Skazani na Shawshank

Czyli „film numer jeden”.

Filmoznawcy i historycy kina, gdy zapytać ich o film wszech czasów, zgodni nie są. Dla jednych będzie to „Obywatel Kane”, dla innych „Ojciec chrzestny”. Ktoś powie, że „Wściekły byk”, wyżej podpisany, że „Lawrence z Arabii”.

Inaczej ma się sprawa z internautami. Od lat w najpopularniejszych serwisach filmowych obrazem, który lideruje i zbiera najlepsze i najwyższe oceny (10/10), są nakręceni w 1994 roku „Skazani na Shawshank”.

Reżyserem i scenarzystą tego filmu (nakręconego na podstawie opowiadania Stephena Kinga), jest Frank Darabont – ten sam twórca, który później nakręci równie popularną i kultową „Zieloną milę”. Dziś jednak skoncentrujmy się na „Skazanych…” i przyjrzymy się, co takiego ma w sobie ten film, że cieszy się tak wielkim uznaniem kinomanów ery internetu.

Fabuła jest stosunkowo prosta. Pod koniec lat ’40 ubiegłego wieku bankier Andy Dufresne (w tej roli Tim Robbins) trafia do więzienia, po tym gdy oskarżono go i skazano za zabójstwo żony i jej kochanka.

Czy rzeczywiście jest mordercą? Stuprocentowej pewności mieć nie można, ale przecież większość osadzonych w Shawshank więźniów twierdzi, że jest niewinna. To właśnie oni, a także pilnujący ich strażnicy, są głównymi bohaterami filmu. Jedni są podli i brutalni, cyniczni i skorumpowani, ale nie brakuje też osób dobrych, sympatycznych – przyjaciół, na których zawsze można liczyć.

Chciałoby się powiedzieć „jak w życiu”, choć miejsce, w którym toczy się akcja jest w gruncie rzeczy nieludzkie. A jednak Andy nie traci nadziei. Bo „nadzieja to dobra rzecz. Może najlepsza ze wszystkich” – jak słyszymy. Nadzieja i marzenia, że kiedyś wreszcie będzie się wolnym.

To główne przesłanie tego perfekcyjnie skonstruowanego filmu (mam tu na myśli przede wszystkim scenariusz). Choć to typowe kino więzienne i praktycznie „nie wychodzimy” poza mury zakładu karnego, widz nawet przez chwilę nie czuje znużenia, czy monotonni. Jak to możliwe? Cóż… Ten film jest gęsty od zdarzeń. Mnóstwo w nim nieoczekiwanych zwrotów akcji, kolejnych zaskakujących wątków, epizodów, perypetii. To się ogląda!

Sporo można się także ze „Skazanych na Shawshank” nauczyć – ot chociażby cieszenia się chwilą, zachwytu sztuką (literaturą, muzyką). Prostych rzeczy, o których jednak na co dzień, niestety, często zapominamy. Pędzimy gdzieś nieustannie („świat się nagle cholernie rozpędził”, „wszyscy się gdzieś spieszą” – zauważa jeden z bohaterów) i na nic nigdy nie mamy czasu. Obraz Darbonta uświadamia nam, że może (powinno!) być inaczej. Czy będzie? To już zależy tylko od nas samych…

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KINO, KULTURA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.