We wnętrzu baśni

Niebo i ziemia spotkały się w Turku, przywołane i ożywione wyobraźnią genialnego artysty.

Wchodząc do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Turku, trudno oprzeć się wrażeniu, że oto znaleźliśmy się w samym środku jakiejś pięknej baśni. Polichromie w neogotyckiej świątyni oszałamiają paletą barw, których zwieńczeniem jest błękit nad naszymi głowami. Dusza w takiej przestrzeni od razu chce się unieść do nieba. Tylko wielki artysta mógł zaprojektować tak piękne wnętrze. I rzeczywiście tak było: za wystrój turkowskiego kościoła odpowiada sam Józef Mehoffer.

Owoc przyjaźni

Mehoffera kojarzymy najczęściej z epoką Młodej Polski. Był uczniem Jana Matejki, współpracował ze Stanisławem Wyspiańskim przy polichromii bazyliki Mariackiej w Krakowie. Przez 36 lat pracował też nad wspaniałymi witrażami dla katedry św. Mikołaja we Fryburgu, które stały się dziełem jego życia. Do Turku trafił w latach trzydziestych ubiegłego wieku, a więc w późnej fazie swojej twórczości. Nowatorstwo naszego najwybitniejszego, obok Wyspiańskiego, twórcy sztuki sakralnej przełomu XIX i XX wieku nie od początku było doceniane. Wiele fantastycznych projektów, takich jak chociażby dekoracje malarskie dla katedry płockiej, inspirowane motywami z ludowych skrzyń, nigdy nie zostało wykorzystanych. Wydawały się one zbyt śmiałe. Tym razem jednak artysta otrzymał pełną swobodę w realizacji swoich twórczych zamierzeń.

Ta artystyczna wolność była możliwa dzięki przyjaźni z nietuzinkowym kapłanem – ks. Józefem Florczakiem. Proboszcza z Turku Mehoffer poznał w 1925 r. podczas pobytu w Rzymie. Duchowny był wówczas audytorem Roty Papieskiej. – Znał sześć języków, w młodości pisał sztuki teatralne. Szybko piął się po szczeblach kościelnej kariery – opowiada Bartosz Stachowiak, dyrektor Muzeum Miasta Turku im. Józefa Mehoffera. – W 1929 r. powrócił jednak do diecezji włocławskiej, a po dwóch latach objął urząd proboszcza w naszym mieście.

Ksiądz Florczak okazał się też koneserem sztuki, nic więc dziwnego, że obaj panowie znaleźli wspólny język. Ich kilkuletnia korespondencja zaowocowała przyjaźnią. Nowy proboszcz, który nosił się z zamiarem odnowienia wnętrza świątyni, zaprosił wkrótce malarza do siebie. „Przyjacielu, kościół masz piękny, ale wystrój paskudny” – miał powiedzieć Mehoffer, wchodząc tam pierwszy raz. Wkrótce jednak ten wystrój miał się diametralnie zmienić – właśnie dzięki jego pracy.

Od projektu do dzieła

O ile pandemiczne obostrzenia pozwolą, zwiedzanie kościoła warto poprzedzić wizytą w muzeum, które mieści się w budynku dawnego ratusza, dwieście metrów od świątyni. W ten sposób będziemy mogli odkrywać turkowskie dzieło Mehoffera od podszewki. – To unikatowa w skali ogólnopolskiej ścieżka edukacyjna prowadząca od projektu do dzieła – podkreśla Bartosz Stachowiak. Na tej ścieżce znajduje się jeszcze jeden sympatyczny element związany z artystą – ławeczka Mehoffera, pierwszy monument w Polsce upamiętniający tę wybitną postać. To dzieło Mai Brzyskiej, absolwentki Zespołu Szkół Plastycznych w Kole.

W pięciu tzw. czerwonych salach muzeum znajdują się szkice i kartony polichromii oraz witraży, których odwzorowania będziemy potem podziwiać w kościele. Robocze wersje pozwalają dostrzec, że artysta wielokrotnie poprawiał pierwotny projekt. Na kartonie polichromii Chrystusa Króla widoczne są ślady takich korekt – da się zauważyć, że początkowo ręce Pana Jezusa miały być ułożone inaczej. Z kolei do projektu symbolicznych wyobrażeń postaci ewangelistów wkradł się błąd: symbolizujący św. Łukasza byk został podpisany jako Mateusz. W kościelnej realizacji artysta jednak poprawił tę pomyłkę.

