Baśń kołchozowa

„Świt” jest filmem o totalnej deprawacji, do jakiej prowadzi każdy system totalitarny.

Właściwie to nie film, a filmowy poemat. Punktem wyjścia dla łotewskiej reżyserki Laili Pakalniny była historia Pawlika Morozowa, wykreowanego przez stalinowską propagandę na kogoś w rodzaju sowieckiego męczennika. Pawlik doczekał się pomników we wszystkich miastach ZSRR, jego imieniem nazywano ulice, fabryki i kołchozy. Pisano o nim powieści, poematy i sztuki teatralne, stał się bohaterem opery. Scenariusz filmu „Łąki Bieżyńskie”, poświęconego postaci małego donosiciela, napisał Izaak Babel. Reżyserował go Siergiej Eisenstein, ale filmu nie ukończył. Produkcję, po obejrzeniu niezmontowanych jeszcze materiałów, wstrzymał Stalin.

Władzy sowieckiej gloryfikowana postać Pawlika miała służyć za przykład właściwej postawy obywatela, który zawsze stawia dobro państwa sowieckiego ponad więziami społecznymi i rodzinnymi. Partia żądała, aby wszystkie dzieci brały sobie za wzór Pawlika. Miały stać na straży dobra partii i Związku Radzieckiego, pilnując własnych rodziców.

Zgodnie z oficjalną wersją Pawlik należał do pionierów, organizacji będącej przybudówką Komsomołu i skupiającej dzieci do 14. roku życia. Miał założyć pierwszą pionierską drużynę we wsi Gierasimowka, gdzie mieszkał. Kiedy dowiedział się, że jego ojciec ukrywa zboże, natychmiast go zadenuncjował. Mężczyzna stanął przed sądem i został skazany na 10 lat łagru. Pawlika, sprawcę donosu, zamordował w rewanżu dziadek kułak z pomocą kilku osób z najbliższej rodziny. Mordercy zostali skazani na śmierć. Wersja ta była wykorzystywana propagandowo w okresie tzw. walki z kułactwem na początku lat 30. XX wieku.

Historię Morozowa badał Rosjanin Jurij Drużnikow, który przedstawił w swoich „Rosyjskich mitach” prawdę, jaka kryła się za stworzoną przez propagandę legendą. Według pisarza Pawlik nie był pionierem, bo za jego życia w Gierasimowce organizacja jeszcze nie istniała. Doniósł na ojca nie ze względów ideowych, lecz osobistych. Ojciec pomagał uciekinierom z łagrów, dając im czyste blankiety dokumentów tożsamości do wypełnienia. Skłócony z ojcem Pawlik wskazał miejsce, w którym ten się ukrywał. Tak naprawdę do dzisiaj nie wiadomo, kto zabił Pawlika i jego młodszego brata.

„Świt”, „Jutrzenka” czy „Czerwona Gwiazda”. Takie optymistyczne nazwy, budzące pozytywne emocje, nosiło wiele sowieckich kołchozów, które pojawiły się w Związku Radzieckim w wyniku kolektywizacji przeprowadzonej przez Stalina i opartej na zasadzie wspólnej własności zasobów. Rolników indywidualnych zmuszano do przekazania ziemi wraz z całym dobytkiem państwu. Kolektywizacja, prócz zwiększenia produkcji, miała ułatwić szerzenie komunistycznej ideologii. Łatwiej było kontrolować zatrudnionych w kołchozach wieśniaków niż posiadaczy gospodarstw indywidualnych. Pojawiające się w filmie dzieci w różnym wieku należą do Pionierów, sowieckiej organizacji młodzieżowej. To ona miała uczyć zasad współpracy społecznej, ale jej najważniejszym zadaniem było wpojenie dzieciom komunistycznej ideologii i lojalności wobec państwa. Natomiast rodzina w interpretacji sowieckich ideologów była „organizacją terrorystyczną”.

„Świt”, tytuł łotewskiego kandydata do Oscara, odnosi się do jednego z takich kołchozów, z tym że reżyserka akcję filmu umieściła gdzieś na Łotwie. Trudno jednak dopatrzyć się w nim nawet promyczka owego świtu, bo to, co kryje się pod pięknie brzmiącą nazwą, przypomina raczej mrok i budzi grozę. Film Laili Pakalniny nie jest łatwy w odbiorze. Nie przedstawia ona jakiejś fabularnej opowieści rozgrywającej się w realiach ówczesnego kołchozu. Operuje obrazami, które mając umocowanie w rzeczywistości, jednocześnie nabierają symbolicznego znaczenia. Są to naprawdę obrazy wstrząsające, stojące w opozycji do tego, co słyszymy z ekranu. Autorem znakomitych czarno-białych zdjęć jest polski operator i reżyser Wojciech Staroń.

Dla widza z zewnątrz, który nie zna historii małego kraju, jakim jest Łotwa, nie wszystko w filmie będzie czytelne. W 1945 r. Łotwę zajęła Armia Czerwona. Rozpoczęła się intensywna kolektywizacja. Już na początku lat 50. XX w. wszystkie gospodarstwa indywidualne zostały zlikwidowane, ziemię przejęło państwo. Wkrótce po aneksji Łotwy i pozostałych krajów bałtyckich władze zaczęły deportować ich mieszkańców do odległych rejonów Związku Radzieckiego, zamykać w więzieniach i zmuszać do pracy w kołchozach. Przeciwnicy polityczni, inteligencja oraz właściciele większych gospodarstw postrzegani byli jako zagrożenie dla nowego systemu politycznego i należało ich unieszkodliwić. Do 1949 r. na Syberię deportowano 57 tys. mieszkańców Łotwy.

Szczurołap z kołchozu

Film Laili Pakalniny luźno nawiązuje do sowieckiej propagandowej opowieści. Bohater „Świtu”, mały Janis, podobnie jak Pawlik Morozow, denuncjuje swojego ojca. Janis uwierzył w obiecywane przez komunistów utopijne społeczeństwo, w możliwość zbudowania raju na ziemi. Odrzuca ojca, którego miejsce zajmuje wujek Karlis, lider polityczny kołchozu. Wydaje się, że Janis i jego ojciec przywędrowali do filmu Pakalniny prosto z sowieckich agitek. Janis, zawsze starannie uczesany, jest szczupłym i wrażliwym chłopcem o jasnym spojrzeniu. Jego ojciec to prawdziwy potwór, czyli taki, jakim przedstawiał go akt oskarżenia. Z biegiem czasu Janis schodzi na drugi plan, bo w filmie pojawia się mnóstwo innych, ważnych dla rozwoju akcji postaci.

Pakalnina stworzyła osadzoną w realiach kołchozu swoistą filmową baśń, w której ważną funkcję pełni narrator. Wprowadza widza w akcję i prezentuje sylwetki jego bohaterów. Ten baśniowy element podkreślają wyjęte jak gdyby z dawnych legend niektóre sceny filmu. Przykładem chociażby ta, w której wujek Karlis, niby szczurołap z Hameln, prowadzi korowód ubranych w pionierskie mundurki dzieci. Dokąd? W nieznaną, świetlaną przyszłość rodem z propagandowych agitek. W roli Karlisa wystąpił Wiktor Zborowski. Mamy tu także dziewczynę anioła, ptaki, które pojawiają się co jakiś czas na ekranie, czy wspaniałą końcową scenę filmu. Ta baśniowa konwencja nadaje opowiadanej na ekranie historii wymiar ponadczasowy, stanowiąc jednocześnie przestrogę, że podobna historia w określonych okolicznościach może się powtórzyć.

Dzieło Pakalniny jest także filmem o totalnej deprawacji, do jakiej prowadzi nie tylko komunizm, ale każdy system totalitarny. System, który usiłuje stworzyć nowego człowieka i nową moralność i który usiłuje zniszczyć tradycyjne zasady obowiązujące w życiu społecznym. W którym cnoty stają się grzechem.

W jednej ze scen szefowa kołchozu stwierdza, że Bóg został już wyprowadzony. Doskonale ilustrują to sceny dewastacji cerkwi, w której z entuzjazmem biorą udział dorośli i dzieci. Jednak obecność Boga, jak zauważyła Inga Pērkone z Łotewskiej Akademii Kultury, „odczuwa się przez cały czas trwania filmu… Boski punkt widzenia stanowi w ostatnich latach cechę charakteryzującą dzieła Pakalniny, co szczególnie widać w serii jej filmów krótkometrażowych. W nowym obrazie punkt widzenia kamery z góry staje się dominującą formą ekspresji, przywołując wyobrażenie Boga obserwującego, jak jego przesłanie jest interpretowane na ziemi”. Warto zauważyć, że bohaterowie filmu często patrzą w niebo. Może pytają, jak ocenia ich postępki, a może proszą o wskazówki... 

Świt, reż. Laila Pakalnina, wyk.: Wiktor Zborowski, Vilis Daudziòd, Antons Georgs Grauds, Liena Šmukste, Rūdolfs Plēpis (narrator), Łotwa/Estonia/Polska, 2015.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg