Joseph Malègue zmarł na chorobę nowotworową 30 grudnia 1940 r. Z czasem o jego twórczości zapomnieli we Francji prawie wszyscy.

„Katolicki Proust”

Na ścianie jego rodzinnego domu w Tour d’Auvergne widnieje dziś tablica: „Tu 8 grudnia 1876 urodził się Joseph Malègue, pisarz, autor powieści »Augustin ou le Mâitre est là«”.

Choć może się to wydać paradoksalne, w pamięci kulturowej przetrwał jako autor jednej książki. Nie mogło być inaczej. Jego eseje adresowane są przede wszystkim do intelektualnych elit, a wydana pośmiertnie powieść rzeka „Pierres noires: Les Classes moyennes du Salut” (Czarne kamienie: klasa średnia zbawienia) uchodzi za niedokończoną. Właśnie „Augustin” wzbudza dziś zachwyt szerokiego grona czytelników i entuzjazm krytyków. Współcześni recenzenci (jak np. Patrick Rodel) przypominają, że autor książki jeszcze przed II wojną światową zasłużył na miano „katolickiego Prousta” ze względu na niezwykłą plastyczność opisów i fenomenalną pamięć, pozwalającą odtworzyć ulotną atmosferę świata, którego już nie ma – Owernii początku XX stulecia: jej rustykalnego krajobrazu i jej zhierarchizowanego społeczeństwa. Bohaterem eposu nie jest bowiem św. Augustyn, lecz nadwrażliwy syn owerniackiego notabla – Augustin Méridier. Poznajemy go, gdy jest jeszcze dzieckiem. To jego spojrzenie wprowadza nas w klimat tej małej ojczyzny: „Zaczynał się prawdziwy pejzaż. Były to wąskie i długie doliny ujęte w tymczasowy rozstaw leśnych ostróg. W ich ziołowej materii – gęstej i wilgotnej – krył się smak aluwialnej gleby, głęboko nasyconej wodą. Zapach suchego siana i stajen wypełniał powietrze wiosek – przynajmniej tych, które otwierały się przed podróżnymi. Inne, bardziej tajemnicze, odwracały się plecami do drogi. Poza ogromnymi żywopłotami, podziurawionymi przez kury, widziało się jedynie ich plecy. Zaledwie skrawek życia. Przypominały fragment barwnej opowieści – zbyt krótki, by można było kiedykolwiek poznać jej początek i koniec” („Augustin”, s. 25, tłum. W.K). Każdy, kto choć raz widział okolice Tour d’Auvergne, przyzna, że ten sugestywny opis chwyta samą istotę geograficznego krajobrazu tamtych stron, oddaje też coś więcej – przywołuje pejzaż społeczny, pozwala nam wyobrazić sobie minione sposoby życia. O nie też chodzi autorowi najbardziej.

Bystrość, dar obserwacji, bujna wyobraźnia, skłonność do filozofowania – te i podobne cechy, w które Malègue wyposaża swego narratora – sprawiają, że powieść otwiera się przed nami niby malarska panorama, która prowadzi czytelnika w głąb dawnej, katolickiej Francji. Takiej, o której istnieniu zdają się nie pamiętać nawet Francuzi. Z pietyzmem i czułością autor odtwarza przed nami sceny wieczornych rodzinnych modlitw, barwne, nasycone zapachami wiosny obrazy majowych nabożeństw, surowe, niemal naturalistyczne portrety owerniackich górali wyruszających na pielgrzymkę. Przed naszymi oczami migocą kadry z pogrzebów i ślubów, kręci się życie ludzi młodych i starych, domowych gospodyń i notabli, rolników i mieszczan – poruszane rytmem pracy oraz kościelnych uroczystości. W tle tego niezwykłego, sugestywnego i wciąż przejmującego fresku czai się jednak zagłada. To, co widzą oczy małego Augustyna, zostanie niebawem skonfrontowane z tym, co dostrzega Augustyn – młodzieniec: rozpad hierarchicznej struktury społecznej i etosu jej poszczególnych warstw, inwazję mitu postępu technicznego, podkopującego zaufanie do tradycji, a wreszcie obumieranie religijnej wizji świata, skutecznie zastępowanej mitem rozumu i jego nieograniczonych możliwości. Jak na rasowego epika przystało, Malègue przedstawia nam wspólnotę w chwili dziejowego przesilenia. Wielu jego bohaterów – tak jak postaci z „Pana Tadeusza” – można określić przymiotnikiem „ostatni”. Młody Méridier staje się świadkiem postępującej erozji życia religijnego zarówno w społecznościach miejskich, jak i wiejskich. Kiedy podejmie studia, okaże się, że także jego własna, dziecinna wiara załamie się w konfrontacji z najnowszymi prądami intelektualnymi.