Muzealną kolekcję uzupełniają m.in. listy Mehoffera do ks. Florczaka i zdjęcia dokumentujące czas renowacji świątyni. Józef Mehoffer pracował nad jej wystrojem w latach 1932–1939. Oczywiście nie sam – w malowaniu polichromii pomagali mu uczniowie z Akademii Krakowskiej. Niestety, wojna uniemożliwiła realizację dalszych zamierzeń artysty. Niemcy urządzili w kościele punkt zbiorczy ludności przeznaczonej do wywozu. Ksiądz Florczak został w 1942 r. aresztowany i trafił najpierw do Auschwitz, a następnie do Dachau, gdzie zmarł 30 kwietnia 1943 r. Tuż przed wywiezieniem do Auschwitz wysłał jeszcze do Mehoffera kartkę z wiadomością zakończoną słowami: „Mistrzu, już się tutaj chyba nie zobaczymy”.

Józef Mehoffer, który zmarł w 1946 r., planował stworzyć dzieło kompletne, łącznie z wyposażeniem kościoła. Zdążył wykonać dwie drewniane stalle. Z planowanych witraży udało się zamontować osiem. Dziewiąty, przedstawiający postać św. Teresy, został wprawdzie wykonany, ale nie dotarł do Turku przed rozpoczęciem wojny. W muzeum można podziwiać jego karton, a w kościele – kopię. Na podstawie odnalezionych projektów i listów zrekonstruowano też i umieszczono w 2002 r. w nawach bocznych świątyni siedem innych witraży, przedstawiających postaci świętych.

Anioły i ptasia kapela

Po pierwszym oszołomieniu feerią barw umysł zaczyna porządkować to, co widzi w kościele. Najpierw kierujemy wzrok na prezbiterium. W samym centrum, nad ołtarzem, artysta namalował postać Chrystusa Króla na tle krzyża, z otwartymi ramionami – w geście ustanawiania Eucharystii. Po Jego obu stronach znajdują się duże witraże Mehoffera: Matka Boska Gromniczna, Matka Boska Bolesna, Zwiastowanie i Matka Boska Różańcowa. Niżej, na bocznych ścianach prezbiterium, polichromie przedstawiają cztery wyobrażenia Chrystusa: Pasterza, Oblubieńca, Pielgrzyma i Ogrodnika. Zwracają uwagę zwłaszcza te dwa ostatnie, na których Jezus pokazany jest w… kapeluszu.

W kaplicach naw bocznych znajdziemy cztery mniejsze witraże artysty, również poświęcone Matce Bożej, ale tym razem w symboliczny sposób ukazujące Jej przymioty z Litanii Loretańskiej: Wieżę Dawidową, Stolicę Mądrości, Arkę Przymierza i Bramę Niebieską. Dziełem Mehoffera jest również obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, namalowany na blasze miedzianej, złoconej w ogniu i polerowanej. Znajduje się on w prawym ramieniu transeptu. Do zasłaniania tego obrazu służy inne dzieło malarza, przedstawiające św. Stanisława Kostkę. Wreszcie w nawach bocznych można podziwiać stacje drogi krzyżowej, namalowane przez Mehoffera jako szkice do identycznego cyklu w kaplicy krakowskiego kościoła franciszkanów.

O wrażeniu, jakie robi turkowska świątynia, nie decydują jednak wyłącznie poszczególne dzieła, ale fakt, że każdy centymetr powierzchni ścian i sufitu zdobi wielobarwna polichromia, odnowiona całkiem niedawno, bo w latach 2003–2011. Błękitne sklepienie dzieli się wyraźnie na dwie części: nad prezbiterium mamy niebo z aż 48 postaciami aniołów, natomiast nad częścią „świecką” – złocenia w postaci gwiazd, a także wzory przypominające deszcz czy błyskawice. Na ścianach i łukach znajdziemy z kolei motywy roślinne i geometryczne, a pod chórem nawet… grupę ptaszków leśnych – motyw nawiązujący do sztuki ludowej. Ptasią kapelą dyryguje anioł, którego postać Mehoffer umieścił nad głównym wejściem do kościoła. Niebo i ziemia spotkały się w Turku, przywołane i ożywione wyobraźnią genialnego artysty.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg