Kola

Oscarowa perła czeskiej kinematografii.

Kola - wersja audio tekstu. Czyta: Piotr Drzyzga

Reżyserem tego pięknego, wzruszającego, a przy tym i niezwykle zabawnego filmu (kłania się specyficzne, czeskie poczucie humoru), jest Jan Svěrák. Równie ważny jest tu jednak także jego ojciec, Zdeněk, który napisał scenariusz i zagrał główna rolę. Główną, ale nie tytułową. Ta przypadła bowiem w udziale Andriejowi Khalimonowi, rosyjskiemu, dziecięcemu aktorowi, który brawurowo i absolutnie cudownie zagrał zagubionego w Pradze chłopczyka.

W stolicy Czechosłowacji (akcja filmu toczy się tuż przed Aksamitną Rewolucją), Kolę zostawiła matka, Rosjanka, która sama wyemigrowała do RFN-u. Wcześniej jednak wzięła fikcyjny ślub z wyrzuconym z filharmonii, zatwardziałym, starym kawalerem, Františkiem Louką. Louka zgodził się na ów szwindel wyłącznie dla pieniędzy - kobieta miała otrzymać obywatelstwo, a on okrągłą sumkę, za którą mógłby sobie kupić trabanta i wymienić rynny w domu matki. O opiekowaniu się dzieckiem nie było wówczas mowy.

Pech chciał, że zmarła ciotka chłopczyka, u której ten początkowo przebywał. Teraz Kolą zaopiekować musi się Louka, który oczywiście nie ma zielonego pojęcia, jak zajmować się dzieckiem. Jakby tego wszystkiego było mało, naszym bohaterem zaczyna interesować się komunistyczna służba bezpieczeństwa (tak szybka ucieczka bardzo młodej żony zagranicę, budzi podejrzenia).

Podczas oglądania tego nakręconego w 1996 roku filmu, nie sposób nie myśleć o jego wielkim poprzedniku, chaplinowskim „Brzdącu” z roku 1921. Svěrák powtarza tamtą dobrze znaną historię, a jednocześnie odświeża ją, uwspółcześnia, dodaje do niej nowe treści - chociażby refleksję nad komunistycznym zniewoleniem Europy Środkowowschodniej.

Robi to jednak w sposób niezwykle subtelny. Pokazuje panującą wówczas niechęć, czy wręcz nienawiść do „Ruskich”, do Związku Radzieckiego. Kiedy jednak przed bohaterem staje zapłakane, zagubione „ruskie dziecko”, wszelkie uprzedzenia i stereotypy znikają. Serce się kraje i, po prostu, tak po ludzku, trzeba pomóc. I to nic, że Louka nie zna rosyjskiego, a Kola czeskiego. „Jakoś się dogadamy. Jesteśmy w końcu Słowianami” – mówi dotychczasowy egoista i bon vivat, który dzięki spotkaniu z Kolą przejdzie wielką przemianę, stając się - a jakże - lepszym człowiekiem.

„Kola” to film pełen pięknych, pozytywnych emocji, ale także kawał sztuki filmowej. Trzymająca w napięciu sekwencja w metrze, gdy Kola się gubi; majaki gorączkującego chłopczyka; dowcipna, „bondowska” ucieczka trabantem… - to po prostu trzeba zobaczyć.

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.