Historia nawrócenia

Wszystko to skłania, by wątek „dziejów duszy” Augustyna umieścić w kontekście europejskich powieści o dojrzewaniu, które w XX w. stosunkowo często eksploatowały motyw młodości zbuntowanej przeciw normom wyznaczającym ramy funkcjonowania religijnej wspólnoty. Odnajdujemy go m.in. w powieści Jana Parandowskiego „Niebo w płomieniach”, wydanej ledwie trzy lata później niż „Augustin”. Właśnie proza polskiego pisarza uświadamia nam jednak skalę dokonań Malègue’a. Inaczej niż wielu innym, francuskiemu epikowi udaje się uniknąć powielanego do znudzenia stereotypu jednostki wyzwalającej się z uścisku twardych norm zachowawczej zbiorowości. Dzieje się tak dlatego, że wyznacza on swej katolickiej epopei dużo szersze horyzonty niż konwencje powieści o gimnazjalistach. Nie tracąc epickiego oddechu, nadaje swej prozie znamiona powieści idei, wpisując kryzys wiary Augustyna w ramy potężnego intelektualnego sporu, który u progu XX stulecia poruszał niemal cały katolicki świat. Religijnych wątpliwości młodego Méridiera nie da się wytłumaczyć na podstawie wstępu do psychologii rozwojowej. Ich najważniejszym źródłem są uniwersyteckie dyskusje, które młody człowiek toczy w gronie intelektualistów z kręgu katolickiego modernizmu, uważanego dziś za intelektualną matrycę wszystkich późniejszych ruchów progresistowskich w obrębie katolicyzmu – aż po nasze czasy. Wychowany w pobożności, która nie potrzebowała uzasadnień dla autorytetu Biblii i Magisterium Kościoła, inteligentny student nie znajduje niczego, co mógłby przeciwstawić sile krytycznego rozumu, który postrzega wiarę jako wynik działania emocji, poddaje Biblię dekonstrukcji, redukując do minimum jej odniesienia do nadprzyrodzoności. Coraz bardziej krytyczny wobec nauczania Kościoła (które wydaje mu się anachroniczne) i wobec religijnego kultu (który postrzega jako działanie bezrefleksyjne), Augustyn Méridier zaprzestaje praktyk religijnych, a jego osobista relacja z Chrystusem zmienia się w chaos wątpliwości. Choć wydaje się żyć w zgodzie z duchem swoich postępowych czasów, nie czuje się przecież szczęśliwy. Stopniowo coraz częściej tęskni za utraconym poczuciem bliskości Boga i Jego obecności w świecie.

Czy jednak powrót nowoczesnego, wykształconego człowieka do wiary dzieciństwa jest w ogóle możliwy? Malègue nie odpowiada wprost na tak postawione pytanie, ale historia życia jego bohatera okazuje się nie tylko historią kryzysu, lecz także pasjonującą opowieścią o nawróceniu. Wiara, którą odzyska Augustyn, będzie wiarą dojrzalszą. Nie mamy w polskiej literaturze ani tak głębokiego opisu psychologii utraty wiary ani – tym bardziej – tak frapującej analizy procesu jej odzyskania, jakie można odnaleźć na kartach powieści francuskiego autora. Nie mamy tak barwnego, wielostronnego, zakrojonego na tak szeroką skalę obrazu społeczności katolickiej. Prawdę mówiąc, w ogóle nie mamy współczesnej nam powieści katolickiej, o którą tak bardzo upominał się Czesław Miłosz. Może dlatego, gdy czytałem „Augustyna”, miałem wrażenie, jakby ta książka mówiła o nas tu i teraz, i do nas tu i teraz – jakby została napisana przez Polaka u progu XXI stulecia… Czy uda się ją opublikować i spopularyzować? Przekład – autorstwa prof. dr hab. Urszuli Dąmbskiej-Prokop – jest już prawie gotowy. Czy ktoś zdecyduje się go wydać? 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama