Magia i zabobony

Ilu chrześcijan miesza to, co święte z tym, co zabo­bonne, zupełnie bez rozeznania sprzeczności między tymi dwoma...

Rzeczy, które mają przynosić szczęście, bądź chronią przed nieszczęściem:                                   

  •  skrzyżowane palce dłoni;       
  • robienie gestu rogów palcami;
  • dotknięcie żelaza, kiedy mówi się o jakiejś ryzykow­nej sprawie lub kiedy przejeżdża karawan bądź kiedy się słyszy syrenę. Takie samo działanie w analogicznych i tych samych przypadkach ma mieć dotykanie swoich genitaliów. Istnieją również zabobonne przyzwyczajenia. Bardzo rozpowszechnione są one nawet w języku po­tocznym. Na przykład często się słyszy: „dotknijmy żela­za, zróbmy rogi";
  • noszenie w kieszeni lub na szyi, na nadgarstku, łań­cuszka z czerwonym lub złotym rożkiem, zawieszanie go również na drzwiach domów lub na lusterku w samochodzie;
  • posiadanie w domu lub wożenie w samochodzie jako amuletu określonej maskotki z plastiku, która przedsta­wia garbatego w cylindrycznym kapeluszu, trzymające­go w jednej ręce końską podkowę a druga ręka pokazuje rogi skierowane w dół. Zamiast nóg maskotka kończy się formą rogu w czerwonym kolorze;
  • spotkać garbatego a lepiej jest jeszcze dotknąć jego garbu;
  • zawiesić na drzwiach domu podkowę, czosnek lub kukurydzę;
  • nosić różne wisiorki z kości słoniowej, koralu, czarne­go bursztynu, kłów, czarnych rąk lub znaków zodiaku itp.;
  • ubierać się w niektórych momentach życia np. na eg­zamin w szkole, na załatwienie jakiegoś interesu lub na spotkanie, w taki sam sposób jak w okolicznościach = szczególnie pozytywnych z własnej przeszłości;
  • jeść rodzynki lub soczewicę w noc sylwestrową w przekonaniu, że to przyniesie bogactwo;
  • wrzucać monety do fontanny myśląc o jakimś marzeniu;
  • znaleźć czterolistną koniczynkę;
  • w ostatni dzień roku kalendarzowego ozdabiać dom jemiołą; zakładać w noc sylwestrową bieliznę koloru czerwo­nego.

Pomieszanie sacrum z zabobonem                          

Ksiądz Dario Betancourt w książce „Wstań i chodź" napisał: „Pewnego razu byłem w sklepie, w którym sprze­dawano przedmioty religijne, tzw. dewocjonalia. Pierwszą rzeczą, jaką zaobserwowałem zaraz po wejściu do tego sklepu, był obraz Maryi udekorowany świateł­kami fluorescencyjnymi. Pochwaliłem właściciela skle­pu za jego szczególne oddanie Maryi. On zaś powiedział mi, że modli się do Niej prosząc o opiekę. Wychodząc ze sklepu, zauważyłem na drzwiach zawieszony czosnek i podkowę. Zapytałem właściciela: «Co to znaczy?» «To są przedmioty, które przynoszą szczęście» - odpowie­dział właściciel. Patrząc na obraz Maryi, powiedziałem mu: «Dlaczego trzymasz ten obraz tutaj?». «Aby mieć więcej szczęścia» - odpowiedział właściciel".

Ilu chrześcijan miesza to, co święte z tym, co zabo­bonne, zupełnie bez rozeznania sprzeczności między tymi dwoma. Na przykład noszą łańcuszek na szyi z obrazem lub symbolem wiary chrześcijańskiej (który oznacza dla nich jedynie przynależność do Kościoła lub co najwyżej szczególne nabożeństwo) razem z talizmanami różnych rodzajów otrzymanymi najczęściej od wróżbitów.

Korespondencyjny łańcuszek zabobonów

Czasami otrzymuje ktoś anonimowy list, w którym ktoś inny nakazuje, aby rozesłać kopię tego listu, za­wsze w formie anonimowej, do innych osób. Zazwyczaj ma się to odbyć w krótkim czasie, np. w ciągu czterech dni. Jeśli to wykona, obiecane ma szczęście, najczęściej sukces finansowy i inne dobrodziejstwa. Jeśli natomiast nie wykona tego polecenia, może oczekiwać niekończą­cych się tragedii, włączając w to także własną śmierć lub osób bliskich, która ma nadejść w krótkim czasie.

Jest to forma zabobonu, która istnieje już od wielu lat. Powód jest prosty. Jest mianowicie wiele osób, któ­re czytają te listy i wykonują polecenia w nich zawarte nie tyle w nadziei, że spełni się obietnica szczęścia, jak w obawie, że może naprawdę stać się coś złego, jeśli tego nie zrobią. Przykro patrzeć, jak osoba obdarzona rozu­mem a w szczególności chrześcijanin, daje się zastra­szyć i wierzy w to wszystko. Ten sam system łańcuszka rozpowszechniany jest również na banknotach o nominale tysiąca lirów.                                                 

Zabobon alimentacyjny

Jeszcze innym łańcuszkiem zabobonów, istniejącym od kilku lat, jest tzw. „tort ojca Pio" inaczej zwany tak­że „tortem szczęścia". Otrzymuje się kuleczkę ciasta zwaną „matką", którą trzyma się siedem dni w mące. Po siedmiu dniach, przed włożeniem wszystkiego do pieca, odkrawa się kawałek ciasta, w celu zrobienia kolejnych trzech kulek, dla trzech osób, które następ­ nie mają zrobić to samo i przekazać kulki ciasta kolej­ nym osobom.                                                                                          ;

Nie ma żadnej wątpliwości, że ojciec Pio nie ma nic wspólnego z tym „tortem szczęścia!" Jego imię jest tu­taj wykorzystane wyłącznie, aby sprawić wrażenie reli­gijności. Jest to po prostu praktyka zabobonu alimen­tacyjnego, nie tylko śmieszna lecz wręcz bardzo obraźliwa w stosunku do błogosławionego ojca Pio z Pietralciny.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama