Kochana Kitty, dawno nie pisałam…

Czy to wypada, aby o Zagładzie mówić językiem właściwym dla kreskówek?

Jedną z najbardziej przejmujących historii Zagłady jest „Dziennik Anne Frank”. Trzynastoletnia dziewczyna ukrywa się wraz z rodziną i kilkoma znajomymi na poddaszu firmy ojca w Amsterdamie. Na kartach „Dziennika” zapisuje to, co widzi ukradkiem przez uchylone okno, co słyszy zza ściany i co przynoszą odgłosy z rur. To również opis zamkniętej mikrospołeczności kilku ukrywających się osób oraz jej samej – niefrasobliwej nastolatki, która zamienia się w kobietę.

Ari Folman i David Polonsky podjęli się trudnego zadania przełożenia diariusza Anne Frank na język powieści graficznej. Złożoność i wielowymiarowość ludobójstwa, jakim był Holocaust, wymaga wielu narzędzi do przedstawienia historii: od wspomnień, po film, aż po powieść graficzną właśnie. „Maus” Arta Spiegelmana czy „Drugie pokolenie” Michela Kichka to doskonałe przykłady tego, że komiks potrafi mówić o Zagładzie bez infantylności i epatowania przemocą. Przed lekturą „Dziennika Anne Frank” miałem jednak spore obawy. Jak przedstawić całe bogactwo uczuć, świat wewnętrzny autorki?

Folman i Polonsky przede wszystkim uszanowali „Dziennik”. Mając ograniczoną przestrzeń, umiejętnie wykorzystali zdecydowaną większość zapisków, tworząc jednolitą opowieść. Udało się autorom pokazać zarówno realia II wojny światowej, jak i świat wewnętrzny bohaterki. Anne Frank jest ironiczna, miejscami naiwna, miejscami nazbyt dojrzała. Czujna obserwatorka zdarzeń rozgrywających się na ulicy i przy stole, gdzie zaczyna z czasem brakować żywności. Rysunki Polonsky’ego są delikatne, bez przesadnego naturalizmu, ale bogate w szczegóły historyczne. Czasem rysownik odtwarza zdjęcia z epok, innym razem dawne plakaty. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki próbuje odtworzyć senne marzenia i lęki nastoletniej Frank lub wkomponowuje ją w dzieła wielkich malarzy, jak np. w „Krzyk” Muncha. Wielowymiarowość „Dziennika Anne Frank” sprawia, że każdy czytelnik – dorosły i nastoletni – znajdzie w nim tę płaszczyznę zrozumienia Holocaustu, na którą jest emocjonalnie i faktograficznie przygotowany.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Mol
    20.09.2019 11:20
    Mol
    Czy czytał Pan dziennik Anny Frank? Jest znany, bo to relacja z ekstremalnie trudnego położenia. Ale po lekturze zostaje wielki niesmak; z zapisków wyłania się osoba złośliwa, małoduszna, pusta i trochę zboczona. Jeśli ten dziennik zestawić z zapiskami Anieli Budkówny, to widać jak ogromna różnica może być między rówieśnicami. Mój egzemplarz Dziennika Anny Frank trafił natychmiast na regał bookcrossingowy - teraz żałuję, że nie do śmieci.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .